8-letnia Laura została przejechana przez auto nauczycielki, gdy wchodziła do szkoły. "Oskarżona nie przyznała się do winy"

POTRACONE DZIECKO 1_Easy-Resize
Uwaga! TVN. 8-latka przejechana, gdy wchodziła do szkoły. Nauczycielka nie przyznaje się do winy
Na szkolnym parkingu doszło do tragedii. Kiedy 8-letnia Laura wchodziła do budynku, została rozjechana przez wjeżdżającą samochodem nauczycielkę. Po wypadku dziewczynka nie mówi i nie chodzi. Kierująca autem kobieta nie przyznaje się do winy. Kto ponosi odpowiedzialność za to, co stało się na terenie szkoły, miejsca, gdzie dzieci powinny być bezpieczne? Reportaż programu "Uwaga! TVN".

Samochód uderzył w 8-letnią Laurę, kiedy wchodziła do szkoły

- Laura kochała tańczyć, śpiewać, robić akrobacje. A kiedy wydarzył się wypadek, wszystko zmieniło się o 180 stopni – podkreśla Malwina Borkowska, mama Laury.

Dziewczynka nie chodzi, nie mówi, nie połyka. Powinna być uczennicą 4. klasy, a kiedy doszło do tragedii, chodziła do 2.

- Pamiętam, jak tego dnia stanęła uśmiechnięta przed lustrem. Powiedziałam jej: „Laura, wyglądasz dzisiaj pięknie”. I wyjechałyśmy do szkoły. Pożegnała się ze mną i powiedziała, żebym odebrała ją dzisiaj o 13:30, pomachała rączką i pobiegła – wspomina mama Laury.

Główne wejście do szkoły, którym na lekcje wchodzą uczniowie, jest jednocześnie wjazdem na parking dla nauczycieli.

- Laura potknęła się i upadła. Dziecko zaczęło się podnosić, machało ręką, w tym momencie podjechała pani, „schowała” dziecko pod samochodem i kontynuowała jazdę do stanowiska parkingowego, cały czas z dzieckiem pod samochodem – mówi Mariusz Borkowski.

Relację taty Laury potwierdza monitoring, do którego dotarliśmy.

- Dziecko się podnosiło, a ta pani z nim jedzie, nie ma reakcji. Przecież ta pani po tym parkingu jeździła latami – wskazuje tata Laury.

- Gdy ją wyciągnęli, Laura podobno zrobiła tylko duży wdech. W karetce była podjęta próba reanimacji. Zatrzymanie trwało pół godziny, w szpitalu Laura zatrzymała się drugi raz około 18-20 minut – mówi pan Mariusz.

- Jak po raz pierwszy weszłam na OIOM i zobaczyłam dziecko, to było coś strasznego, nie poznałam jej. Była cała spuchnięta – opowiada pani Malwina.

Dlaczego doszło do wypadku? Czy nauczycielka mogła nie zauważyć dziewczynki i dlaczego się nie zatrzymała?

Życie Laury i jej rodziny po wypadku

Po wypadku życie rodziny Laury kompletnie się wywróciło, rodzice non stop muszą opiekować się córką, a mieszkanie stało się domowym hospicjum.

- Laura nie ma funkcji przełykania ani odkaszlania, straciła te funkcje i musimy jej w tym pomóc, trzeba zabrać jej ślinę, wydzielinę, która się zbiera, żeby mogła dobrze oddychać – opowiada mama Laury.

Kto ponosi odpowiedzialność za to, co stało się na terenie szkoły - miejscu, gdzie dzieci powinny być bezpieczne?

- Biegła zeznała, że moment przejechania dziewczynki i ciągnięcia powinien być odczuty – przekazuje Mariusz Pindera z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.

- W oparciu o dowody, oskarżonej zarzucono popełnienie przestępstwa z artykułu 177 paragraf 2 Kodeksu karnego. Chodzi o nieumyślne spowodowanie wypadku w ruchu lądowym, czego skutkiem jest ciężki uszczerbek na zdrowiu. Za to przestępstwo grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności – informuje prokurator Mariusz Pindera. I dodaje: - Oskarżona nie przyznała się do winy i odmówiła składania wyjaśnień.

Parking pod szkołą

Czy kierująca powinna zauważyć dziecko? O sprawę zapytaliśmy byłego policjanta, a obecnie biegłego ds. rekonstrukcji wypadków drogowych.

- Ciężko stwierdzić, czy powstało jakieś martwe pole. Ale jeżeli ono nawet się pojawiło, to przez chwilkę i dalej powinna ją zauważyć – podkreśla Mateusz Strupiński, biegły z zakresu rekonstrukcji drogowych.

- Ruch kołowy, zwłaszcza pod placówką oświatową powinien być wyodrębniony. Dzieci powinny mieć osobne wejście. Nie powinno być takiej organizacji ruchu, gdzie jest to ze sobą połączone. To narażenie dzieci – uważa Mateusz Strupiński.

- W naszej ocenie istnieją poważne wątpliwości, co do tego, w jaki sposób ten parking był zorganizowany – mówi adwokat Maciej Kowalewski. I dodaje: - Po pierwsze, dzieci przechodziły pomiędzy samochodami. Po drugie, nie było tam dyżurów nauczycielskich, podczas którym można nadzorować, jak odbywa się ruch na parkingu.

- Wszyscy, którzy odpowiadają za ten parking – szkoła i gmina, powinni ponieść konsekwencje, bo do tej pory nikt nie poniósł – podkreśla pani Malwina.

Dlaczego z drogi, którą dzieci wchodziły do szkoły, zrobiono plac manewrowy i miejsca postojowe dla samochodów? Niestety nie udało nam się porozmawiać z nikim z dyrekcji szkoły.

Organem prowadzącym szkołę, czyli organem ją nadzorującym, jest burmistrz.

- Szanując spokój poszkodowanych i osoby, która spowodowała wypadek, a także jej rodziny, samorząd nie ma nic więcej do dodania w tej sprawie oprócz wszystkiego, co padło już dwa lata temu – stwierdził Andrzej Hordyj, burmistrz Bielawy pytany o sprawę przez reportera Uwagi!

- Doszło do wypadku, to nie jest zamierzone działanie, że ktoś specjalnie to zrobił. Uważam, że to, co robicie, to bicie piany, odgrzewanie kotleta. My pomagamy – przekonuje burmistrz. Jak dodał, obiekt posiadał wszystkie niezbędne przeglądy, z których wynikało, iż nie ma zagrożeń dla osób z niego korzystających.

Opieka nad Laurą

Rodzice Laury nie mogą pracować, bo oboje czuwają nad córką. Utrzymują się z pomocy - leki, środki i rehabilitacja to wydatek nawet kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie.

- Od sądu oczekuję sprawiedliwości i prawdy, żeby wszyscy, którzy są winni, ponieśli konsekwencje – mówi pani Malwina.

- Chcielibyśmy, żeby ten sen, ten koszmar się skończył. Chcielibyśmy, żeby Laura się wybudziła, żeby jej stan się poprawił, ale wiemy też, że może się to nie wydarzyć – kwituje tata Laury.

Cały reportaż zobacz na stronie Uwagi! TVN.

Zobacz także: