- Ewa Kania ujawniła kulisy swojej pracy w dubbingu i wspomniała pierwsze nagrania sprzed pół wieku Aktorka opowiedziała o znajomości ze Stanisławą Celińską jeszcze sprzed szkoły teatralnej
- Gwiazda dubbingu przyznała, że głos Chipa powstawał z pomocą specjalnej maszyny
Ewa Kania o początkach kariery i pracy w dubbingu
Ewa Kania wróciła wspomnieniami do swoich pierwszych artystycznych doświadczeń, które zaczęły się jeszcze w szkole podstawowej od konkursów recytatorskich. Aktorka opowiedziała też o niezwykłej relacji ze Stanisławą Celińską oraz emocjach związanych z dostaniem się do szkoły teatralnej.
- Zaczynałam od konkursów recytatorskich. To była moja pierwsza próba teatralna, występowania w ogóle. Czwarta klasa szkoły podstawowej, dokładnie to pamiętam. Trzeba było recytować wierszyki i potem się okazało, że jak powiedziałaś ładnie wierszyk, to będzie konkurs. I na jednym z takich konkursów poznałam m.in. Staszkę Celińską. I tak się złożyło, że dosyć się polubiłyśmy szybko, bo ja kocham zwierzęta. Staszka miała pieska, mnie nie wolno było mieć pieska, moja mama się nie zgadzała. I zaczęłyśmy spacerować z jej jamniczką po Żoliborzu i rozmawiać oczywiście o sztuce - wspominała Ewa Kania.
- Profesor Bardini spytał, jaka jest moja motywacja, żeby zdawać do szkoły teatralnej. Powiedziałam: bo jest najbliżej. Ja mieszkałam z rodzicami na Miodowej przy Krakowskim Przedmieściu. Tak, więc zaryzykowałam, zostało to dobrze odebrane, profesor się uśmiał i trochę mi to zapamiętał - mówiła aktorka.
Ewa Kania. Dubbing, głos Chipa i życie z dala od show-biznesu
Artystka przyznała, że dubbing od początku fascynował ją tym, że pozwala całkowicie zanurzyć się w postaci. Jednocześnie podkreśliła, że mimo ogromnej rozpoznawalności nigdy nie czuła potrzeby funkcjonowania w świecie celebryckim, ponieważ największy spokój odnajduje w naturze i w kontakcie z końmi.
- Dubbing jest naprawdę niezwykłą formą pracy aktora, ponieważ jest technicznie bardzo wymagający. W słuchawkach ma się oryginał, tu się ma tekst polski. Trzeba i trzymać się reżimu rytmów, akcentów, gestów w oryginale i jednocześnie spróbować tworzyć postać prawdziwą, autentyczną. Że ludzie będą wierzyli, że dokładnie mamy te emocje, które ma aktor grający na ekranie. I takie wtapianie się, chociaż pierwsza próba była dramatyczna, 20 minut grałam dwa zdania i było albo za krótko, albo za cicho, albo nieprawdziwie, albo zły akcent. Wyszłam dosłownie, prawie bliska omdlenia i powiedziałam, że już mnie nikt nie zaangażuje, koniec świata. Nie udało się - opowiadała Ewa Kania.
Zobacz także:
- Czy rozpoznasz te kinowe hity po jednym ujęciu? Zmierz się z naszym quizem
- Złote Maliny 2026. Na liście dwie superprodukcje
- Timothée Chalamet - złote dziecko Hollywood. "Moim zdaniem to jest Oscar"