Ania Karwan powalczy o Bursztynowego Słowika
Ania Karwan już dziś stanie na scenie Opery Leśnej, by powalczyć o Bursztynowego Słowika. Dla artystki to wyjątkowy moment, ponieważ udział w sopockim konkursie był jej marzeniem jeszcze w dzieciństwie. Teraz, po latach, będzie miała okazję spełnić obietnicę złożoną samej sobie jako 11-latka.
- Całe życie powtarzałam, że miałam taki zapis w pamiętniku, że nie mogę oddychać w domu na głos, ponieważ moja mama ogląda Bursztynowego Słowika i kiedyś jej pokażę, że tam będę. Miałam 11 lat, dzisiaj mam troszkę więcej i występuję w tym konkursie, więc trzeba uważać, o czym się marzy. Mam jeszcze parę takich marzeń w zapasie - zdradziła.
Przygotowania do występu Ania potraktowała bardzo poważnie. Artystka przyznała, że kluczowe jest dla niej dobre rozplanowanie obowiązków i odpowiednie rozłożenie sił.
- Ja już jestem gdzieś nauczona takiego planu skrupulatnego, żeby faktycznie rozłożyć sobie siły i dawać również radę w innych przedsięwzięciach, bo dookoła jest w moim życiu bardzo dużo teraz rzeczy zawodowych, które tworzymy i faktycznie ten plan jest niezbędny - powiedziała Ania.
Nie obyło się jednak bez stresu. Karwan zauważyła, że presję często nakładamy na siebie sami. Piosenkarka przyznała, że jeszcze kilka dni przed występem emocje zaczęły brać górę.
- Zauważam taką rzecz, że to nawet nie ktoś ci narzuca tę presję, tylko samemu sobie można tę presję mocno podkręcić. Szczęśliwie wydarzyło się to przedwczoraj, a nie dzisiaj. W związku z tym miałam taki moment, w którym faktycznie musiałam sobie chwilkę dać na luz i na uspokojenie, bo tak naprawdę jesteśmy tutaj, żeby się dobrze bawić, żeby przeżyć coś fajnego, a nie żeby narzucać sobie jakiś reżim i żeby w tym wszystkim pojawiły się jakieś trudne emocje - powiedziała.
Ania na scenie wykona utwór "W to mi graj". Jak przyznała. uwielbia ten numer i uważa, że singiel zapracował na to, żeby usłyszała go duża publiczność.
- Generalnie wszystkie moje piosenki zawsze to były love songi, a ten numer chyba w ogóle nie był w założeniu taką piosenką, żeby jakoś mocno kierować się w stronę jakiejś relacji, jeżeli już jakiejś to relacji ze sobą. I niespodziewanie stał się trochę hymnem kobiet, które w pewnym momencie zrozumiały, że absolutnie wszystko im wypada, że są wystarczające, że ta wolność, o której tak głośno mówimy, żeby dać ją sobie, to ta wolność nie oznacza takiej nieprzemyślanej frywolności, która jest nieodpowiedzialna – powiedziała.
Ania Karwan o emocjach przed występem
Ania Karwan nie ukrywa, że mimo spełniania zawodowego i prywatnego, zdarzają jej się "gorsze dni". Wokalistka opowiedziała o jednym z takich momentów, który przydarzył jej się zaledwie dwa dni przed występem w Sopocie. Jak przyznała, wystarczyło, że założyła kreację przygotowaną na konkurs o Bursztynowego Słowika, by emocje nagle wzięły górę.
- Przedwczoraj włożyłam na siebie sukienkę, w której dzisiaj wystąpię. I się rozpłakałam na cały dom, że nie dam rady. I nie wiem po prostu, o co mi chodziło, ale na pewno nie było to nic groźnego - wyznała.
Karwan podkreśla, że stara się nie skupiać na tym, co trudne, ani na obawach dotyczących przyszłości. Zamiast tego koncentruje się na rozwoju, spokoju i szukaniu dobrych momentów nawet wtedy, gdy życie nie układa się idealnie.
- Wszystko się może wydarzyć. Ja nie wiem, jak poukłada się moje życie. Modlę się o to, żeby po prostu układało się szczęśliwie. Ale raczej skupiam się na tym, że rozwój, rozwój, rozwój i spokój, spokój, spokój - dodała.
Ania Karwan o wsparciu rodziców. "Czuję się zaopiekowana i kochana"
Ania Karwan nie ukrywa, że rodzina jest dla niej jednym z najważniejszych źródeł siły. Tuż przed występem w Sopocie artystka mówiła o wsparciu rodziców i o tym, jak ważne jest dla niej poczucie bliskości, nawet gdy najbliżsi nie mogą być obok niej.
- Zawsze mam wsparcie w moich rodzicach i wiem, że oni absolutnie zrobiliby wszystko, gdyby byli we dwoje, żeby kibicować mi dzisiaj. Jedno kibicuje z kanapy, drugie kibicuje z innej przestrzeni, ale ja się cały czas czuję zaopiekowana i kochana. I myślę sobie, że dzisiaj naprawdę mam wielkie szczęście, że czuję płynącą miłość od nich (…) Na pewno dużo jest takich opowieści artystów o łączeniu się przed występem z różnymi przestrzeniami. Ja tę pracę wykonuję zakulisowo, czy z mojego ogrodu, czy z domu, kiedy nikt mnie nie widzi. Tuż przed występem, bardzo mocno liczę na swoją ekipę, która jest dookoła i na dużą dawkę poczucia humoru - powiedziała.
Ania Karwan o rodzinie i życiu poza sceną
Ania Karwan przyznaje, że mimo intensywnego życia zawodowego najbardziej ceni sobie zwyczajność i spokój, które czekają na nią w domu. To właśnie tam, z dala od sceny i zawodowego zamieszania, odnajduje poczucie bezpieczeństwa i równowagę.
- Dzisiaj jestem w takim dobrym stanie, w dobrostanie i towarzyszą mi chyba same pozytywne emocje, bo kiedy wracam do domu, mam normalność i życzę tej normalności każdemu, kto szuka jakiegoś swojego sensu w życiu, bo kariera i pieniądze są fajne, ale bez rodziny i miłości są naprawdę niczym - wyjaśniła.
Jednym z elementów jej codzienności, który pomaga jej zachować równowagę, jest przygotowywanie domowych przetworów. Karwan przyznała, że sięga po tę formę „terapii” niezależnie od tego, czy w jej życiu dzieje się dużo, czy niewiele.
- Potrzebuję robić jedzenie do słoików. Mam jakąś taką fantazję, ona mnie uspokaja, powoduje, że jestem unormalizowana i jakkolwiek pewnie czasem wygląda to śmiesznie, to w głębi serca naprawdę powoduje to, że odczuwam wtedy duży spokój. Poza tym, jak wyjeżdżam, to wiem, że moja rodzina jest zabezpieczona w pyszności - podsumowała.
Zobacz także:
- Anna Karwan o trudnych momentach w życiu. "Spotkałam się ze swoimi emocjami półtora roku temu"
- Ania Karwan szykuje kolejną płytę. Na naszej scenie zaśpiewała nowy singiel
- "Sława trwa 5 minut, a lądowanie jest ciężkie". Anna Karwan szczerze o finansach w świecie artystów