Ginekolog o antykoncepcji, kalendarzyku i niechcianych ciążach. "Pacjentka podskoczyła z przerażeniem"
Świadomość antykoncepcji i zaskakujące przypadki w gabinecie ginekologicznym
Ginekolog Łukasz Ciastoń zauważa, że część kobiet trafiających do jego gabinetu jest świadoma i przychodzi z konkretnymi potrzebami, jednak ogólny poziom wiedzy na temat płodności i antykoncepcji w społeczeństwie pozostawia wiele do życzenia.
- Niechciane ciąże niestety są wciąż bardzo częste - zaczął ginekolog Łukasz Ciastoń.
Lekarz opisywał trudne sytuacje, mające miejsce w gabinecie. - Zdarzało się, że pacjentka podskoczyła na fotelu z przerażeniem, jak się dowiedziała, że jest w ciąży, bo myślała, że po prostu cykl jej się przesunął, że miesiączka jej się przesunęła, spóźniła, bo nie wiem, stresowała się w danym cyklu, a okazuje się, że jest w ciąży - dodał.
Kalendarzyk jako metoda antykoncepcji?
Jednym z najczęściej powracających tematów w rozmowach o antykoncepcji pozostaje tzw. kalendarzyk, który dla wielu osób nadal uchodzi za naturalną i bezpieczną metodę zapobiegania ciąży. Ginekolog Łukasz Ciastoń jasno podkreśla jednak, że cykl kobiecy nie działa w sposób mechaniczny, a jego zmienność sprawia, że opieranie się wyłącznie na wyliczeniach jest obarczone dużym ryzykiem. Jednocześnie wskazuje, że istnieją metody naturalne o znacznie wyższej skuteczności, ale wymagające dużej konsekwencji.
- Kalendarzyk nie jest skuteczną metodą antykoncepcji. Jeżeli byśmy traktowali go jako metodę antykoncepcji, to polega to na tym, że wyznaczamy sobie pewne dni, w których teoretycznie można zajść w ciąże i dni, w których w tą ciążę nie można zajść. Tylko cykl kobiety nie działa jak w zegarku, bo są kobiety, które mają cykle rzeczywiście co 28 dni, ale tak naprawdę bardzo wiele rzeczy, wiele sytuacji może mieć wpływ na to, że ten cykl jednak nam się przesunie. Czyli może być to infekcja, może być to stres, może być to dieta, wzmożona aktywność fizyczna i może się ten cykl przesunąć o trzy dni w przód, o trzy dni w tył. No i te dni płodne nam się wtedy wydłużają. Takie wyznaczenie dni płodnych na podstawie samego kalendarzyka, czyli tych dni płodnych pięć dni przed i trzy dni po owulacji, nie będzie skuteczną metodą antykoncepcji - wyjaśniał lekarz.
Jak zaznaczył, bardziej zaawansowane podejście może już dawać zupełnie inne rezultaty, choć wymaga dużej dyscypliny i uważności na sygnały organizmu. - Ale, i to zawsze jest zaskakujące, metoda objawowo-termiczna dobrze stosowana już tą antykoncepcyjną skuteczność ma bardzo dużą, według niektórych danych nawet tak dużą, jak antykoncepcja hormonalna. Tylko trzeba się tu rzeczywiście stosować się bardzo skrupulatnie do tych zasad metody objawowo-termicznej. Polega ona na tym, że właśnie stosuje się tutaj to obliczanie dni płodnych, ale jednocześnie trzeba też sobie mierzyć konsystencję śluzu, trzeba mierzyć sobie temperaturę - tłumaczył Łukasz Ciastoń.
- Tu problem polega na tym, że dosyć sporo jest tych dni, w których hipotetycznie może dojść do zapłodnienia. W związku z tym tych takich dni, kiedy można współżyć, robi nam się stosunkowo mniej. Więc jest to jakieś takie utrudnienie, ale możliwości takie naturalne rzeczywiście są - podsumowuje ginekolog.
Zobacz także:
- Wstyd i lęk u ginekologa. Jak temu zapobiec? "Staramy się uniknąć tej sytuacji"
- Wizyta u ginekologa w krajach arabskich. "Kobieta wymagała hospitalizacji, na którą nie zgodził się mąż"
- W trakcie występu pękła jej torbiel na jajniku. Miley Cyrus: "Nie wiedzieliśmy co się dzieje"