Fukaj: Odkrycie polskiej sceny muzycznej
Aleksander Wasiluk, znany szerzej jako Fukaj, to młody polski raper, wokalista i autor tekstów, który ma zaledwie 23 lata, a już zdążył wyrobić sobie mocną pozycję na rodzimej scenie muzycznej. Pochodzący ze Szczecina artysta ma na swoim koncie trzy płyty: "Chaos", "Preludium" oraz "Znajdź mnie w tym", a także liczne współprace z czołowymi polskimi twórcami.
Zamiłowanie do muzyki pojawiło się już w szkole podstawowej. - W szóstej klasie zacząłem pisać pierwsze teksty. Początkowo przerabiałem utwory moich ulubionych artystów, udając, że to ja je napisałem. W pierwszej, drugiej klasie gimnazjum powiedziałem, że chcę być muzykiem, że nie ma dla mnie innej drogi - wspomina.
Pierwsze próby były dalekie od ideału. - Pamiętam swój pierwszy tekst. Był parafrazą utworu Pezeta albo Białasa. Mój pierwszy oryginalny tekst mam dalej w biurku u rodziców. Był absolutnie fatalny. Kiedy na niego trafiłem, nie doczytałem do trzeciego wersu - przyznał.
Mimo nieidealnych początków Fukaj konsekwentnie rozwijał swój talent. Owocna i w metaforycznym i w dosłownym tego słowa znaczeniu okazała się pandemia. O Fukaju zrobiło się naprawdę głośno po streamie Maty, podczas którego młody artysta wpłacił 20 zł, by jego utwór "Owoce" został odsłuchany na żywo. Ten ruch okazał się przełomowy. Niedługo później zaledwie 17-letni raper nie tylko zyskał publiczne wsparcie Maty, ale również otrzymał nominację do #Hot16Challenge od samego Quebo, co jeszcze mocniej zwróciło na niego uwagę branży.
- Mata w pandemii miał streama, w którym zbierał pieniądze na pomoc w walce z COVID-em. Jak wysłało się minimum 20 zł, to sprawdzał piosenkę i ją opiniował. No i wysłałem za namową mojej byłej dziewczyny. Jak zareagował, tak zareagował, każdy to widział i potem było Hot 16 Challenge 2, też powiązane z tym jego streamem i nominował mnie Quebo. Dlaczego to zrobił, w sumie nigdy się nie dowiedziałem. Nie mam bladego pojęcia, ale fajnie zrobił. Potem odezwał się SBM, no i oto jestem - opowiadał.
Pierwszy album ukazał się w 2021 roku, kolejny dwa lata później. W całym procesie młodego artystę od początku wspierali rodzice.
- Na początku patrzyli w taki sposób, jak na hobby i dopiero jak przyszło im podpisać kontrakt z wytwórnią, bo ja miałem wtedy 17 lat, więc musiał to rodzic podpisać, to przejrzeli na oczy. Przeglądając te kartki, zdali sobie sprawę, że zrobiło się całkiem poważnie. Zaczęli sprawdzać wtedy wszystko. Dzisiaj żyją tym i czasem moja mama do mnie pisze: słyszałeś nowy numer Okiego?
Na kluczowe i intrygujące pytanie, skąd wzięła się ksywa Fukaj, odpowiedział: - Nie mogę powiedzieć, tajemnica. Dwie osoby wiedzą na świecie. Nawet tutaj siedzący Krzemień, mój menadżer, nie wie - podkreślił.
Fukaj i jego nowa płyta "Znajdź mnie w tym"
23 stycznia odbyła się premiera trzeciego w dorobku Fukaja albumu pod tytułem "Znajdź mnie w tym". Płyta, która opowiada o wyjazdach, o powrotach, o tęsknocie, ale i o odnajdywaniu siebie.
Tytuł nie jest przypadkowy. Jak wyjaśnia autor, fraza "znajdź mnie w tym" towarzyszyła mu przez długi czas podczas pracy nad materiałem. Wracała zwłaszcza w trudniejszych chwilach twórczych. - Kiedy miałem gorszy moment, mówiłem to do siebie. Sam do końca nie wiedziałem, co to znaczy, ale czułem, że to ważne - wyznał.
Nowy album to również wyraźna zmiana brzmieniowa. Fukaj odszedł od klasycznego rapu w stronę bardziej gitarowych, alternatywnych dźwięków. Jak tłumaczy, przełom nastąpił kilka lat temu, gdy postanowił poszerzyć swoje muzyczne horyzonty i przesłuchać nieznane sobie wcześniej albumy.
Kluczowy okazał się wyjazd do legendarnego studia w Anglii, miejsca, w którym nagrywały takie zespoły jak Oasis, The Stone Roses czy The Verve. Miejsce położone w środku lasu, w dawnym tartaku, do którego dostęp możliwy był jedynie łodzią, było kluczem do sukcesu. Trzy tygodnie spędzone tam zimą, bez Internetu i kontaktu ze światem stały się dla artysty najbardziej intensywnym i twórczym okresem w jego życiu.
Fukaj – kocha, przeprasza, dziękuje i rozlicza się z samym sobą
Na albumie nie brakuje emocjonalnych momentów. Jednym z najbardziej poruszających utworów jest "Dziękuję" - osobista opowieść o miłości, stracie i wdzięczności, która wykracza poza oczywiste schematy.
Choć mogłoby się wydawać, że numer powstał tuż po rozstaniu, muzyk przyznaje, że w chwili pisania nie przeżywał akurat takiego doświadczenia. To raczej powrót do dawnych relacji i próba opowiedzenia o nich w sposób, który wcześniej nie wybrzmiał wystarczająco mocno. W utworze padają słowa wdzięczności nie tylko za miłość, ale też za ból i trudne chwile. Dla Fukaja to nie paradoks, lecz konsekwencja życiowej filozofii. Uważa, że nawet najbardziej bolesne doświadczenia mają sens, bo kształtują charakter i przygotowują na kolejne etapy. Z perspektywy czasu to, co wydawało się stratą, może okazać się lekcją, bez której nie byłoby dalszego rozwoju.
- Uważam, że wszystko w życiu się dzieje po coś i te gorsze momenty też kształtują człowieka, więc też warto i za to podziękować, bo w przyszłości może się okazać, że to było bardzo potrzebne – stwierdził.
Na płycie pojawia się też wątek rozliczenia z samym sobą. Mimo młodego wieku artysta już teraz stawia sobie wysokie wymagania i otwarcie mówi o swoim wewnętrznym niedosycie. Nie czuje, że dotarł do miejsca, o którym kiedyś marzył. Wręcz przeciwnie, ma wrażenie, że wciąż jest w drodze. Sukcesy? Cieszą, ale tylko przez chwilę. Gdy wspólny utwór z Vito trafił na pierwsze miejsce listy Airplay, radość szybko ustąpiła myśleniu o kolejnym celu.
Fukaj zaznacza, że nie ma w głowie jednego, ostatecznego "szczytu". Granica stale się przesuwa. Ta ambicja bywa męcząca, nie tylko dla niego, ale i dla otoczenia. Jednak traktuje ją jako siłę napędową. To właśnie nieustanny głód więcej sprawia, że wciąż się rozwija i nie pozwala sobie na stagnację.
"Wszystko znika przy Tobie". Fukaj o miłości, która daje ukojenie
Choć na płycie nie brakuje emocjonalnych rozliczeń, są na niej również momenty wyciszenia. Jednym z nich jest utwór "Wszystko znika przy Tobie", nagrany wspólnie z Zalią. To bardziej subtelna, delikatna odsłona artysty opowieść o bliskości, przy której świat na chwilę przestaje pędzić.
Fukaj zdradza, że takie poczucie spokoju po raz pierwszy pojawiło się w jego życiu, gdy poznał swoją dziewczynę, Wiktorię. To wtedy zrozumiał, że codzienność może smakować inaczej, jeśli dzieli się ją z kimś ważnym. Nawet najprostsze czynności takie jak spacer, rozmowa czy wspólne milczenie nabierają innego znaczenia. Przy odpowiedniej osobie łatwiej zwolnić i naprawdę być "tu i teraz".
- Poczułem, że naprawdę wszystko, co się w życiu robi, może być lepsze z kimś, że te proste rzeczy też są lepsze z tą drugą osobą - ocenił.
Jednak album ma też swoją ciemniejszą stronę. W tytułowym utworze "Znajdź mnie w tym", nagranym z Kasią Lins, dominuje samotność i zagubienie. Piosenka powstała w szczególnym momencie, pod koniec pracy nad płytą, gdy artysta był już wyczerpany i bardzo tęsknił za bliskimi. Podczas jednego z pobytów w Warszawie zatrzymał się w dobrze znanym sobie hotelu.
- Jestem tam bardzo często. I z tego tytułu czasem mnie dają do lepszych pokoi niż te, za które faktycznie zapłaciłem. Jak przyjechałem do Warszawy pod koniec listopada, byłem już strasznie zmęczony tą płytą. Dostałem pokóJ Executive Suite, miał ze 100 metrów kwadratowych. Jak wszedłem do niego i zamknąłem za sobą drzwi, to nigdy w życiu się tak samotnie nie poczułem. Byłem przerażony po prostu tą ilością pustego miejsca. Wtedy siadłem i napisałem ten numer - opowiadał.
Piosenka, która podbiła playlisty
W ubiegłym roku trudno było jej nie usłyszeć. "Zabiorę Cię tam" nagrane wspólnie z Vito szturmem wdarło się na radiowe playlisty i długo utrzymywało się w czołówkach zestawień. To utwór o uczuciu, które nie przychodzi łatwo. O miłości dojrzewającej powoli, wśród niedopowiedzeń, wahań i niepewności.
W tekście padają słowa o cierpliwości i o tym, by nie być dla kogoś jedynie "opcją rezerwową". Fukaj pisał ten numer, wracając myślami do momentu, gdy poznawał swoją obecną partnerkę. Oboje czuli, że rodzi się między nimi coś ważnego, ale towarzyszyła temu typowa "gra" - udawana obojętność, testowanie granic, wzajemne sprawdzanie intencji. Były chwile zwątpienia, kiedy zastanawiał się, czy uczucie na pewno działa w dwie strony.
- Pamiętam, że jak to napisałem i puściłem swojej dziewczynie, to powiedziała: "dobra, to teraz mi wszystko po kolei wytłumacz, o co to chodzi. Każdą jedną rzecz". Siedzieliśmy na kanapie w domu i jej tłumaczyłem po kolei, o co chodzi, to było bardzo słodkie – wspominał.
Na albumie pojawiają się jednak także bardziej osobiste wątki, wykraczające poza relacje romantyczne. W utworze "Pełnia" Fukaj porusza trudny temat związany z ojcem. Tekst powstał kilka lat wcześniej, początkowo bardziej jako forma prywatnego oczyszczenia niż materiał na płytę. Dopiero z czasem zdecydował, że powinien znaleźć się na albumie.
- Napisałem ten utwór szmat czasu temu. To była prawdziwa sytuacja. Tacie pokazałem go na dwa tygodnie przed premierą. Czułem wewnętrzny niepokój, żeby mu to pokazać. To był ciemny okres, jakoś to wyparłem trochę z pamięci (…) Tata wzruszył się bardzo – dodał.
"Złoty bilet" – szansa czy przekleństwo?
