Ślubne przygotowania pod kontrolą przyszłej teściowej. "Dzwoniła, by wypytać, ile za to zapłaciliśmy"

Teściowa zrujnowała przygotowania do ślubu. "Ukratkiem dzwoniła do florystki, by zmienić dekoracje"
Teściowa zrujnowała przygotowania do ślubu. "Ukratkiem dzwoniła do florystki, by zmienić dekoracje"
Źródło: GettyImages/Valeriy_G
Planowanie ślubu może być niezwykle stresujące, zwłaszcza gdy pojawiają się liczne rady ze strony przyszłych teściów. Jak sobie z nimi poradzić i kiedy postawić granicę? Co stanie się, gdy nie będziemy mówić o własnych potrzebach? O tym rozmawiamy z psychoterapeutką Moniką Machnicką.

Dalsza część tekstu pod wideo:

Klatka kluczowa-190319
Synowa z teściową - wcale nie jak pies z kotem
Źródło: Dzień Dobry TVN

Planowanie ślubu z teściową "w pakiecie"

Planowanie ślubu i wesela to nie lada wyzwanie. Najczęściej za wizualną stronę samej ceremonii, jak i późniejszej zabawy odpowiada panna młoda. To ona ma swoją idealną wizję na suknię ślubną, piękne dekoracje czy muzykę dopasowaną tak, by idealnie wpisała się w gust zarówno starszych, jak i młodszych gości.

Oczywiście, każda pomoc w przygotowaniach, w tym opinia o wybranych przez parę młodą usługach, jest na wagę złota, o ile nie jest próbą kontroli czy narzucania swojego zdania. Niestety, w przypadku 34-letniej Marty, "złote rady" przyszłej teściowejzamiast dawać wsparcie, o mało nie doprowadziły do odwołania ślubu.

- Mama Maćka to kobieta, która zawsze ma ostatnie zdanie, a przynajmniej tak jej się wydaje. Nie przejmowałam się tym specjalnie, dopóki potrzeba kontrolowania innych nie dosięgnęła w końcu i nas. Stało się to właśnie w czasie, gdy postanowiliśmy zaplanować nasz ślub. Już po zaręczynach zaczęłam oglądać w sieci inspiracje na salę, dekorację i suknię, a mój narzeczony dał mi wolną rękę, bo chciał, bym to ja była zadowolona - opowiadała Marta.

Podziękowała za rady przyszłej teściowej, rozpętało się piekło

Marta ciągle czuła się osaczana przez przyszłą teściową. Musiała odpowiadać na każdy szczegół i relacjonować postępy. Początkowo poddała się tej presji, ponieważ nie chciała, by mama narzeczonego poczuła się ignorowana. Niestety, krytykujących komentarzy pojawiało się coraz więcej, szczególnie gdy panna młoda zaczęła stawiać na swoim.

- Postanowiłam działać sama. Jakiś czas później mama Maćka zadzwoniła do mnie, mówiąc: "Zarezerwowałam dla was salę i florystkę". Zmroziło mnie, bo już sami opłaciliśmy te szczegóły. Wyjaśniłam jej delikatnie, że to mamy opłacone i opowiedziałam, co i dlaczego wybraliśmy, czym chyba bardzo ją uraziłam, bo chwilę po zakończonej rozmowie mój narzeczony miał 5 nieodebranych połączeń od mamy i awanturę za zamkniętymi przede mną drzwiami sypialni - wyznała.

- Postanowiliśmy jednak stać przy tym, co było ustalone. Po czasie dowiedziałam się jednak od mojej florystki, że mama Maćka dzwoniła do niej, by dopytać, ile zaliczki zapłaciliśmy i czy można to jednak odwołać. Byłam zszokowana, szczególnie że inni członkowie naszej rodziny byli zachwyceni wyborem tej właśnie dekoratorki. Później wcale nie było lepiej. Co prawda szłam jej na ustępstwa dla spokoju, ale w najważniejszych sprawach trzymałam się tego, co było ustalone. Niestety, Maciek bronił mamy, nawet gdy posuwała się do nieczystych zagrywek, co prawie skłoniło mnie do odwołania wszystkiego. Nie miałam siły walczyć sama o wymarzony dzień - tłumaczyła Marta.

Dwa miesiące przed weselem odbyła się kolacja z rodzicami narzeczonych. Podczas rozmów doszło do ostatecznego starcia.

- Mama mojego ukochanego poruszyła temat kosztów całego przyjęcia. Nie byłam za tym, by dzielić się dokładnymi kwotami, szczególnie że były to nasze wspólne oszczędności, ale Maciek oczywiście rzucił ceną bez przemyślenia. Przyszła teściowa stwierdziła przy wszystkich, że to ja "naciągam" jej syna na ogromne koszty, nie mając nawet pojęcia, ile dokładnie kosztuje organizacja ślubu dla gości, w tym osób, które zaprosiliśmy jedynie na jej wyraźną prośbę. Na koniec stwierdziła, że ona zorganizowałaby to przyjęcie o wiele niższym kosztem. Całe szczęście Maciek, chyba skłoniony spojrzeniem mojego ojca, wypowiedział jedynie: "To nasz dzień i to nasze sprawy i nie będziemy więcej znosić tych komentarzy", po czym wyszliśmy z jej domu. To był pierwszy raz, gdy wreszcie nie czułam się sama w tej maskaradzie i miałam spokój od teściowej na wiele miesięcy, choć na ślubie z wrodzonym talentem aktorskim odegrała rolę szczęśliwej i dumnej mamy syna - podsumowała Marta.

Jak stawiać granice z szacunkiem i klasą?

Jak tłumaczyła psychoterapeutka Monika Machnicka, wtrącanie się teściowej w przygotowania do ślubu rzadko wynika ze złej woli.

- To moment silnie emocjonalny, który uruchamia lęk przed utratą znaczenia i kontroli. Dla wielu matek ślub dziecka oznacza "symboliczne oddanie go" innej osobie, a krytyka czy nadmierne doradzanie stają się sposobem radzenia sobie z poczuciem bycia odsuwaną na dalszy plan. Często mieszają się w tym niespełnione marzenia o idealnym ślubie oraz przekonania wyniesione z własnych doświadczeń rodzinnych - zaznaczyła w rozmowie z redaktorką serwisu Dzień Dobry TVN Aleksandrą Matczuk.

- Najlepszą odpowiedzią nie jest ani walka, ani uległość, lecz spokojne postawienie granic, czyli komunikaty: "Doceniamy Twoje zaangażowanie, ale decyzję dotyczące ślubu chcemy podjąć sami". Są jasne i pełne szacunku. Granica nie musi być głośna, a jedynie stała - powiedziała ekspertka.

 - Problem pogłębia się wtedy, gdy przyszły mąż nie reaguje, bo boi się urazić matkę - zaznaczyła psychoterapeutka. - Z psychologicznego punktu widzenia to nie kwestia ślubu, lecz nierozwiązanej lojalności wobec rodzica. Dorosłość w związku zaczyna się w momencie, gdy partner potrafi stanąć po stronie tworzonej rodziny, nawet jeśli wywołuje to dyskomfort u rodziców. Brak reakcji nie jest neutralny - dla partnerki bywa sygnałem: nie jesteśmy drużyną - dodała.

Ślub to ważny test "drużyny"

Monika Machnicka zaznaczyła także, że ślub to nie test charakteru teściowej, tylko pierwszy sprawdzian granic nowej rodziny. To, jak zostaną one postawione na tym etapie, bardzo często decyduje o dynamice relacji na lata.

- Nie chodzi o konflikt, ale o jasny komunikat: to nasze życie i nasze decyzje. Wtrącanie się teściowej bywa nieświadomym testem granic. Jeśli teraz nikt jej nie zatrzyma, uczy się, że ma realny wpływ na decyzje pary. To często przenosi się później na inne obszary: sposób spędzania świąt, wychowanie dzieci i finanse - zwraca uwagę ekspertka.

- Krytyka często nie dotyczy ślubu, tylko przyszłej synowej lub zięcia. To subtelna walka o hierarchię: kto tu ma głos, kto jest ważniejszy. Dlatego próby tłumaczenia się, przekonywania czy udowadniania, że decyzje są dobre, zwykle nie działają. Im więcej argumentów, tym więcej miejsca na dalsze wtrącanie. Jeśli partner milczy, bo nie chce przykrości robić mamie, w praktyce przerzuca koszt emocjonalny na partnerkę. Ona zostaje sama z napięciem a on zachowuje spokój. To bardzo niebezpieczny schemat, bo uczy, że jej dyskomfort jest mniej ważny niż emocje matki - wskazała ekspertka.

- Warto pamiętać, że wdzięczność nie wyklucza granic. Można jednocześnie doceniać pomoc finansową czy organizacyjną i jasno powiedzieć: "to jest nasza decyzja”. Dojrzała relacja nie opiera się na poczuciu długu. Ślub to moment separacji, a separacja zawsze wywołuje opór. Im spokojniej i bardziej jednoznacznie para pokaże, że tworzy własny system, tym szybciej napięcie opadnie. Chaos i przeciąganie granic tylko je utrwalają. To nie tak naprawdę konflikt o kwiaty, suknie czy salę . To rozmowa o tym, kto naprawdę tworzy rodzinę i kto ponosi odpowiedzialność za decyzje. Jeśli to zostanie jasno nazwane teraz , później jest znacznie mniej bólu, żalu i cichych pretensji - podsumowała Monika Machnicka.

Zobacz także: