Feralnej nocy pan Mirek pojechał na stację benzynową, by zatankować auto. Za paliwo płaciło się przy okienku, bo budynek stacji był już zamknięty. Ale w środku spędzało czas trzech znajomych kasjerki. Byli to miejscowi policjanci, w cywilnych ubraniach i po służbie.
- Poszedłem do kasy, żeby zapłacić i coraz bardziej nasilały mi się te ruchy. Wówczas do tankowania podjechał inny samochód. Wysiadł młody człowiek i widząc moje ruchy, zaczął mnie przezywać od narkomanów – relacjonuje pan Mirosław.
Uwaga! TVN. Czym się objawia choroba Parkinsona?
Pan Mirosław od 19 lat zmaga się z chorobą Parkinsona. Dzięki pompie, która podaje non-stop niezbędne leki, funkcjonuje normalnie, choć życie utrudniają mu pojawiające się czasem krótkotrwałe ruchy mimowolne, tzw. dyskinezy.
Tej nocy dyskinezy nadeszły właśnie podczas tankowania. Pan Mirosław zamierzał przeczekać nagłe dolegliwości i dopiero wtedy wrócić do domu, ale jeden z klientów stacji wszczął alarm, biorąc go za narkomana.
Po chwili z budynku wybiegło trzech mężczyzn i bez ostrzeżenia zaatakowało pana Mirosława, jak się później okazało - byli to policjanci po służbie. Gdy klient-sygnalista zobaczył, co się dzieje, próbował stanąć w obronie pana Mirosława, ale wtedy jeden z policjantów powalił także i jego.
- Wołałem, że jestem chory na Parkinsona. I później, kiedy lekko straciłem przytomność, doszło słowo "pomocy" – przywołuje pan Mirosław.
O sprawę zapytaliśmy policję.
- Jego zachowanie jasno wskazywało, że nie powinien prowadzić pojazdu. Potwierdzili to ratownicy medyczni – stwierdza Marcin Szopa, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Będzinie.
Niedługo po zdarzeniu rozmawialiśmy z szefem miejscowego pogotowia. Relacja naszego rozmówcy przeczy wersji policji.
- Pacjent był wydolny krążeniowo oraz oddechowo. Był w pełnym kontakcie logicznym. Nie miał deficytów neurologicznych – podkreślał Piotr Szwedziński, zastępca dyrektora pogotowia ratunkowego w Sosnowcu.
Do sądu trafił akt oskarżenia
Dziś, blisko rok po pobiciu, sprawę skończyła badać prokuratura. Efektem śledztwa jest akt oskarżenia skierowany wobec wszystkich trzech funkcjonariuszy.
- Dwóch oskarżonych stanęło pod zarzutem udziału w pobiciu Mirosława K., narażającym go na ryzyko utraty życia lub powstanie uszczerbku na zdrowiu. Co do trzeciego funkcjonariusza, usłyszał on zarzut pomocnictwa – mówi Bartosz Kilian, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu.
Prokuraturze bardzo pomogły nagrania z monitoringu, ale też filmik pasażera auta należącego do świadka.
Na telefonicznym nagraniu dokładnie widać pobicie, ale też słychać, że żaden z policjantów nie próbuje się przedstawić. Wobec pana Mirosława pada za to wiązanka przekleństw i gróźb.
- W połowie zdarzenia jeden z mężczyzn powiedział, że jest policjantem. A najśmieszniejsze jest to, że choć wyciągnął "blachę", to dalej mnie okładali – mówi pan Mirosław.
- Osoby te, choć początkowo odmówiły składania wyjaśnień, nie przyznając się do winy, to w późniejszej fazie śledztwa złożyły dość obszerne wyjaśnienia. Twierdziły, iż działały celem ochrony porządku publicznego. Zdaniem prokuratora działanie oskarżonych nie było uprawnioną interwencją – podkreśla prokurator Bartosz Kilian.
Policjanci byli pod wpływem alkoholu?
Jest jeszcze jedna ważna rzecz, na którą zwrócił wówczas uwagę pan Mirosław.
- Czułem od nich alkohol – mówi mężczyzna.
- Dopiero prokurator podczas śledztwa zabezpieczył nagranie z monitoringu wewnątrz stacji i okazało się, że pan Mirek miał rację. Policjanci, którzy go pobili, pili tam wcześniej alkohol – mówi reporter Uwagi! Tomasz Patora.
