Od lat zastępuje zwierzętom mamę. "Najszczęśliwszy dzień w życiu mojego męża"

Andrzej Miozga pracuje we wrocławskim zoo. Jakimi zwierzętami się opiekował?
Od lat zastępuje zwierzętom... mamę - napisy
Źródło: Dzień Dobry TVN
Andrzej Miozga jest kierownikiem sekcji małych ssaków we wrocławskim zoo. Mężczyzna od lat opiekuje się zwierzętami, niejednokrotnie zastępuje im matkę. Jak wygląda jego praca?

Andrzej Miozga o pracy ze zwierzętami

Andrzej Miozga od dziecka bardzo lubił zwierzęta. Gdy był w ostatniej klasie liceum, zdecydował, że to właśnie ze zwierzętami chce pracować w zoo, napisał nawet list do Antoniego Gucwińskiego, ówczesnego dyrektora ZOO we Wrocławiu.

- Pan dyrektor mi napisał bardzo uprzejmie, że żeby pracować w ogrodzie zoologicznym, musiałbym skończyć studia. Więc poszedłem na zootechnikę. Potem, gdy już zacząłem studia, w każde wakacje pracowałem w ogrodzie zoologicznym jako pielęgniarz zwierząt - wspominał. Niestety po skończeniu studiów nie mógł podjąć prazy w zoo.

- Pan dyrektor Gucwiński powiedział, ponieważ skończyłem studia i mam dyplom, więc nie jest możliwe, żebym pracował jako pielęgniarz zwierząt. Bo według norm wrocławskiego zoo, ówczesnego, musiał być dystans między pracownikiem a kierownikiem - tłumaczył mężczyzna. W konsekwencji przez 20 zajmował się czymś, co zupełnie nie sprawiało mu satysfakcji.

Na szczęście los w końcu się do niego uśmiechnął. Podczas rodzinnych wakacji dostał wiadomość, że zwolnił się etat kierownika.

- To jest najszczęśliwszy dzień w życiu mojego męża, oprócz narodzin córki - wyznała Sylwia Miozga, żona pana Andrzeja.

Andrzej Miozga opiekuje się zwierzętami

- W tamtym okresie było tak, że w ogrodzie zoologicznym nie za bardzo były warunki do odchowu tak małych zwierząt. Było przyzwolenie, żebym mógł je zabierać do domu. Przez te wszystkie lata, to tych wszystkich zwierząt, które udało mi się odchować, to było, wydaje mi się, ponad 50 - stwierdził. Opiekował się m.in. rysiami, lisami, kunami, jeżami, lemurami, czy leniwcami.

- Przeważnie było tak, że zabierałem do domu, były karmione wieczorem i potem w nocy. Trzeba było wstawać, co dwie, co trzy godziny, a potem rano zbierałem się do pracy. Pakowałem zwierzaczka i jechaliśmy z powrotem do zoo. W zoo wykonywałem swoje czynności, w międzyczasie karmiąc, dopilnowując malucha. Potem pakowaliśmy się i wracaliśmy z powrotem do domu, i tak aż do samodzielności - opowiadał.

Jak obecnie wygląda opieka nad maluchami? Jak na obecność zwierząt w domu reagowali bliscy? Dowiecie się tego z dalszej części rozmowy.

Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl

Zobacz także: