Wyprawa Jelczem w Himalaje - skąd pomysł na taką inicjatywę?
Wszystko zaczęło się od odnalezionego po latach dziennika. Maciej Pietrowicz przyznał, że to właśnie zapiski ojca - uczestnika pierwszej jeleniogórskiej wyprawy w Himalaje na Annapurna South w 1979 roku - stały się dla niego przełomem. W dzienniku mężczyzna znalazł opisy górskich zmagań i dramatycznych momentów, które zaważyły na losach całej ekspedycji.
Jego ojciec brał udział w akcji ratunkowej japońskiego alpinisty i doznał kontuzji, przez co został zawrócony z wysokości 6400 metrów. Gdyby poszedł wyżej, znalazłby się w zespole z Jerzym Pietkiewiczem i Julianem Ryznarem, którzy zginęli podczas ataku szczytowego. Na tej samej wyprawie życie stracił również Józef Koniak.
Świadomość, jak cienka była granica między życiem a śmiercią, stała się dla Macieja impulsem do działania i zorganizowania wyprawy Jelczem w Himalaje.
- To jest pomysł, który powstał 5 lat temu. (...) Ja bym się nigdy nie zainteresował górami, gdyby nie to, że odszukałem dziennik. [Tata - przyp. red.] ze wszystkich wypraw prowadził zapiski, zresztą ja też dzisiaj takie prowadzę. Zainteresowało mnie to na tyle, bo ja się w 1979 roku jeszcze nie urodziłem, tak więc gdyby mój tata z tej wyprawy nie wrócił, bym się w ogóle nie urodził i to coś, co było takim motorem do działań, dlaczego się w to zaangażowałem - zaznacza Pietrowicz.
Wyprawa Jelczem to więc nie tylko podróż geograficzna, ale przede wszystkim emocjonalna. To próba zrozumienia historii ojca i oddania hołdu wszystkim polskim himalaistom, którzy ryzykowali życie, by zdobywać najwyższe szczyty świata.
Jelcz w kilkuletniej podróży po świecie
Symboliczny wymiar wyprawy podkreśla wybór pojazdu. Jelcz to ciężarówka, którą w latach 80. i 90. polskie wyprawy himalajskie przemierzały tysiące kilometrów. Dziś znów ruszył w drogę i towarzyszy Maciejowi Pietrowiczowi i jego ekipie.
- To jest maszyna niezawodna, tak jak to udowodniła w czasach ery polskiego himalaizmu w latach 80. i 90., tak i dzisiaj w naszej erze spisuje się bardzo dobrze. (...) Auto ma już ponad 36 lat, ale do tej wyprawy bardzo długo było przygotowywane. Dwa lata poświęcone pracy, wyrzeczeń, życia zawodowego i prywatnego, żeby tylko tę maszynę przygotować na tyle, żeby nas nie zawiodła. Jak na chwilę obecną nie zawodzi nas, możemy się przemieszczać z miasta do miasta, z kraju do kraju, pokonujemy wiele granic, w warunkach górskich jeździmy - komentuje w Dzień Dobry TVN Arkadiusz Peryga, kierowca i mechanik wyprawy Jelczem w Himalaje.
Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.
Zobacz także:
- Zoja Skubis wspomina zdobycie Mount Everestu. "Na szczycie się jeszcze nie cieszyłam"
- Polacy wytyczyli nową trasę w Himalajach. "Miałem wrażenie, że tam umrę"
- Polska himalaistka dokonała historycznego wyczynu. "Mówią na nią Speed Lady"