Przez 27 lat miała nie opuszczać swojego mieszkania. Sąd zdecyduje, czy trafi do DPS-u

Pani Mirella, była izolowana przez 27 lat
Pani Mirella przez 27 lat żyła w izolacji. Sąd zdecyduje czy trafi do DPS-u
Źródło zdj. gł.: uwaga tvn
Rozpoczęto postępowanie o przymusowe umieszczenie w domu pomocy społecznej pani Mirelli ze Świętochłowic. Kobieta przez 27 lat miała nie opuszczać mieszkania, w którym przebywała wraz z rodzicami. 43-latka przedstawiła swoje stanowisko dziennikarzom.

Dalsza część tekstu pod wideo:

Bądź bezpieczna!
Źródło: Dzień Dobry TVN

Sprawa Mirelli ze Świętochłowic. Sąd zdecyduje, czy trafi do DPS-u

Mieszkająca z rodzicami 43-letnia Mirella nie była widywana przez sąsiadów przez 27 lat. Według doniesień mediów, była "zamknięta" w swoim pokoju. Umieszczenia kobiety w domu pomocy społecznej domaga się prokuratura i Ośrodek Pomocy Społecznej w Świętochłowicach (OPS), uzasadniając to zagrożeniem jej życia.

Prokurator Marcin Murias powiedział dziennikarzom, że podstawą wniosku o umieszczenie pani Mirelli w DPS są przepisy ustawy o ochronie zdrowia psychicznego.

- W naszej ocenie po grudniu 2025 r. zaistniały przesłanki wskazane w tej ustawie, dlatego też niezwłocznie, jak tylko powzięliśmy informację, taki wniosek skierowaliśmy do sądu - wskazał.

Dopytywany przez dziennikarzy o owe przesłanki opisywał, że od października do grudnia pani Mirelli była udzielana dobrowolna pomoc przez OPS, choć w ograniczonym zakresie, bo kobieta nie zezwalała na większą.

- Przynajmniej raz w tygodniu ktoś się tam pojawiał, była zapewniona specjalistyczna opiekunka (...) Nic wskazującego na zagrożenie życia pani Mirelli nie było, przynajmniej nic takiego nie wynikało to ze zgromadzonej dokumentacji. Podstawową przesłanką, jaką sąd musi ustalić jest zagrożenie dla życia – podkreślił.

Jak informowały w ostatnich tygodniach media, pracownicy pomocy społecznej, którzy mieli pomagać pani Mirelli przestali być wpuszczani do mieszkania. Rodzinie założono też Niebieską Kartę.

Sama pani Mirella, która weszła na salę rozpraw w towarzystwie ojca i swojej pełnomocniczki, odpowiadając na pytania dziennikarzy oświadczyła, że czuje się dobrze, chce zostać w domu, gdzie nie dzieje jej się żadna krzywda.

Prokurator zapytany o słowa kobiety odpowiedział, że sąd zawsze powinien brać pod uwagę stanowisko uczestnika postępowania.

- Pamiętajcie państwo, że umieszczenie w domu pomocy społecznej bez zgody jest zawsze formą pozbawienia wolności, co prawda nie w procedurze karnej, ale cywilnej. Dlatego sąd zawsze musi zbadać wszystkie przesłanki wynikające z ustawy – dodał prok. Murias. Jak zaznaczył, kluczowa w tej sprawie będzie opinia biegłego.

Prokuratura chce umieścić panią Mirellę w DPS-ie

We wtorek wszystkie strony postępowania poparły wniosek pełnomocniczki pani Mirelli o wyłączenie jawności posiedzenia. Sędzia Andrzej Krawiec, który poinformował, że sprawa będzie rozpoznawana przy drzwiach zamkniętych, uzasadniał, że dotyczy ona delikatnej materii - życia prywatnego uczestniczki postępowania (pani Mirelli), a na posiedzeniach będą ujawniane informacje na temat jej stanu zdrowia. Sąd zaznaczył też, że pani Mirella powinna mieć zachowane prawo do prywatności i zagwarantowany spokój. O zachowanie prawa do prywatności pani Mirelli zaapelowała także do mediów jej pełnomocniczka.

Dopiero po przeprowadzeniu całego postępowania dowodowego, analizie sytuacji życiowej i zdrowotnej pani Mirelli, lekturze opinii biegłego i całej zgromadzonej dokumentacji, sąd podejmie decyzję końcową. Możliwe, że poza przesłuchaniem pani Mirelli zdecyduje się jeszcze wezwać świadków.

Niezależnie od wniosku o umieszczenie pani Mirelli w DPS śledztwo prowadzi chorzowska prokuratura. Postępowanie ma wyjaśnić, czy doszło do przestępstwa pozbawienia wolności kobiety, nieporadnej ze względu na stan zdrowia. W toku tego postępowania badane są również wątki dotyczące ewentualnego znęcania się nad Mirellą, narażenia jej na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, oraz nieudzielenia pomocy w sytuacji grożącej takim niebezpieczeństwem. Śledztwo zostało objęte nadzorem służbowym przez Prokuraturę Okręgową w Katowicach.

Dramat 43-latki ze Świętochłowic

Organy ścigania zajęły się tą sprawą w lipcu 2025 r., kiedy policja otrzymała zgłoszenie o kłótni domowej w jednym z bloków w Świętochłowicach. Podczas interwencji okazało się, że we wskazanym przez sąsiadów mieszkaniu przebywa małżeństwo w wieku 82 lat wraz z córką Mirellą, której sąsiedzi nie widzieli od wielu lat. 43-latka mała problemy z poruszaniem się i widoczne obrzęki na nogach, dlatego policjanci wezwali pogotowie ratunkowe. Po kilku tygodniach spędzonych w szpitalu wróciła do mieszkania rodziców.

Media, które jesienią nagłośniły tę sprawę podawały, że pani Mirella przez blisko 30 lat była "zamknięta" przez swoich rodziców w jednym pokoju. Jak opisywał "Fakt", miała ona po raz ostatni wyjść z domu w wieku 15 lat, wtedy przestała chodzić do szkoły i od tamtego czasu nie miała kontaktu ze światem zewnętrznym; nie miała dowodu osobistego czy własnych ubrań. Jej opiekunowie mieli wmawiać sąsiadom, że zaginęła lub wróciła do biologicznych rodziców.

Świętochłowicka policja informowała wówczas, że po interwencji wszczęto postępowanie w sprawie znęcania się nad osobą najbliższą i wstępne ustalenia nie potwierdziły medialnych doniesień, jakoby kobieta przez 27 lat miała być przetrzymywana w mieszkaniu rodziców wbrew swojej woli. Policjanci zaznaczyli też, że wcześniej nie mieli interwencji pod tym adresem, nie otrzymali żadnych niepokojących sygnałów dotyczących tej rodziny, nikt też nie zgłaszał zaginięcia członka rodziny.

Zobacz także:

Źródło: PAP
Autorka/Autor: Aleksandra Matczuk