Dalsza część pod materiałem wideo.
14-letnia Natalia zmarła z wychłodzenia. Trwa proces
Wadowicki sąd rejonowy w poniedziałek rozpoczął przesłuchania świadków w procesie trzech policjantów oskarżonych o niedopełnienie obowiązków służbowych i nieumyślne narażenie życia 14-letniej Natalii, która trzy lata temu zmarła z wyziębienia
Była to druga rozprawa w procesie rozpoczętym 7 września. Wówczas za zamkniętymi drzwiami sąd przesłuchał oskarżonych: dwóch policjantów z Andrychowa - dyżurnego i komendanta (odszedł już ze służby) tamtejszego komisariatu oraz jednego, który był dyżurnym komisariatu w Kętach.
26 października przed sądem stanęli świadkowie, w tym ojciec dziecka, który zrelacjonował przebieg wydarzeń. Mówił, że córka wyszła do szkoły, ale po niedługim czasie zatelefonowała, prosząc go, by po nią przyszedł. Ojciec usłyszał słowa Natalii, że robi się jej ciemno przed oczami, wszystko widzi podwójnie i leży na ziemi. Mężczyzna wybiegł z domu w kierunku przystanku, z którego córka jechała do szkoły w Kętach. Próbował też telefonować, ale nie odbierała. Na przystanku nie było córki, więc wrócił do domu inną drogą. Powtarzał tę trasę w nadziei, że trafi na jakiś ślad.
Mężczyzna relacjonował, że do poszukiwań dołączyli jego znajomi. Pojechali razem do szkoły w Kętach, żeby sprawdzić, czy Natalii tam nie ma. Dowiedzieli się, że nie dotarła do szkoły. Ojciec skontaktował się ze służbami ratunkowymi, pytając, czy nie mają informacji o interwencjach z udziałem nastolatki. Zadzwonił też na policję. Jak powiedział, polecono mu, by złożył zawiadomienie o zaginięciu córki. Tuż po powrocie z Kęt stawił się na komisariacie w Andrychowie. Był tam około dwóch godzin. Wskazał, że długo czekał, zanim funkcjonariusz go przyjął.
- Co chwilę powtarzałem policjantom, co się wydarzyło i że się boję, iż dziecko może leżeć w śniegu. Czekając, aż mnie przyjmie policjant, z dziesięć razy podchodziłem do tego okienka i powtarzałem słowa córki. Prosiłem, aby namierzyć jej telefon, dopóki jest aktywny - zeznawał.
Mówił, że procedury się wydłużały.
Poszukiwania ojca na własną rękę
Po wyjściu z komisariatu ojciec ponownie zaczął szukać dziecka. Gdy zbliżał się do supermarketu, dostrzegł klęczącego w śniegu kolegę, który kogoś trzyma w rękach.
- Bałem się, że to moja córka, ale niestety to się potwierdziło. Gdy podbiegłem do niego, on podnosił z ziemi Natalię. Była nieprzytomna - mówił.
W sklepie reanimowano dziecko. Krótko potem zabrało je pogotowie. Było już wtedy po godzinie 13.00.
Ojciec zeznał, że w międzyczasie policjanci odwiedzili ich dom, żeby sprawdzić, czy Natalia nie ukryła się w piwnicy.
Podkreślił zarazem, że córka nie uskarżała się na dolegliwości zdrowotne i nie miała zdiagnozowanych chorób wewnętrznych.
Co dokładnie wydarzyło się feralnego dnia?
14-letnia Natalia 28 listopada 2023 r. wyszła rano do szkoły. Panował wówczas siarczysty mróz. W drodze źle się poczuła. Telefonowała do ojca, mówiąc, że nie wie, gdzie się znajduje. Potem już nie odbierała. Dziecko zostało znalezione pół kilometra od komisariatu. 14-latka została przewieziona do lecznicy w Wadowicach, a potem do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie. Była w stanie hipotermii. Lekarze nie zdołali ocalić jej życia. Zmarła dzień później.
Biegli po śmierci Natalii stwierdzili, że dziewczynka miała choroby współistniejące - obrzęk mózgu spowodowany masywnym krwawieniem śródmóżdżkowym.
Krakowska prokuratura okręgowa w akcie oskarżenia wskazała, że policjanci po otrzymaniu informacji o okolicznościach zaginięcia dziewczynki i możliwym zagrożeniu „nie podjęli czynności służbowych, do których byli zobowiązani”. Zdaniem śledczych oskarżeni przyjęli niewłaściwe podstawy poszukiwań i nie zainicjowali działań. W szczególności nie skierowali do poszukiwań policyjnych patroli i nie zarządzili niezwłocznie czynności lokalizacji telefonu komórkowego dziewczynki.
Śledczy wskazali w akcie oskarżenia, że niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariuszy doprowadziło do nieumyślnego narażenia przez nich małoletniej na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Oskarżeni w śledztwie nie przyznali się do zarzuconych im czynów. Grożą im trzy lata więzienia
Kolejna rozprawa została zaplanowana na 16 listopada.
Zobacz także:
- Ciężarna 34-latka mieszkała w garażu. W pomieszczeniu panowała ujemna temperatura
- Ściana runęła na łóżeczko, w którym spało trzymiesięczne dziecko. "Synek był zasypany"
- Dramatyczne sceny na jednej z plaż. 12-latek trafił na oddział intensywnej terapii