Walka o dziecko - dramatyczne nagranie obiegło sieć. "Niedojrzałość emocjonalna obojga rodziców"

Uwaga! TVN. Walka o dziecko - dramatyczne nagranie obiegło media społecznościowe
Uwaga! TVN. Walka o dziecko - dramatyczne nagranie obiegło media społecznościowe
Źródło: Dzień Dobry TVN
Kilka tygodni temu do redakcji Uwagi TVN zgłosiła się do pani Wiktoria, która od 2 miesięcy walczy o odzyskanie opieki nad 2-letnią córeczką. Według relacji kobiety ojciec ma bezprawnie przetrzymywać dziecko, mimo postanowienia sądu, zgodnie z którym ma ono mieszkać razem z matką. Zobacz reportaż.

Uwaga! TVN. Walka o dziecko

Dramatyczne nagranie z walki o dziecko w galerii handlowej obiegło media społecznościowe. Dostaliśmy od Państwa setki oznaczeń z prośbą o zajęcie się tą sprawą.

Między małżonkami od dłuższego czasu trwa wojna o opiekę nad dziewczynką. Kobieta dokumentuje konflikt nagraniami, które publikuje na swoich mediach społecznościowych.

- [Mąż – red.] wyszedł do mnie z pozwem o rozwód, padło tam, że jestem alkoholiczką, osobą chorą psychicznie i uzależnioną od narkotyków. Jedyne, co było wtedy w mojej głowie, to żeby pani sędzia w to nie uwierzyła. Sąd postanowił, że dziecko będzie zabezpieczone u mnie. Ale on ją zabrał, nie oddał z widzenia. I przez dwa miesiące nie daje zobaczyć córki matce – ubolewa pani Wiktoria.

Gdy ojciec dziewczynki dowiedział się, że realizujemy reportaż poprosił o możliwość przedstawienia swojej wersji wydarzeń. Jak tłumaczy to, że mimo postanowień sądu, nie oddaje matce 2-latki?

- 29 listopada, odbierając dziecko "na kontakt", przeraził mnie widok, który zobaczyłem. Chodzi o grzybicę, zapalenie pęcherza moczowego i opryszczkę. Dodatkowo rozległy liszaj na całą brodę, który krwawił – tłumaczy pan Dominik.

- Wtedy poinformowałem ją [żonę – red.] SMS-owo, że nie wydam dziecka aż nie doprowadzę go do zdrowia – dodaje nasz rozmówca.

Matka 2-latki podkreśla, że ma badania lekarskie potwierdzające, że nic złego się nie działo z dziewczynką, kiedy była pod jej opieką. Posiada także pozytywne opinie pomocy społecznej czy bilans dwulatka, a wszelkie siniaki, jej zdaniem, to normalny efekt zabawy aktywnego dziecka.

Nagranie z galerii handlowej, które obiegło Internet

W połowie grudnia zeszłego roku, po dwóch tygodniach niewidzenia się z córką, kobieta dowiedziała się, że jej mąż razem z dziewczynką będą w centrum handlowym. Pojechała na miejsce, aby się z nimi spotkać. Nagranie z tego zdarzenia pokazuje m.in., jak matka stara się odzyskać dziecko. Widzimy biegających dorosłych i słyszymy krzyki.

- To była zasadzka, to była zorganizowana akcja pod media społecznościowe – uważa pan Dominik, który dziecka nie oddał.

O sprawę zapytaliśmy doktor prawa, specjalizującą się w prawie rodzinnym.

- Może to wynikać z bezradności, powolności wymiaru sprawiedliwości. Rodzic widzi, że ma takie i takie postanowienie i nic się nie dzieje, a nawet kurator był i nie odebrał dziecka, bo dziecku się wielka krzywda nie działa, wówczas postanawia wziąć sprawy w swoje ręce – tłumaczy dr hab. Joanna Dominowska. I dodaje: - Druga przyczyna, to ogromna niedojrzałość emocjonalna obojga rodziców. Na zasadzie – ja ci pokażę, kto postawi na swoim. Mało widzę w tym dobra dziecka. Tu nie ma wygrać matka, nie ma wygrać ojciec i nie mamy zrobić dobrze ani matce, ani ojcu, tylko dziecku.

- Wydaje mi się, że mimo że dobro dziecka ma być podstawowe, to ono wcale nie jest podstawowe. Konfliktem o dziecko czy dzieci ludzie załatwiają nieskończone sprawy między sobą – uważa prawniczka.

W takcie realizacji reportażu, 26 stycznia, warszawski sąd wydał kolejne postanowienie. Jednoznacznie określono w nim, iż miejsce zamieszkania dziewczynki jest przy matce, a dodatkowo ustalono, że od tej pory ojciec może się widywać z dzieckiem jedynie w obecności kuratora. Mężczyzna będzie się odwoływał od tej decyzji, ale zdecydował się na oddanie 2-latki matce.

- Sąd postanowił, żeby wysłać mnie i żonę na wspólną terapię, żeby się dogadać. Mam nadzieję, że ta terapia w obecności terapeuty spowoduje, że dogadamy się – kwituje pan Dominik.

Cały reportaż zobacz na stronie Uwagi! TVN.

Zobacz także: