Parenting

Kiedy dziecko rządzi rodzicem. "Córka potrafiła się uprzeć i zimą iść do przedszkola w adidaskach"

Parenting

Autor:
Aleksandra
Matczuk
Źródło:
Newsweek
Dzieci rządza rodzicem

Każdy rodzic chce dla swojej pociechy jak najlepiej, jednak w procesie wychowania ważne są zasady, do których powinna się ona stosować. Bez konsekwencji działań może dojść do sytuacji, gdzie dziecko zacznie wykorzystywać pobłażliwość dorosłych. Jak wyznaczać granice? Dlaczego nie należy się ich obawiać? Czym grozi overparenting?

Dlaczego dziecko rządzi rodzicem?

Dziecko może rządzić w rodzinie, gdy rodzic nie wyznacza mu konsekwencji zachowań. W tej sytuacji istotną rolą osób dorosłych jest ustalenie wspólnych norm i wizji rodzicielstwa. Jeżeli komunikacja zawiedzie, pociecha może wykorzystywać niekonsekwencję swoich rodziców. Do jakich sytuacji może doprowadzić relacja, w której nie wyznacza się granic?

Co wpływa na rozwój dziecka?

Jak wspomagać rozwój ruchowy malucha?
Jak wspomagać rozwój ruchowy malucha? Dzień Dobry TVN
wideo 2/5

- Dziecko oznajmia: „Źle się czuję, nie pójdę dzisiaj do szkoły”. A rodzic na to: „Dobrze, nie idź”. Następnego dnia też nie chce iść? Nie idzie. Później rodzic robi szpagat z przewieszką, żeby te nieobecności jakoś wytłumaczyć. Albo nie tłumaczy w ogóle – mówi w wywiadzie dla "Newsweeka" Jarosław Pytlak, dyrektor Zespołu Szkół Społecznego Towarzystwa Oświatowego na warszawskim Bemowie.

Nauczyciele skarżą się, że gdy zadają prace domowe, część uczniów w ogóle się tym nie przejmuje. Na pytanie: „Dlaczego nie odrobiłeś” pada odpowiedź: „Bo nie miałem czasu”.

– Ostatnio widzę u syna nasilenie: „Nie chce mi się”, „Szkoła jest bez sensu”. Coraz częściej rano narzeka, że boli go głowa, chce zostać w domu. Akurat wtedy, gdy są sprawdziany. Mieliśmy wiele rozmów na temat uciekania od obowiązków. Kilka razy udało mi się go przekonać i poszedł na te sprawdziany. Ale kilka razy nie dałem rady - przyznaje ojciec 14-latka.

Pobłażanie dziecku a życie w społeczeństwie

- Córka ma 11 lat i przekonanie, że wszystko podlega negocjacjom. Nie tylko to, czy posprząta w swoim pokoju, ale i to, czy pójdzie do szkoły. A zadania domowe odrabia tylko z tych przedmiotów, które lubi - opowiada Marta, politolożka z Trójmiasta.

- Syn chodzi do publicznej podstawówki na warszawskim Powiślu. Ostatnio nauczyciele zwołali pilne zebranie, bo „już nie da się wytrzymać z tymi dziećmi”. Kompletne rozprzężenie. Dzieci przychodzą na lekcje nieprzygotowane i „co mi pani zrobi?”. Ostatnio ktoś kogoś opluł, ktoś uderzył książką w głowę - wspomina Karolina Lewestam, filozofka, doktor etyki. Właśnie wyszła jej książka „Pasterze smoków. Rodzice kontra świat” - o tym, jak trudne jest wychowywanie i jak bardzo rodzice boją się, że zrobią coś nie tak i wpędzą dziecko w traumę.

Współczesny rodzic - dowodzi Karolina Lewestam – nie ma sobie równych w przeżywaniu lęków. Szczególnie rodzic z klasy średniej. Zaczyna dzień paniką, a kończy wieczorną trwogą. Gdy dziecko chce na plac zabaw, to rodzic najchętniej założyłby mu kask. Gdy rwie się do jazdy na hulajnodze, rodzic widzi wstrząs mózgu. Gdy jest z dzieckiem w sklepie, na widok batoników myśli: „otyłość/ cukrzyca/ złe oceny/ trądzik”. Na kolegów czy koleżanki dziecka też patrzy jak na zagrożenie: koledzy mogą sprowadzić na złą drogę. Matka czy ojciec wszędzie widzący niebezpieczeństwa boją się coś dziecku nakazać, podnieść głos.

