Beata Ścibakówna wspomina początki związku z Janem Englertem. Jej mama się w nim kochała

Beata Ścibakówna i Jan Englert
Beata Ścibakówna wspomina początki związku z Janem Englertem. Jej mama się w nim kochała
Źródło zdj. gł.: Michał Woźniak/East News
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Relacja Beaty Ścibakówny i Jana Englerta od początku wzbudzała duże emocje w środowisku artystycznym, bo romantyczne uczucie połączyło studentkę i profesora. Jak wyglądały pierwsze lata ich związku? Jak mama aktorki zareagowała na wieść, z kim spotyka się jej córka?

Dalszą część artykułu znajdziesz pod materiałem wideo.

Jan Englert jakiego nie znamy
Jan Englert jakiego nie znamy
Źródło: Dzień Dobry TVN

Związek Beaty Ścibakówny i Jana Englerta

Beata Ścibakówna poznała Jana Englerta w trakcie studiów w Akademii Teatralnej w Warszawie. Ona była studentką, a on wykładowcą i rektorem. Aktorka w podcaście "VIVA! Bez Tabu" wyznała, że dziewczyny z jej roku podkochiwały się w swoim profesorze. Ujmował je nie tylko wyglądem, ale też szarmanckim stylem bycia i imponującym dorobkiem artystycznym.

- A któż nie był zainteresowany Janem Englertem? Cieszę się, że nadal jest wielbiony. Nadal wzbudza olbrzymie zainteresowanie kobiet. Pamiętam, jak wchodził do nas na zajęcia, to zawsze mówił: "Dzień dobry, przepraszam panie, czy mogę zdjąć marynarkę?". A my wszystkie odpowiadałyśmy, że tak, tak, proszę bardzo. (...) Byłyśmy zauroczone, w końcu to był Jan Englert, nasz rektor, nasz profesor. (...) Wyglądał i wygląda pięknie - powiedziała Ścibakówna w rozmowie z Mariolą Bojarską-Ferenc.

Gwiazda wróciła wspomnieniami do momentu, kiedy spotykała się z Englertem i wybierali się razem na wakacje. Jak zareagowała jej mama, kiedy dowiedziała się, że w podróży będzie towarzyszyć jej córce słynny Jan?

- Zapytała: "No ale kto to jest ten kolega? Jak się nazywa?". I mówię: "No Jan Englert". A moja mama: "To ja się w nim kochałam!" - przyznała Ścibakówna.

Beata Ścibakówna o relacji z Janem Englertem

Beata Ścibakówna i Jan Englert pobrali się we wrześniu 1995 roku. Zawarcie związku małżeńskiego zwykle poprzedzają zaręczyny. Przyszły pan młody powinien poprosić ukochaną o rękę i się jej oświadczyć.

Jednak w przypadku aktorskiej pary było zupełnie inaczej. Beata nigdy nie doczekała się zaręczynowego pierścionka od Jana.

- My zaczynaliśmy od samego początku, nie mieliśmy nic. Więc jak kupowaliśmy swoje mieszkanie, to musieliśmy wziąć jakiś tam kredyt. Żeby wziąć kredyt, to łatwiej było być małżeństwem, więc po prostu poszliśmy do pałacu ślubów i zapisaliśmy się. To tak poszło bardziej racjonalnie niż romantycznie - stwierdziła Ścibakówna w podcaście.

Przepis na udany związek Beaty Ścibakówny i Jana Englerta

Małżonkowie w zeszłym roku świętowali 30-lecie małżeństwa. Odwiedzili wówczas Dzień Dobry TVN i podzielili się swoim przepisem na udany i długi związek.

- Jeśli uda się znaleźć równowagę między braniem a dawaniem, to jest szansa na sukces. Nie można zwłaszcza za dużo dawać, bo wtedy się przegra na pewno, ale nie wolno wyłącznie brać, bo to jest nieszczęście większe na końcu. (...) Nie może być układu niepartnerskiego - mówił Jan Englert.

Beata Ścibakówna dodała wówczas, że wraz z mężem doskonale się uzupełniają. To, że wykonują ten sam zawód, jest dodatkowym atutem.

- Nie wiem, czy bym potrafiła rozmawiać z kimś, kto jest prawnikiem czy lekarzem (...), a my potrafimy czasami zrozumieć się bez słów, o co nam chodzi. To jest łatwe. My jesteśmy właściwie 24 godziny na dobę razem w domu, teatrze i na korcie tenisowym - zaznaczyła aktorka.

Zobacz także:

Źródło: podcast "VIVA! Bez tabu"
Autorka/Autor: Justyna Piąsta