Kontynuują misję księdza Jana Kaczkowskiego i wspierają młodzież. "Żaden człowiek nie rodzi się zły"
10. rocznica śmierci Jana Kaczkowskiego
Ksiądz Jan Kaczkowski był bioetykiem, twórcą Puckiego Hospicjum i jedną z najbardziej wyrazistych postaci polskiego Kościoła ostatnich lat. Wspierał chorych i potrzebujących, a także miał wielkie serce dla młodzieży. Bliscy duchownego każdego dnia wystawiają mu pomnik, ten metaforyczny, bo kontynuują jego misję i kultywują pamięć o nim.
- Tak bardzo mocno czuję, że ta rola ze strony Jana została w moją stronę w taki sposób szczerej oferty zaproponowana, czyli rola taty, którego ja oczywiście fizycznie i biologicznie miałem, ale z którym nigdy nie miałem takiej prawidłowej relacji. Jan w moim życiu tę prawdziwą rolę odegrał przez okres ponad 6 lat. To zapracowało i tak naprawdę pozwoliło mi zbudować tę dobrą wersję siebie, uposażyło mnie w konkretne narzędzia. Teraz na podstawie programów fundacji odwiedzamy miejsca, w które ludzie często nie chodzą. Też w miejsca, w których ja miałem nieprzyjemność być. Odwiedzamy domy dziecka, zakłady poprawcze, młodzieżowe ośrodki wychowawcze i okręgowe ośrodki. Tam oferujemy kompleksowo przygotowane wsparcie w ramach programu szytego na miarę, indywidualnie dopasowanego do każdego konkretnie człowieka. Docieramy na razie do męskich ośrodków. Każdy z tych chłopaków jest innym człowiekiem, ma inne deficyty, inne potrzeby, inną gotowość - powiedział Patryk Galewski, podopieczny ks. Kaczkowskiego.
Patryk podkreślił w rozmowie, że przed laty ksiądz Jan wyciągnął do niego pomocną dłoń i uratował go. Teraz to on wziął na siebie tę odpowiedzialność.
- Wiecie, zawsze kiedy jadę w imieniu fundacji z programem i siadam wśród tych dzieciaków, to czuję się dokładnie tak, jak czułem się wtedy, kiedy Jan jeszcze żył i kiedy to ja potrzebowałem tej miłości, tego wsparcia. Jan siedział obok. Reszta świata mnie skreśliła. Widziała mnie jako ćpuna, złodzieja, bandytę, kryminalistę, a Jan zobaczył to, co ma w sobie każdy człowiek, który przychodzi na nasz piękny świat, czyli to pierwotne dobro. Ono było przysypane jakimiś różnymi akcentami niepoprawnych sytuacji - powiedział Galewski.
Misja Jana Kaczkowskiego
Jan Kaczkowski już jako mały chłopiec wiedział, że chce zostać księdzem. Małgorzata Regosz-Kaczkowska, bratowa duchownego, pokazała w Dzień Dobry TVN jego archiwalne zapiski.
- Przywiozłam takie dwa zeszyty z lat 80. Jeden z nich ma tytuł "Wszystko o kolejnictwie". Jan napisał tutaj taki wstęp, miał wtedy 10 lat, doszliśmy do tego. "Ja lubię pociągi, a może nawet kocham, ale dla nich nie zrezygnuję z mojego powołania". Tak że ta chęć bycia księdzem była tak głęboko osadzona w młodym Janie - zaznaczyła Regosz-Kaczkowska.
Rodzice Jana wspierali go, choć prawdopodobnie nie do końca chcieli, by swoją przyszłość związał z Kościołem.
- Oni chcieli mieć wnuki. Tata Jana jest agnostykiem. Ostatnio wybierał się na tamten świat bardzo poważnie, ale wszystko się udało. On nie wierzy w to, że się spotka z Janem. Wierzy, że Jan przetrwa w pamięci ludzi. Teraz taka jest moja i Patryka misja, żeby przetrwał. To chcę im obiecać, że nie zapomnimy, nie pozwolimy światu zapomnieć o Janie przez te nasze projekty, przez pomaganie. Znałam Jana bardzo dobrze i wiem, że on nie chciał pomników. On tego nie lubił, nie chciał - podkreśliła Małgorzata.
Ks. Jan Kaczkowski wierzył, że człowiek najlepiej zmienia się przez działanie. Dlatego też w Sopocie powstała pracownia kulinarna i warsztatownia - miejsce, gdzie młodzież poprzez gotowanie uczy się otwartości, zaufania i wrażliwości na drugiego człowieka. To nie są zwykłe warsztaty kulinarne. To przestrzeń, w której rodzą się ważne rozmowy i nowe perspektywy. Ponadto Fundacja realizuje programy pomocowe dla młodych osób.
- Program "Nikt nie rodzi się zły" jest lustrzanym odbiciem tego, co Jan mi zaoferował. My w konkretny sposób, w konkretne narzędzia uposażyliśmy cały taki ciąg wsparcia. To leci do tych dzieciaków. Pamiętam, że ta nazwa "Nikt nie rodzi się zły", wzięła się od bardzo smutnej historii, kiedy przyjechałem z więzienia. Byłem pobity i bezradny. Powiedziałem: "Jan, ja nie mam prawa do dobrego życia, bo ja urodziłem się jako zły człowiek. Ja to życie tak muszę przeżyć". Wtedy Jan taki już schorowany powiedział: "Dydziu, przestań. Takich cudów nie ma. Żaden człowiek nie rodzi się jako zły". Pieniędzy mamy nie za dużo, potrzebujemy ich, bo dzieciaków, które trzeba wesprzeć konkretnym wsparciem, jest tak dużo, że nasze środki na koncie na pewno na to nie wystarczą. Od psychologów, mieszkań, edukacji, mógłbym tak wymieniać - podkreślił Galewski.
Krzysztof Skórzyński zachęcił widzów Dzień Dobry TVN do przekazania 1,5 proc. podatku na rzecz Fundacji im. Jana Kaczkowskiego.
Całą rozmowę znajdziesz w materiale wideo.
Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.
Zobacz także:
- Wiara, polędwica i miłość, czyli spotkania z przyjacielem księdza Kaczkowskiego. Dzięki filmowi "Johnny" Patryka Galewskiego poznała cała Polska
- "Synek księdza Kaczkowskiego" - emocjonująca opowieść człowieka, który doświadczył cudu
- Ks. Jan Kaczkowski odmienił życie wielu osób. "Widział w każdym człowieku coś więcej"
Autorka/Autor: Justyna Piąsta
Źródło zdjęcia głównego: Wojciech Olkuśnik/East News