- Do zdarzenia doszło 30 września około godziny 11 w Białymstoku. Ranni zostali kobieta i jej niespełna dwuletnie dziecko.
- Podejrzewany o atak 49-latek był byłym partnerem kobiety. Mężczyzna uciekł z miejsca zdarzenia.
- Policja poinformowała o śmierci napastnika.
Dalsza część tekstu poniżej.
Białystok. Były partner zaatakował kobietę i dwuletnie dziecko
Informacja o zdarzeniu dotarła do służb w środę, 30 września, około godziny 11. Jak relacjonował na antenie TVN24 reporter Mateusz Grzymkowski, interwencja była prowadzona w białostockiej dzielnicy Dojlidy.
Na numer alarmowy zadzwoniła poszkodowana kobieta. Z jej zgłoszenia wynikało, że w mieszkaniu zaatakował ją były partner. W lokalu przebywało także niespełna dwuletnie dziecko.
- O godzinie 11 na numer alarmowy zadzwoniła kobieta, informując, że została zaatakowana w mieszkaniu przez swojego byłego partnera. W mieszkaniu było również niespełna dwuletnie dziecko. Po zdarzeniu sprawca uciekł z miejsca zamieszkania - potwierdziła podkomisarz Malwina Olszewska z Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku.
Po przybyciu na miejsce zdarzenia funkcjonariusze udzielili pierwszej pomocy kobiecie i dziecku. Oboje mieli obrażenia wymagające interwencji medycznej, dlatego zostali przewiezieni do szpitali.
Podczas czynności prowadzonych na miejscu policjanci znaleźli broń czarnoprochową.
- Potwierdziliśmy, że padły tam strzały - przekazała podkomisarz Malwina Olszewska.
Na obecnym etapie śledztwa nie podano szczegółowych informacji dotyczących przebiegu zdarzenia ani tego, w jakich dokładnie okolicznościach kobieta i dziecko odnieśli obrażenia.
Policjanci prowadzili poszukiwania sprawcy ataku w Białymstoku. Mężczyzna nie żyje
Według ustaleń policji osobą podejrzewaną o przeprowadzenie ataku jest 49-letni były partner poszkodowanej. Mężczyzna miał nałożony przez sąd zakaz zbliżania się do kobiety.
Po zdarzeniu opuścił mieszkanie, zanim na miejsce dotarli policjanci. Funkcjonariusze, równolegle z zabezpieczaniem lokalu i udzielaniem pomocy rannym, rozpoczęli działania zmierzające do jego odnalezienia.
- Finał poszukiwań okazał się tragiczny - powiedziała podkomisarz Malwina Olszewska.
Policja poinformowała, że mężczyzna nie żyje. Przyczyna i dokładne okoliczności jego śmierci pozostają niewyjaśnione. Na tym etapie śledczy nie przedstawili informacji pozwalających przesądzić, co wydarzyło się po opuszczeniu przez niego mieszkania. Z dotychczasowych ustaleń prokuratury wynika jednak, że nie ma podstaw, aby zakładać udział innych osób.
Kluczowe znaczenie będzie miała sekcja zwłok przeprowadzona z udziałem specjalisty medycyny sądowej.
- W najbliższym czasie będzie przeprowadzona sekcja zwłok z udziałem biegłego z zakresu medycyny sądowej. Na razie nic nie wskazuje na udział osób trzecich - poinformował Michał Wojciechowski, zastępca prokuratora Prokuratury Rejonowej Białystok-Południe w Białymstoku.
Jaki jest stan zdrowia zaatakowanej kobiety i dziecka?
Niespełna dwuletnie dziecko zostało przewiezione do Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku. Było przytomne, a lekarze przeprowadzili niezbędną diagnostykę, w wyniku której stwierdzono obrażenia na szyi i podniebieniu. Z tego powodu konieczne było wykonanie zabiegu chirurgicznego. Po operacji dziecko trafiło na oddział intensywnej terapii i anestezjologii.
- Było przytomne, przeprowadzono badania diagnostyczne. Ze względu na obrażenia w obrębie szyi i podniebienia dziecko zostało poddane zabiegowi chirurgicznemu i obecnie przebywa na oddziale intensywnej terapii i anestezjologii. Jego stan jest stabilny - przekazała Aneta Łukowska, rzeczniczka prasowa Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku.
Matka dziecka została przewieziona do Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego im. Jędrzeja Śniadeckiego w Białymstoku. Jak poinformował Mirosław Tarasiuk, zastępca dyrektora placówki do spraw lecznictwa, jej stan także jest stabilny.
Więcej informacji na stronie tvn24.pl.
Zobacz także:
- 13-latek planował zamach w szkole. Wcześniej uśmiercił kilka kotów
- 66-latka zmarła na schodach przychodni. Zgon stwierdzono po ponad trzech godzinach
- Policjanci pobili chorego mężczyznę. "Czułem od nich alkohol"