- PCOS oficjalnie zmieniło nazwę na wielogruczołowy zespół metaboliczno-jajnikowy (PMOS)
- Choroba dotyczy około jednej na osiem kobiet w wieku rozrodczym
- Eksperci podkreślają, że schorzenie wpływa na cały organizm, a nie wyłącznie na płodność
PMOS - nowa nazwa PCOS ma lepiej oddawać charakter choroby
Choroba znana dotychczas jako PCOS to najczęstsze zaburzenie endokrynologiczne u kobiet w wieku rozrodczym; występuje mniej więcej u jednej na 8 kobiet, ale nawet 70 proc. z nich pozostaje niezdiagnozowanych. Dokładna przyczyna tego schorzenia nie jest znana. Miesiączki są u nich nieregularne, występuje nadmiar męskich hormonów, często pojawiają się problemy z płodnością, a badanie USG uwidacznia liczne pęcherzykowate zmiany w jajnikach. Choroba ta często prowadzi do problemów z płodnością oraz insulinooporności.
Zespół policystycznych jajników (PCOS) zmienił nazwę na wielogruczołowy zespół metaboliczno-jajnikowy (polyendocrine metabolic ovarian syndrome, PMOS) – informuje "The Lancet". Choroba znana dotychczas jako PCOS to najczęstsze zaburzenie endokrynologiczne u kobiet w wieku rozrodczym; występuje mniej więcej u jednej na 8 kobiet, ale nawet 70 proc. z nich pozostaje niezdiagnozowanych. Dokładna przyczyna tego schorzenia nie jest znana. Miesiączki są u nich nieregularne, występuje nadmiar męskich hormonów, często pojawiają się problemy z płodnością, a badanie USG uwidacznia liczne pęcherzykowate zmiany w jajnikach. Choroba ta często prowadzi do problemów z płodnością oraz insulinooporności. Z czasem badania wykazały, że ciemne plamy widoczne na obrazie USG nie są torbielami ani nie grozi im pęknięcie. Chodzi o komórki jajowe, które nie mogły w pełni dojrzeć i zostać uwolnione poprzez owulację. Prawdopodobna przyczyną zatrzymania się komórek jajowych w rozwoju wydaje się być ich nadmiar w jajnikach.
Objawy PMOS dotyczą całego organizmu
Spowodowane "zatłoczeniem" jajników zakłócenia rozwoju komórek jajowych i owulacji mogą powodować nieregularne miesiączki lub ich brak. Jako że komórki jajowe są uwalnianie rzadziej, trudniej o zajście w ciążę. Jak jednak dowodzą badania, kobiety z tą chorobą mają równie duże szanse na posiadanie pożądanej liczby dzieci, jak bez niej. Aż 80 proc. z nich zachodzi w ciążę bez konieczności podawania leków czy zapłodnienia in vitro. Niedawne badanie wykazało, że większa rezerwa komórek jajowych u osób z PMOS może opóźnić perimenopauzę i menopauzę, co wiąże się z dłuższym życiem. Możliwe jest również zajście w ciążę w późniejszym wieku. Zdaniem ekspertów przyczyną częstego występowania PMOS mogą być korzyści ewolucyjne, jakie przyniosło to naszym przodkom. Nadwaga, która daje możliwość magazynowania energii w tkance tłuszczowej, dłuższe przerwy między ciążami i możliwość reprodukcji w późniejszym wieku mogły być korzystne w czasach, gdy żywności brakowało, a poród był znacznie bardziej ryzykowny. Obecnie, gdy mamy nadmiar żywności, a poród jest bezpieczniejszy, PMOS powoduje zwykle więcej problemów niż daje korzyści. Większość objawów można jednak łagodzić.
Głównym problemem związanym z tym schorzeniem był fakt, że uważano je za dotyczące przede wszystkim płodności. Liczne badania, synteza dowodów i międzynarodowe wytyczne wykazały, że u podłoża PMOS leżą zaburzenia endokrynologiczne związane z insuliną, androgenami oraz hormonami neuroendokrynnymi i jajnikowymi oraz problemy metaboliczne. Schorzenie to ma wielonarządowy wpływ na zdrowie i stanowi rosnące obciążenie zdrowotne i ekonomiczne. Wysoki poziom męskich hormonów płciowych, takich jak testosteron, może powodować trądzik, nadmierne owłosienie twarzy i ciała oraz przerzedzenie włosów na głowie. Częsta jest insulinooporność, która może prowadzić do przyrostu masy ciała, cukrzycy typu 2, nadciśnienia tętniczego i chorób serca. Mogą również wystąpić lęki i depresja.
Zmiana nazwy ma pomóc zmienić podejście do PMOS
Zmianę nazwy na wielogruczołowy zespół metaboliczno-jajnikowy (PMOS) ogłoszono na łamach pisma „The Lancet”. Ogłosiła ja również na Europejskim Kongresie Endokrynologicznym w Pradze (Czechy) Helena Teede - endokrynolożka z Monash University w Melbourne (Australia), która przez wiele lat prowadziła kampanię na rzecz zmiany nazwy i współpracowała z kilkudziesięcioma organizacjami pacjentów i specjalistów, aby opracować nową, naukowo trafną nazwę.
Zobacz także:
- Wstyd i lęk u ginekologa. Jak temu zapobiec? "Staramy się uniknąć tej sytuacji"
- Wizyta u ginekologa w krajach arabskich. "Kobieta wymagała hospitalizacji, na którą nie zgodził się mąż"
- W trakcie występu pękła jej torbiel na jajniku. Miley Cyrus: "Nie wiedzieliśmy co się dzieje"