Przełom w leczeniu raka. Polscy lekarze zrobili to pierwszy raz w historii. "Operacja top of the top"
- 43-letnia Małgorzata Bok przeszła pierwszą w Polsce autotransplantację wątroby.
- Lekarze z WUM usunęli kilkunastocentymetrowego guza i ponownie wszczepili zdrowy narząd.
- Operacja trwała 11 godzin i była obarczona 30-procentowym ryzykiem niepowodzenia.
- Pacjentka po zaledwie dobie od zabiegu wstała z łóżka i zaczęła samodzielnie jeść.
- To szansa dla chorych, którzy nie kwalifikują się do klasycznego przeszczepu wątroby.
Dalsza część tekstu poniżej.
Autotransplantacja wątroby - pierwsza taka operacja w Polsce
Zespół czterech chirurgów z Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego dokonał medycznego przełomu. Lekarze podjęli decyzję o zastosowaniu metody leczenia raka, która dotąd w Polsce nie występowała. Mowa o autotransplantacji wątroby, czyli pobraniu chorego narządu, usunięciu guza poza organizmem, a następnie ponownemu wszczepieniu zdrowej tkanki temu samemu pacjentowi.
W trakcie zabiegu wątroba została przeniesiona na tzw. "zimny stolik" - to specjalnie przygotowane miejsce, gdzie narząd utrzymuje się w stanie kontrolowanej hipotermii, co pozwala chirurgom na bezpieczne przeprowadzenie resekcji guza. Cała procedura trwała 11 godzin.
Prof. Michał Grąt, kierujący zespołem i konsultant krajowy w dziedzinie transplantologii klinicznej, przyznał w rozmowie z WP abcZdrowie: "Ta operacja to top of the top, jeśli chodzi o chirurgię onkologiczną. Walczymy o chorego, wytaczając tak naprawdę najcięższe armaty".
Autotransplantacja - kiedy jest jedyną szansą na wyleczenie?
Nowotwór, z którym zmagała się pani Małgorzata Bok, był wyjątkowo trudny do usunięcia. Guz naciekał trzy główne żyły wątrobowe, co uniemożliwiało klasyczne wycięcie fragmentu narządu. Jak tłumaczy prof. Grąt, nie było możliwe częściowe wycięcie wątroby, ponieważ lokalizacja i rozległość zmiany stanowiły zbyt duże ryzyko dla życia pacjentki.
Nie wchodziła w grę również standardowa transplantacja - z powodu zaawansowania choroby i braku możliwości zakwalifikowania pacjentki do listy biorców. W tej sytuacji jedynym rozwiązaniem była właśnie autotransplantacja.
Pierwsze objawy raka wątroby - historia Małgorzaty Bok
Małgorzata Bok przez wiele miesięcy nie wiedziała, że jej dolegliwości to objaw nowotworu. Pierwsze symptomy pojawiły się latem 2025 roku. Ból pod prawym żebrem początkowo zrzucała na przeciążenie fizyczne. Z każdym tygodniem jednak nasilał się, utrudniając oddychanie i sen. Seria badań - od prób wątrobowych, przez tomografię i rezonans, aż po PET - nie dawała jednoznacznej odpowiedzi. Dopiero laparotomia potwierdziła rozpoznanie: rak wątrobowokomórkowy. - Na diagnozę czekałam pięć miesięcy, bo pierwsze objawy pojawiły się w lipcu. W momencie diagnozy okazało się, że są nacieki na żyłach, a także przerzuty na węzłach chłonnych - wspominała pacjentka w rozmowie z WP abcZdrowie.
Szczęśliwy finał ryzykownego zabiegu
Gdy lekarze wyjaśnili pani Małgorzacie, na czym polega autotransplantacja, pacjentka nie kryła strachu.
- Byłam przerażona, ale nie miałam wyjścia. Zgodziłam się, bo mam dla kogo żyć. Jeszcze troje moich starszych dzieci jakoś by sobie poradziło, ale moja najmłodsza córcia już nie. Dzieci i rodzina były moją siłą napędową, żeby to wszystko pokonać - przyznała.
- To niezwykle skomplikowana procedura, obarczona dużym ryzykiem operacyjnym, ale też okołooperacyjnym. Masa elementów musi tu pójść perfekcyjnie, by zabieg się powiódł. Szanse pacjenta na przeżycie określamy na poziomie 70 proc., ryzyko na 30 proc. Oczywiście poinformowaliśmy o tym pacjentkę, by podjęła świadomą decyzję dotyczącą operacji - zaznaczył w WP abcZdrowie prof. Grąt.
Po operacji, która odbyła się w miniony wtorek, pani Małgorzata na szczęście czuje się dobrze. Istnieje możliwość, że jeszcze w tym samym tygodniu opuści szpital. - Jesteśmy bardzo zadowoleni z przebiegu operacji i tego, w jak dobrym stanie jest pacjentka. Przyznam, że to nas bardzo zaskoczyło. Fakt, że po tak skomplikowanej operacji i ogromnym obciążeniu dla organizmu pacjent już po dobie wstaje i zaczyna jeść, jest ewenementem - podsumował lekarz.
Nowa nadzieja dla pacjentów z zaawansowanym rakiem wątroby
Z onkologicznego punktu widzenia autotransplantacja niesie jeszcze jedną, ogromną korzyść - pacjent nie musi przyjmować leków immunosupresyjnych, które w klasycznych przeszczepach zapobiegają odrzuceniu narządu. Prof. Grąt podkreślił, że dzięki temu chora nie jest narażona na skutki uboczne takiego leczenia jak zwiększona podatność na infekcje czy zaburzenia pracy układu sercowo-naczyniowego. Co więcej, brak konieczności immunosupresji zmniejsza ryzyko nawrotu nowotworu. Specjalista szacuje, że w Polsce rocznie kilkudziesięciu pacjentów z zaawansowanym rakiem wątroby było dotąd skazanych wyłącznie na leczenie paliatywne. Dziś istnieje szansa, że mogą zakwalifikować się do autotransplantacji, której poddała się Małgorzata Bok.
Zobacz także:
- Optymistka z męskim sercem: "Pomagam innym ludziom odkryć, że w nich też jest wewnętrzna moc"
- Rak trzustki - jak się objawia? Czy można go wyleczyć? Naukowcy dokonali eksperymentalnej terapii
- Księżna Kate po raz pierwszy tak szczerze o chorobie. "Są chwile strachu i wyczerpania"