- Zabezpieczono również rejestr zakupów. Pozwoliło to na ustalenie, że rzeczywiście doszło do zakupu alkoholu przez jedną z tych osób i późniejszej konsumpcji – potwierdza prokurator Bartosz Kilian.
To, w jakim stanie byli agresorzy, można było stwierdzić już kilka minut po zdarzeniu, kiedy na miejsce pobicia przyjechał umundurowany policyjny patrol. Byli w nim jednak koledzy napastników.
- Do umundurowanych policjantów powiedziałem, że zostałem pobity przez osoby, które się właśnie oddalają. Na co jeden z policjantów powiedział, że oni twierdzą, że to ja ich zaatakowałem - przywołuje pan Mirosław.
- Choć pan Mirek mówił, że od funkcjonariuszy, którzy go bili, czuć było wódkę, policjanci z patrolu nie przebadali kolegów alkomatem i po prostu pozwolili im odejść. Jeden z nich odjechał ze stacji autem – opowiada Tomasz Patora.
Czy policjanci, którzy pozwolili odejść funkcjonariuszom po cywilnemu, poniosą konsekwencje?
- Wobec policjantów zastosowane zostały rozmowy instruktażowe oraz rozmowy dyscyplinujące – stwierdza rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Będzinie.
Widząc skutki policyjnej solidarności, pan Mirosław zawiadomił o sprawie prokuraturę i naszą redakcję. Niedługo później opublikowaliśmy reportaż na temat skandalicznego pobicia.
- Miałem duże wątpliwości, czy jest sens rozpoczynać tę walkę, ponieważ wiedziałem, że może być to zamiecione pod dywan – mówi pan Mirosław.
- Tuż przed publikacją naszego reportażu na oficjalnej stronie śląskiej komendy zamieszczono pochwałę napaści na pana Mirka, który rzekomo stwarzał zagrożenie dla życia i zdrowia innych i nie reagował na polecenia. Nagranie z monitoringu zmanipulowano, starannie wycinając całą sekwencję "bohaterskiej" interwencji i pobicia chorego mężczyzny przez napitych funkcjonariuszy – zwraca uwagę Tomasz Patora.
- Komunikat pełnił funkcję prewencyjną i profilaktyczną i dotyczył kampanii "Widzisz - reaguj", nie był zmanipulowany – stwierdza mł. asp. Marcin Szopa.
Mimo dostępu do nagrań z monitoringu, wyjaśnianie sprawy pobicia przez policję w wewnętrznym postępowaniu dyscyplinarnym trwało prawie rok. Decyzję podjęto dopiero, gdy znany był już wynik toczącego się równolegle śledztwa prokuratury.
- Komendant powiatowej policji w Będzinie wydał orzeczenie, uznając, że funkcjonariusze dopuścili się przewinień dyscyplinarnych i jednocześnie komendant zastosował najsurowszą z kar, mianowicie wydalenie funkcjonariuszy ze służby – mówi mł. asp. Marcin Szopa.
Pan Mirosław został skierowany na kompleksowe badania
- Kiedy ujawniliśmy sprawę skandalicznego pobicia, stróże prawa wysłali pana Mirka na kompleksowe badania zdolności psychofizycznych do prowadzenia pojazdów – opowiada reporter Uwagi! Tomasz Patora.
- Wszystko przeszedłem pozytywnie – podkreśla dziś pan Mirosław.
- Wielkim sukcesem organów ścigania byłoby udowodnienie tego, że mój klient nie może prowadzić pojazdów mechanicznych. Niewątpliwie następnego dnia pojawiłby się komunikat prasowy komendy o tym, jakimi bohaterami są funkcjonariusze – mówi adw. Bartosz Kierkowski z kancelarii "Reck i Partnerzy".
Zdaniem pana Mirosława jego przykład pokazuje, że w policji powinny być prowadzone szkolenia w zakresie wiedzy na temat choroby Parkinsona.
- Jeśli jest taka potrzeba, to jestem otwarty na wszelkiego rodzaju współpracę. Jeżeli Śląska Policja jest zainteresowana, jestem do dyspozycji – deklaruje pan Mirosław.
Wszystkie reportaże Uwagi! można obejrzeć w Player.pl >>>
Zobacz także:
- Czy 18-letni Kuba padł ofiarą niebezpiecznego wyzwania? Kulisy dramatycznej śmierci
- Kto jest winny śmierci 8-letniego Oskara? "Będziemy walczyć dla niego do końca"
- Obsesyjna zazdrość i agresja byłego policjanta. "Wyjął broń, powiedział, że nie pozwoli mi z nikim być"