Hollywoodzki konflikt bez końca. Spór Lively i Baldoniego
Konflikt między Blake Lively a Justinem Baldonim rozpoczął się w 2024 roku na planie filmu "It Ends With Us". Aktorka oskarżyła reżysera o molestowanie oraz o prowadzenie kampanii mającej na celu zniszczenie jej reputacji.
Zespół prawny Lively twierdził, że Baldoni wraz ze swoją firmą Wayfarer miał planować działania wymierzone w jej wizerunek, w tym manipulowanie przekazem w mediach społecznościowych oraz współpracę z przychylnymi dziennikarzami w celu kreowania określonej narracji. Część tych zarzutów została wcześniej ujawniona w materiale opublikowanym przez "New York Times", jeszcze przed formalnym złożeniem pozwu.
W odpowiedzi Justin Baldoni złożył własny pozew o zniesławienie, kierując go nie tylko przeciwko Lively, ale także jej mężowi Ryanowi Reynoldsowi oraz ich rzeczniczce prasowej. Twierdził, że oskarżenia były elementem działań mających na celu zniszczenie jego kariery i reputacji.
Sprawa jednak nie potoczyła się po jego myśli, w czerwcu ubiegłego roku sędzia Liman oddalił pozew, uznając, że strona Baldoniego nie wykazała w wystarczającym stopniu, iż działania Lively stanowiły bezprawne wymuszenie, a nie dopuszczalne negocjacje dotyczące warunków pracy.
Blake zabrała głos po rozprawie
W marcu 2026 roku sędzia federalny Lewis Liman oddalił 10 z 13 zarzutów w sprawie o molestowanie seksualne i zniesławienie, którą aktorka Blake Lively wytoczyła swojemu partnerowi z filmu. Pozostawił jedynie zarzuty o naruszenie umowy, działania odwetowe oraz pomocnictwo w działaniach odwetowych, które zostaną rozpatrzone w ramach procesu cywilnego w Nowym Jorku. Pierwsza rozprawa odbędzie się 18 maja.
W swoim 152-stronicowym uzasadnieniu z czwartku, 2 kwietnia, sędzia Liman stwierdził, że zarzuty o molestowaniu wniesione przez Lively na podstawie prawa Kalifornii nie mają zastosowania, ponieważ zdjęcia, podczas których miało dojść do niewłaściwego zachowania, odbywały się w New Jersey.
- Żadne z tych działań ani zdarzeń nie zapewnia "istotnego związku" z Kalifornią, który byłby konieczny do podtrzymania roszczeń Lively dotyczących molestowania seksualnego - napisano w dokumencie. Sędzia uznał również, że gwiazda nie miała podstaw do wnoszenia niektórych zarzutów molestowania i odwetu, ponieważ była niezależnym wykonawcą, a nie pracownikiem.
W swoim pozwie Lively oskarżyła także prawnika Baldoniego, Bryana Freedmana o zniesławienie w serii wypowiedzi. Jednak sędzia Liman zdecydował, że ponieważ te wypowiedzi bezpośrednio odnosiły się do zarzutów rozpatrywanych w sądzie, roszczenie o zniesławienie nie ma podstaw.
W poniedziałek Blake Lively ponownie udostępniła swoje stanowcze oświadczenie z ubiegłego tygodnia, podkreślając na Instagramie, że to, przez co przechodzi, jest dla niej wyjątkowo trudne i bolesne. Zaznaczyła, że nigdy nie chodziło jej o medialny rozgłos ani "celebrycką dramę", lecz o realne problemy dotyczące bezpieczeństwa w miejscu pracy, odwetu oraz prób uciszania osób zgłaszających nadużycia.
Aktorka przyznała, że wierzy, iż każdy zasługuje na bezpieczne środowisko pracy - nie tylko osoby wpływowe - i jeśli jej działania mogą pomóc komuś, kto nie ma głosu, to uważa, że warto przez to przejść. Jednocześnie wyraziła rozczarowanie tym, jak sprawa jest przedstawiana publicznie, często jako sensacyjna historia, zamiast jako dyskusja o systemowych problemach.
Aktorka prosiła fanów, by nie "dali się rozproszyć cyfrowej telenoweli". Aktorka zapewniała, że "nigdy nie przestanę robić wszystkiego, co w mojej mocy, by ujawniać systemy i osoby, które chcą szkodzić, zawstydzać, uciszać i mścić się na ofiarach".
Zobacz także:
- Blake Lively w ogniu krytyki. Znana dziennikarka nie przebierała w słowach
- Justin Baldoni robi przerwę od afery z Blake Lively. Świętuje ważną rocznicę
- Nagły zwrot w sporze Lively-Baldoni. Kolejna aktorka kieruje oskarżenia pod jego adresem
Autorka/Autor: Nastazja Błoch
Źródło zdjęcia głównego: Getty Images Europe