- Córka potrafiła się uprzeć i zimą iść do przedszkola w adidaskach. Odkąd skończyła trzy lata, nosi wyłącznie to, na co ma ochotę - mówi Marta. Córka jest uparta nie tylko w kwestii ubrań. - Prosimy z mężem, żeby kładła się spać o 22, a ona siedzi do drugiej w nocy. Prosimy: odrabiaj zadania domowe. Nie słucha. Na lekcjach - jeżeli uzna, że są nudy - to nawet nie otworzy zeszytu. I co mamy zrobić? Boimy się z mężem, że jak zaczniemy za bardzo naciskać, stawiać wymagania, to postawimy mur między nami - podkreśla Marta.

- Dzieci rządzą - zauważa Jarosław Pytlak. - Sygnał, jaki im wysyłają rodzice, jest niczym mantra: „Jeśli nie chcesz, nie musisz”. To kompletnie oducza dzieci myślenia, że są jakieś obowiązki - tłumaczy.

Czego boją się współcześni rodzice?

- Gry, kanały na YouTubie – w tym siedzi, to go wciąga. Mówisz mu: „Na dziś koniec, wyłącz”, udaje, że nie słyszy, więc powtarzasz: „Odejdź od komputera”. I jeszcze raz: „Odejdź”. W końcu ostentacyjnie odchodzi. Siada na kanapie z telefonem i dalej gra. Musisz zaczynać od nowa. Aż od tego powtarzania brak mi sił – nie ukrywa Andrzej, socjolog.

- Ciągle tylko proszenie, tłumaczenie. No bo co innego? Jeść mu nie dam? Proste komunikaty, jak: „odrób lekcje”, „wynieś śmieci”, „idź spać”, nie docierają. Trzeba powtarzać, ponaglać, zaczynają się negocjacje. Zaciskamy z żoną zęby, próbujemy zachować spokój, wytrzymać te wszystkie jego: „teraz mi się nie chce”, „później”. Obawiamy się, że jeśli eksplodujemy, to on zamknie się w swoim pokoju, przestanie z nami rozmawiać. Tego się strasznie boimy - zaznacza specjalista.

Marta z mężem mają te same obawy. Nie chcą psuć relacji z córką, nie chcą, żeby się denerwowała, płakała. - Najważniejsze, żeby była szczęśliwa - mówi Marta. - Gdy słyszę rodzica, który mówi, że chce, aby jego dziecko na każdym etapie życia było szczęśliwe, mówię: "proszę mu kupić walizkę prozacu". Szczęście między innymi dlatego jest tak wielką wartością, że pojawia się tylko w niektórych momentach - mówi Jarosław Pytlak.

- Boimy się, że jak zaczniemy córkę zmuszać, dociskać obowiązkami, to w przyszłości będzie kobietą dającą się zdominować, sfrustrowaną. A przecież lepiej, by czuła się wolna – twierdzi Marta. - Chodzi o wolność? Ładnie. Tylko co dziecko ma teraz zrobić z tą wolnością? Popatrzmy na dorosłych: walczą o wolność, a gdy ją zdobędą, wszystko schrzanią, nie wiedzą, co z nią począć. A skąd dziecko ma wiedzieć, jak zagospodarować wolność, skoro nie potrafi zagospodarować nawet swojego pokoju? – pyta Ewa Żeromska, pedagog, doradca rodzinny.

Ma wrażenie, jakby część rodziców bała się własnych dzieci. Jakby obawiali się, że dziecko przestanie ich kochać, jeśli mu coś nakażą, czegoś zabronią.

- To kompletna bzdura. Wyznaczanie dziecku granic i obowiązków nie jest działaniem, które mogłoby sprawić, że dziecko się od nich odwróci. W ten sposób dajemy mu to, czego bardzo potrzebuje: poczucie bezpieczeństwa - tłumaczy Ewa Żeromska. I podpowiada. - Zaczynać trzeba już wtedy, gdy dziecko jest małe. Pobawiłeś się? To teraz posprzątaj zabawki.