W utworze "Złoty bilet" Fukaj dotyka tematu ceny, jaką czasem płaci się za spełnianie marzeń. Padają tam słowa o miłości "zimnej jak herbata", pojawia się też intymna wstawka głosowa – tęsknota i pytanie: "czy jeszcze cię poznaję?". To moment, w którym słuchacz może odnieść wrażenie, że rosnąca popularność zaczyna oddalać od siebie ludzi.
Sam artysta patrzy jednak na swoją drogę bez goryczy. Podkreśla, że kariera przyniosła mu przede wszystkim ogromne spełnienie. Realizuje marzenia, które nosił w sobie od dziecka, i traktuje to jak przywilej, nie ciężar. Nie utożsamia się z narracją "cierpiącego artysty", który narzeka na rozpoznawalność czy zainteresowanie fanów. Jak twierdzi, plusy zdecydowanie przewyższają ewentualne minusy, a wdzięczność to emocja, która towarzyszy mu najczęściej.
- Benefity są dużo wyższe niż jakieś ewentualne negatywy, ale zawsze tak na to patrzę, jestem ultra wdzięczny i ultra szczęśliwy, że mogę być tutaj, gdzie jestem. Bycie na przykład pielęgniarką albo chirurgiem, albo nauczycielem w szkole, to są ciężkie zawody. Dla mnie ta praca to jest największa przyjemność, jaką mogę mieć, pójść do studia albo zagrać koncert, uwielbiam to po prostu - stwierdził.
"Nie wiem, co to dom" – o tęsknocie i szukaniu swojego miejsca
Album zamyka utwór "Nie wiem, co to dom" i nie jest to opowieść o czterech ścianach, ale o stanie, w którym człowiek zaczyna gubić poczucie przynależności. Fukaj pisał ten numer w czasie intensywnych wyjazdów, kiedy życie toczyło się między hotelami, studiami nagraniowymi i kolejnymi miastami. Miał ubrania porozrzucane w kilku miejscach w Polsce, a kalendarz wypełniony do granic. W pewnym momencie przestał orientować się, gdzie właściwie "jest u siebie".
- Nie wiedziałem za bardzo, gdzie się znajduję i to bardziej było o takim fizycznym zagubieniu, że już nie wiesz, gdzie żyjesz tak naprawdę, gdzie masz spać. Wróciłem na cały grudzień do domu i siedziałem w Szczecinie. Naprawdę wtedy zrozumiałem, jak to dla mnie jest ważne – powiedział.
Fukaj "Znajdź mnie w trasie"
W lutym wystartowała koncertowa trasa Fukaja pod nazwą "Znajdź mnie w trasie". Artysta odwiedzi największe miasta w Polsce: 7 lutego zagrał w Poznaniu, 12 lutego wystąpi w Warszawie, 14 lutego we Wrocławiu, 20 lutego w Gdańsku, 21 lutego w Krakowie, a finałem będzie wyjątkowy koncert w rodzinnym Szczecinie 28 lutego.
Materiał z najnowszej płyty w wersji na żywo zyskał zupełnie nową energię. Po intensywnych próbach i pracy nad aranżacjami utwory nabrały koncertowego charakteru.
- Nie mogę się doczekać. Jesteśmy po wielu próbach, naprawdę przygotowaliśmy rewelacyjnie ten materiał i brzmi jeszcze lepiej, w tych żywych aranżacjach niż brzmi na płycie i nie mogę się doczekać, żeby ludzie to usłyszeli. Uwielbiam grać koncerty i bardziej czekam szczerze na trasę niż czekałem na płytę – podsumował.
Zobacz także:
- W 20. urodziny Pectus wspomina swoje początki: "Nic nie mieliśmy, a w lodówce tylko światło"
- Od ich debiutu minęło 25 lat. Myslovitz rusza w trasę z wyjątkowymi gośćmi
- Alicja Majewska i Włodzimierz Korcz. "Doczekałam się epitetu, że wyglądam jak żona dyrektora cyrku"
Autorka/Autor: Nastazja Bloch
Źródło zdjęcia głównego: Dzień Dobry TVN Online