Upadek, który zmienił wszystko
Tomasz Sysło miał zaledwie 18 lat, kiedy jedno wakacyjne popołudnie nad jeziorem Soleckim odmieniło jego życie. Wraz ze znajomymi wybrał się na wyjazd, który miał być beztroskim początkiem lata. Alkohol, młodzieńcza brawura i brak świadomości zagrożenia sprawiły, że skok z pomostu zakończył się dramatem.
- Coś zaczęło boleć. Nagle po prostu się stała czerń - opowiada mężczyzna.
Diagnoza była bezlitosna - przerwany rdzeń kręgowy i paraliż. Neurochirurg powiedział mu wprost, że do końca życia będzie patrzył w sufit. Jednak Tomasz nie zgodził się na taki scenariusz. Po miesiącach rehabilitacji i bólu odnalazł nowy sens życia. Dziś mówi otwarcie o tym, jak jedna chwila może przekreślić marzenia, ale też jak można nauczyć się żyć na nowo.
- Leżąc w szpitalu, musiałem się na nowo nauczyć pisać, zresztą jeść, spać. Mnie przekładali na boki. Pierwszą rzeczą, jaką zacząłem robić, to rysować. I zacząłem robić jakieś rysunki, bo miałem w głowie taki chaos i po prostu było tam tyle jadu, złości. To trzeba było jakoś wyrzucić. No i koleżanki z Akademii Sztuk Pięknych weszły do mojego pokoju. Zobaczyły moje segregatory i powiedziały to zdanie, które zmieniło w pewnym sensie moje życie. Powiedziały: "Kurde, Sysło, super, rysujesz, malujesz, może powinieneś iść na Akademię Sztuk Pięknych"? No i poszedłem na ASP I coś mnie tknęło, żeby narysować tę całą swoją historię. To było puszczane przez dwa lata na basenach na Wrocławiu - mówi Tomasz Sysło.
Skoki do wody - wciąż aktualne zagrożenie
Sysło od lat działa w Fundacji pomagającej osobom po urazach rdzenia kręgowego. Z jego doświadczenia wynika, że aż 60% wypadków tego typu latem to właśnie skoki do wody. Ofiarami są najczęściej młodzi mężczyźni między 20. a 30. rokiem życia. Skoki z pomostów, mostów czy nawet szybkie wejście do wody po kostki mogą skończyć się tragedią.
- Skoki do wody są nie tylko na główkę niebezpieczne. Mieliśmy w zeszłym roku taki przypadek, że z jednego mostu, który miał wysokość kilkunastu metrów, młody człowiek skoczył za blisko brzegu i okazało się, że skoczył na wodę, która ma może 1,5 metra głębokości. Po prostu wbił się w dno i skończył urazem kręgosłupa - wskazuje Krzysztof Skrzyniarz, ratownik wodny, prezes dolnośląskiego WOPR.
- Pamiętam taki przypadek, na jednym z wrocławskich kąpielisk. Młody człowiek wbiegał do wody, natomiast źle obliczył odległość, okazało się, że za szybko się odbił I skoczył na główkę do wody po kostki i też złamany kręgosłup. Wylądował na wózku - dodaje.
Niestety, w Polsce brakuje kampanii społecznych, które wprost pokazują konsekwencje takich zachowań. Ostatnia głośna akcja Fundacji Integracja miała miejsce prawie 20 lat temu. Dziś problem wraca z nową siłą, bo kolejne pokolenia nie pamiętają o zagrożeniach. Mężczyzna apeluje, by mówić o tym głośno - nie jako o przestrodze, ale jako o realnym problemie społecznym, który dotyka setek rodzin każdego roku.
- Ja poruszam się 22 lata na wózku po urazie rdzenia, nie po skoku do wody. Ale od tego czasu wiem, że bardzo dużo osób trafiło do nas, do Fundacji i też w Polsce właśnie w sytuacji uszkodzenia rdzenia kręgowego. [...] To są najczęstsze uszkodzenia na poziomie szyjnym oczywiście, które skutkują czterokończynowym porażeniem i takich osób jest bardzo dużo - mówi Rafał Mikołajczyk, założyciel fundacji wspierającej osoby z niepełnosprawnościami.
Nie oglądałeś Dzień Dobry Wakacje na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.
Zobacz także:
- Z lekarki stała się pacjentką z chłoniakiem. "Konfrontacja ze śmiercią jest nieunikniona"
- Niefortunny skok do wody. Co robić, gdy ktoś mógł sobie uszkodzić kręgosłup?
- Czym może się skończyć jazda na hulajnodze bez kasku? Neurochirurg ostrzega: "Zagrożenie życia"