- Wiktor i Ignacy Staniczkowie urodzili się z kraniosynostozą - rzadką wadą, polegającą na zrośnięciu jednego lub kilku szwów czaszkowych.
- Rodzice chłopców byli przerażeni, gdy dowiedzieli się o diagnozie.
- Na szczęście, dzięki szybkiej interwencji lekarzy oraz skutecznej terapii, bracia wracają dziś do zdrowia.
Czym jest kraniosynostoza?
Dla mamy chłopców usłyszenie diagnozy było dla ogromnym szokiem.
- Zostało to zdiagnozowane przez lekarza, który wykonywał USG główek. Dowiedzieliśmy się, że jest zarośnięty szew strzałkowy, czyli ten szew, który później okala już ciemiączko. Dla nas to był wielki ból, wielka niewiadoma, pytanie "dlaczego oni?" - wspominała Katarzyna Staniczek.
Na czym polega wada, którą wykryto u jej synów?
- Kraniosynostozy są niezwykle rzadką wadą wrodzoną. Zdarzają się u jednego na 2,5 tys. noworodków. [...] Polega na wcześniejszym zrośnięciu jednego lub kilku szwów czaszkowych. Prowadzi to do postępującej deformacji czaszki. [...] Ma także negatywny wpływ na rozwój dziecka, przede wszystkim na rozwój mowy i innych funkcji poznawczych - tłumaczył dr n. med. Ryszard Sordyl, zastępca kierownika Oddziału Neurochirurgii Dziecięcej GCZD w Katowicach.
Choć rodzice bliźniaków obawiali się operacji, wiedzieli, że była niezbędna.
- Oddając jedno dziecko na blok operacyjny, to już jest wielki ból, ale oddając dwójkę dzieci, to jest ból nie do opisania - opowiadała Katarzyna Staniczek.
Katowiccy lekarze zoperowali chłopców metodą endoskopową, wykonując niewielkie nacięcia przez skórę głowy.
- Operacje były wykonane tego samego dnia, ale nie jednocześnie, tylko jedna po drugiej - wyjaśniał dr n. med. Ryszard Sordyl.
Bliźniacy mieli zrośnięte szwy czaszkowe
Gdy bliźniacy trafili na blok operacyjny, martwili się o nich nie tylko rodzice.
- Tęskniłam za Ignacym i Wiktorkiem, brakowało mi ich, bo chciałam się z nimi poprzytulać, tak jak zawsze - mówiła siostra chłopców, Michalina Staniczek.
Na szczęście, zabiegi przebiegły prawidłowo.
- Jak zobaczyliśmy nagle Wiktorka, a potem Ignacego, to była wielka radość, że mamy już chłopców przy sobie - przyznała mama bliźniąt. Dziś obaj chłopcy wracają do zdrowia, przechodząc specjalną terapię.
- Jest to terapia kaskiem formującym czaszkę. Trwa 23 godziny na dobę przez około 6 miesięcy - podkreślił dr n. med. Ryszard Sordyl.
Jak się jednak okazuje, tego rodzaju leczenie jest bardzo kosztowne.
- Operacja była refundowana, ale koszt kasków musieliśmy ponieść sami. On nas, można powiedzieć, przeraził, bo jest nas sześć osób, czwórka dzieci, więc musieliśmy wspomóc się ludźmi dobrej woli. Cały koszt kasków to jest ok. 36 tys. zł - zaznaczyła Katarzyna Staniczek.
Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz też na Player.pl.
Zobacz także:
- Swojego brata bliźniaka znalazł za oceanem. "Dowiedziałem się całkowicie przypadkiem"
- Polski aktor uratował życie śmiertelnie chorego dziecka. Czekał na to 9 lat
- Dawcy szpiku. Dzieląc się życiem, spełniają marzenia. Kto może nim zostać?
Autorka/Autor: Aleksandra Kokot
Reporter: Wiktoria Żesławska
Źródło zdjęcia głównego: Dzień Dobry TVN