Przez 6 lat był w sekcie. Teraz ujawnia o niej prawdę. "Są dzieci, które wychowują się tam od początku życia"
6 lat spędził w sekcie. Jak do niej trafił?
Paweł Kostowski miał 17 lat, kiedy trafił do sekty. Był młodym chłopakiem, szukał własnej drogi i właśnie wtedy poznał księdza, który organizował spotkania modlitewne. Najpierw odbywały się w kościele, a później przeniosły się do garażu. Jak powiedział Paweł w Dzień Dobry TVN, grupa coraz bardziej zaczynała przypominać sektę.
- On nie lubił mieć nad sobą przełożonych. Wolał układać życie ludziom tak, żeby nie mieć nad sobą żadnej kontroli. Z mojego punktu widzenia to wyglądało tak, że ja po prostu słuchałem się go jako autorytetu. Jestem z rodziny katolickiej i byłem tak wychowany, że to, co wiedziałem o kościele i o tym, jak powinno być, to słyszałem od księży. Skoro ksiądz mówił, że coś należy robić, to zakładałem, że tak właśnie należy robić - tłumaczył Kostowski.
Co działo się podczas spotkań z duchownym?
- To był taki system mocno feudalny, w którym członkowie szeregowi, tacy jak ja, byli wykorzystywani do nisko wykwalifikowanej, ciężkiej pracy. My w zasadzie cały czas funkcjonowaliśmy w takim przemęczeniu. A ze strony kierownictwa była przemoc różnego rodzaju. Czyli nasz pasterz, lider, guru, stosował przemoc, popychał kogoś, szarpał, uderzał nim o ścianę, wrzeszczał i przede wszystkim kontrolował wszystkie relacje i decyzje życiowe. Tacy właśnie członkowie, jak ja, bardziej pracowali na tę organizację - wyjaśnił Paweł.
Jak wynika z relacji Kostowskiego, byli tacy członkowie wspólnoty, którzy orientowali się, że należą do grupy destrukcyjnej.
- Niektórym zajmowało to więcej czasu, innym mniej. Ja potrzebowałem 6 lat, żeby nabrać to przekonanie, że to jest sekta, a nie Kościół katolicki. Postanowiłem podnieść publicznie zastrzeżenia wobec tej grupy. Natomiast np. archidiecezji warszawskiej zajęło to więcej czasu, bo badają sprawę od 20 lat i do tej pory nie mogą dojść do właściwej konkluzji. (...) W grupie jest teraz około 100 osób, licząc z dziećmi. Natomiast na przestrzeni lat jest dużo więcej osób, które miało z tą grupą styczność i dużo więcej pokrzywdzonych niż osób, które tam są obecne - zaznaczył gość Dzień Dobry TVN.
Ksiądz prowadzi sektę
Cechą charakterystyczną grup destrukcyjnych jest m.in. to, że jej członkowie żyją w odseparowaniu od osób, które już pożegnały się z organizacją.
- Jak byliśmy wewnątrz, to byliśmy izolowani i odcinani od innych ludzi, którzy odeszli, więc nam się mówiło, że oni są pod wpływem jakiegoś zła, szatana. Że są taką antywspólnotą, że jakiś antychryst nimi kieruje. I tą metodą byliśmy uodpornieni na tę krytykę, która mogła płynąć z zewnątrz - wskazał Paweł.
Jak powiedział Kostowski, Kościół podjął pewne środki zaradcze wobec księdza na czas trwającego postępowania.
- Ksiądz nie został w żaden sposób ukarany. Nie może odprawiać mszy świętej, nie może spowiadać, bo były konkretne nadużycia, które były związane z taką działalnością duszpasterską. Poza tym ksiądz porzucił karierę księdza, bo nie mieszka na plebanii, nie odprawia mszy w kościele, tylko odprawia mszę gdzieś w lesie. I to nie jest normalne. To cały czas się dzieje, dlatego ja o tym mówię, bo tam są dzieci, które wychowują się w tej organizacji od początku swojego życia. (...) Mam takie spisane oświadczenie osoby, która była naocznym świadkiem, jak ksiądz pobił dziecko. To są takie rzeczy, które nie powinny się dziać. Zresztą ludzie dorosi i nastoletni odeszli z tej grupy bardzo pokiereszowani przez to, co tam się działo. A dziecko jest dużo bardziej bezbronne w takiej sytuacji, niż na przykład ja byłem jako siedemnastolatek - przyznał Kostowski.
Jak rozpoznać sektę?
Psycholożka Agata Szudzik opowiedziała, jak to się dzieje, że ludzie niezależnie od wykształcenia czy pozycji społecznej dołączają do sekt.
- Myślę, że są do nich aktywnie werbowani. I ten werbunek odbywa się w sposób bardzo celowy, bardzo przemyślany. Tak naprawdę toczy się gra, o której my w ogóle nie wiemy, że się toczy. Nie znamy jej zasad, kiedy jesteśmy do sekty wciągani. Pod tym wejściem do sekty zawsze kryje się jakaś potrzeba. Czyli ktoś na przykład ma chore dziecko, jest na jakimś rozdrożu, jest w jakimś kryzysie, gdzie potrzebuje wsparcia społecznego, nadziei, jakiegoś rozwiązania. No i sekta mu to wszystko da - wyjaśniła psycholożka.
Jakie techniki manipulacyjne są stosowane przez grupy destrukcyjne?
- Na etapie werbunku to najpopularniejszą techniką jest bombardowanie miłością. Jak człowiek wchodzi do takiej wspólnoty, to dostaje mnóstwo wsparcia. Wszyscy się interesują, co u niego, wszyscy mu pomagają w taki sposób wręcz nienaturalny. Jeżeli jesteśmy w kryzysie psychicznym, to bardzo tego potrzebujemy, więc ta czerwona lampka nam się nie zapali, bo mamy na tyle duże potrzeby, że jesteśmy w stanie zignorować, że to jest podejrzane - zaznaczyła Agata Szudzik.
Całą rozmowę znajdziesz w materiale wideo.
Zobacz także:
- Za kulisami sekty. Magdalena Różczka o nowej serialowej roli: "Zupełnie inna niż te, które dotychczas grałam"
- Wyjechała na wolontariat, a wpadła w sidła sekty. "Była to praca niewolnicza"
- Czym są sekty i jak je rozpoznawać? "Życie w sekcie wymaga całkowitego poświęcenia się ustalonemu celowi"