Tymczasem rodzice często uważają trzyletnie dzieci za zbyt małe na to, by robiły porządek w swoim pokoju, a równocześnie dość duże, by ustalać z nimi pory posiłków, spaceru, kąpieli. Pytają takiego malucha: "na co masz teraz ochotę?" - Trzylatek nie ma pojęcia, na co ma ochotę - wskazuje Jarosław Pytlak. I dodaje, że rolą rodzica jest wyznaczanie granic i porządkowanie świata dziecka, a nie stawianie go wobec wyborów, do których jego układ nerwowy nie dojrzał.

Jak wyznaczyć granice dziecku?

- Jeżeli nie zacznie się wyznaczać granic, gdy dziecko ma dwa, trzy lata albo pięć, a dopiero zaczyna mu się stawiać granice i wymagania, gdy wejdzie w wiek nastoletni, to naturalne, że będzie bunt. Jak ma go nie być, skoro przez 13 lat życia dziecko mogło robić, co chciało, a teraz nagle: zrób to, a tego nie rób. Nastolatek nie rozumie, skąd ta nagła zmiana - wyjaśnia Ewa Żeromska.

Niektórym rodzicom wydaje się, że bardziej wpłyną na dziecko, jak się z nim zakumplują. – To nie jest dobre rozwiązanie. Dziecko nie potrzebuje mieć w mamie koleżanki, a w tacie kolegi, bo kolegów ma w przedszkolu, a później w szkole. Potrzebny mu rodzic. Opoka, jednocześnie mur i drogowskaz – ktoś, kto go ochroni i kto pokaże, w którą stronę iść – uważa Żeromska.

Overparenting - co to jest

Poza rodzicami chcącymi się zakumplować są rodzice „nadwychowywujący” (ci, którzy praktykują overparenting) i ci ciągle latający nad dzieckiem (to rodzicielstwo helikopterowe), bojący się, że jak coś przegapią, to zaprzepaszczą szanse dziecka na życiowy sukces: dobre liceum, świetny uniwersytet, kapitalne zarobki w prężnie rozwijającej się firmie.

Karolina Lewestam mówi, że rodzicielstwo to często podejmowanie decyzji po omacku, chwytanie się przypadkowych opinii, miotanie się od strachu do strachu. Być teraz rodzicem to - jak zauważa w swojej książce - być świętym Jerzym nieudacznikiem, który najpierw próbuje dźgać to tego, to owego smoka, w końcu jednak musi dać za wygraną. Tych smoków-lęków jest zbyt wiele.

- Do tej pory rodzice karmili się głównie lękami prostymi: żeby dziecko nie miało płaskostopia albo żeby dobrze nauczyło się angielskiego - mówi Lewestam. Bywało, że na lękach opierała się decyzja, czy zgodzić się, by dziecko miało TikToka, czy odmówić. I żyło się analizowaniem, które lęki są znośniejsze: czy nie zgodzić się, bo dziecko na TikToku może być hejtowane, a to obniży jego poczucie własnej wartości, czy jednak zgodzić się ze strachu, że jak nie będzie na TikToku, to stanie się klasowym dziwadłem.

- Teraz znaleźliśmy się w sytuacji, gdy trzeba było wejść na zupełnie inny poziom lęków - twierdzi Karolina Lewestam. - Kiedy zagrożenie – najpierw z powodu pandemii, a teraz wojny – ma wymiar egzystencjalny, wszystko w naszym życiu może się zmienić. W tej sytuacji jakieś drobne lęki, które wcześniej wydawały się nam tak istotne, schodzą na drugi plan. Gdyby w grę wchodziła tylko pandemia, to widząc to zachowanie dzieci, to rozprzężenie, powiedziałabym: skutek izolacji, dzieci nie potrafią pracować w grupie, mają - jak mówią – „wywalone”. Teraz jednak weszły zupełnie inne zmienne. Wielu moich znajomych wozi w samochodzie zapasy wody, jedzenia, zawsze mają pełen bak, gdyby trzeba było szybko stąd uciekać. Inni kupują butelki wody, baterie, wkładają to do piwnicy, na wszelki wypadek - podsumowuje.

Jesteśmy serwisem kobiecym i tworzymy dla Was treści związane ze stylem życia. Pamiętamy jednak o sytuacji w Ukrainie. Chcesz pomóc? Sprawdź, co możesz zrobić. Pomoc. Informacje. Porady.

Zobacz także:

Autor:Aleksandra Matczuk

Źródło: Newsweek

Źródło zdjęcia głównego: Fizkes/Getty Images

Pozostałe wiadomości