Helena Bohle-Szacka, czyli projektantka, która zamieniła traumę wojny w kolorową rewolucję mody.
- Przeżyła getto, Ravensbrück i Marsz Śmierci, po wojnie wróciła do Białegostoku ważąc 36 kg.
- W Modzie Polskiej stworzyła nowoczesny, kolorowy styl dla młodych kobiet.
- Jej pokaz w Berlinie Zachodnim w 1966 roku przyniósł Polsce miano Paryża Wschodu.
Wojenne doświadczenia i trauma, które ukształtowały Helenę Bohle-Szacką
Los nie oszczędzał jej od najmłodszych lat, a dramatyczne doświadczenia wojenne stały się fundamentem późniejszej siły i twórczej determinacji. O jej niezwykłej drodze mówi się dziś jako o przykładzie przemiany cierpienia w sztukę i nadzieję.
- Jest to niezwykła postać, potrafiła poradzić się z wielką traumą, którą wyniosła z wojny, którą potrafiła przebudować wielką radość życia. Ta radość życia, ona pokazywała poprzez modę, nowoczesną modę, radosną modę, kolorową modę, która wtedy na szarych ulicach Polski budziła takie trochę zdziwienie - powiedziała Jolanta Szczygieł-Rogowska, dyrektorka Galerii im. Śledzińskich.
To dzięki niej Polki sięgnęły po nowe wykroje, geometrię i nowoczesność. Jej kolekcje spotkały się z uznaniem za żelazną kurtyną. Tworzyła dla nowej kobiety, radosnej, niezależnej, dla takiej, jaką sama starała się być. Jej historia to przykład przekucia traumy w siłę, optymizm i twórczą energię.
- Musiała się ukrywać, ponieważ była córką żydówki, więc na początku z matką i starszą siostrą Ireną trafiły do getta, ale ojciec wyciągnął je stamtąd i nagle pojawia się obóz, obóz koncentracyjny w Ravensbrück. I dlaczego później Łódź? Ponieważ łodzianki, grupa łodzianek zaopiekowała się nią. Nigdy zresztą nie opowiadała o obozie, tym co tam się wydarzyło, ponieważ należała do tej grupy nazywanych brzydko mówiąc, królików doświadczalnych. Nie mogła mieć dzieci, to było jej wielką bolączką. Przeżyła Marsz Śmierci. Wróciła do Białegostoku, szukała rodziców, ważyła 36 kilogramów, chorując na gruźlicę - mówiła Jolanta Szczygieł-Rogowska.
Rewolucja w Modzie Polskiej i pokaz w Berlinie Zachodnim 1966
Po wojnie przyszedł czas na odbudowę – nie tylko życia, ale i własnej tożsamości. Właśnie wtedy zaczęła się historia projektantki, która w szarej rzeczywistości PRL zaproponowała kobietom kolor, odwagę i nowoczesność. - Ta część życia była smutna, traumatyczna. Natomiast tutaj mamy życie, tu mamy modę, radość, dziewczęcość. Trafiła do Łodzi, do Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych, a moda była jakby dodatkiem, po prostu potrzebowała pracy i pojawiła się w ten imieniu. Później, kiedy trafia do Mody Polskiej, trafia na bardzo ostrą przeciwniczkę. Ona nie dogadała się w gruncie rzeczy ze swoją szefową, czyli Jadwigą Grabowską - powiedziała dyrektorka Galerii im. Śledzińskich.
- No i ten słynny pokaz w 1966 roku w Berlinie Zachodnim, nazwano wtedy Polskę Paryżem Wschodu. I gdyby nie musiała wyjechać w 1968 roku, to przypuszczam, że byłaby jednym z głównych nazwisk Mody Polskiej - dodała Katarzyna Droga, pisarka.
Zobacz także:
- Lambadówka hitem wiosny 2026. Kultowa spódnica lat 80. wraca z wielkim przytupem
- Te walentynkowe paznokcie będą hitem 2026 r. Poznaj 6 wyjątkowych propozycji
- Armia gwiazd na paryskim fashion weeku. Te stylizacje przejdą do historii?
Reporter: Katarzyna Chętnik