Jan Pirowski wspomina śmigus-dyngus. "Waliło się we wszystko, co się rusza"
Jan Pirowski tuż przed Wielkanocą wrócił pamięcią do lat dzieciństwa i opowiedział, jak wyglądało świętowanie śmigusa-dyngusa w jego młodości. Jak przyznał, był to jeden z najbardziej wyczekiwanych dni w roku, pełen śmiechu, biegania i… totalnej wodnej bitwy.
Dziennikarz zdradził, że w jego przypadku nie obowiązywały żadne zasady ani podziały.
- Szczerze mówiąc u mnie jeśli chodzi o śmingus-dyngus w ogóle nie było podziału na płcie. Waliło się we wszystko, co się rusza byle wodą i byle nie w miarę zimną. Tylko w letniej temperaturze - powiedział.
Choć nie dysponowali profesjonalnym "sprzętem", kreatywność nadrabiała braki.
- Żałowałem, że nie mam plastikowych karabinków. Mogłem sobie pozwolić tylko na małe jajka i butelki z wodą, ale robiliśmy, co mogliśmy z moim bratem. Przekuwaliśmy nakrętki i robiliśmy z tego niezłe fontanny - dodał.
Największe "bitwy" rozgrywały się jednak na boisku szkolnym, które, jak przyznaje, było zdobywane nie do końca legalnie.
- Pamiętam, jak na nielegalu wkradaliśmy się przez ogrodzenie, gonieni przez ochroniarza, ale on też nie miał szans z nami. On był jeden, nas było co najmniej ośmiu i my byliśmy wyposażeni w wodną broń, a on tylko w wulgarne słowa. To też było nasze takie przygotowanie do życia w rodzinie. Potem już wiedzieliśmy, jak się komunikować z rodziną jak czegoś chcemy - powiedział.
Jan Pirowski o wychowaniu i zasadach. "Pół godziny znaczyło dokładnie pół godziny"
Jan Pirowski, wracając wspomnieniami do dzieciństwa, zwrócił uwagę na to, jak dużą rolę odgrywała wówczas dyscyplina i jasno określone zasady. Jak przyznał, choć nie było telefonów i stałego kontaktu z rodzicami, dzieci doskonale wiedziały, gdzie są granice.
- U mnie w klasie wszyscy trzymaliśmy się pewnego rodzaju reżimu, który nam robili rodzice, więc jeśli dostawaliśmy zgody na wejście na pół godziny, to to było pół godziny, bo 31 minut powodowało już brak zabawy następnego dnia. Konsekwencji nie było, ale trzymaliśmy się reguł. Dzisiaj mam wrażenie wygląda to trochę luźniej ten świat i w sumie dobrze - podsumował.
"Wielkanoc palce lizać" - gdzie i kiedy oglądać?
"Wielkanoc palce lizać" to propozycja kanału TVN Style na nadchodzące święta wielkanocne. W programie specjalnym gwiazdy znane z produkcji stacji podzielą się poradami oraz ulubionymi przepisami.
Świąteczne potrawy w programie "Wielkanoc palce lizać" przygotują: Julia Cichocka, zwyciężczyni 13. edycji "MasterChefa", Marta Wierzbicka, aktorka znana z seriali "Na Wspólnej" i "Szpital św. Anny" i Jan Pirowski, prowadzący "Mam Talent!".
Premiera produkcji zaplanowana jest na nieco ponad tydzień przed świętami - w środę 25 marca o godz. 21:20.
Zobacz także:
- Gotuj jak prawdziwy MasterChef z Mają Koriat i Dawidem Wilkosem
- Burger biszkoptowy według uczestniczki "MasterChefa 14". "Pięknie to wygląda!"
- Korean fried chicken według zwyciężczyni "MasterChefa": "Nieziemsko chrupiąca panierka"