Obsesyjna zazdrość i agresja byłego policjanta. "Wyjął broń, powiedział, że nie pozwoli mi z nikim być"

Uwaga! TVN
Uwaga! TVN. Obsesyjna zazdrość i agresja byłego policjanta
Źródło zdj. gł.: Uwaga! TVN
Pani Agnieszka i jej nastoletnia córka od lat żyją w strachu przed dawnym partnerem kobiety: byłym policjantem, który groził kobiecie śmiercią. Reportaż programu Uwaga! TVN.

Pani Agnieszka samotnie wychowuje nastoletnią córkę. Od trzech lat żyją w ciągłym poczuciu zagrożenia: są nękane przez jej byłego partnera. Uciekły przed nim do innego miasta, ale je odnalazł. Kilka dni temu czekał pod ich domem o świcie, gdy kobieta wychodziła do pracy.

- Nagle słyszę męski głos: „Co, zaspało się?”. Tak się wystraszyłam, że nie miałam świadomości, że tak głośno krzyczę. On był pełen agresji, pomyślałam, że zaraz coś mi się stanie i nie dojdę do przystanku autobusowego. Było rano, jeszcze ciemno, wokoło nie było żywej duszy, dopiero na przystanku stało parę osób. Pobiegł za mną, powiedział: „Nie spotkasz się? Będzie gorzej niż było”. Stwierdził, że mnie zaj…. Powiedział też, że nie wiem nawet, jak dobrze potrafią się palić drzwi – przywołuje pani Agnieszka.

Nasza rozmówczyni pokazuje nam wiadomości w telefonie:

„Zniszczę cię, będzie jazda, zginiesz, nic nie zrobisz, zas…, bo cię zjem. Zaczęłaś wojnę, ja ją skończę. Pamiętaj, będę jeszcze gorszy i nie tylko ja. Uwierz mi, że na Włochach znam nygusów, którzy muszą mi się odwdzięczyć. Będą mieli okazję”, cytuje kobieta.

Odeszła od mężczyzny poznanego w internecie

Koszmar zaczął się w 2023 roku, gdy kobieta zdecydowała się odejść od mężczyzny poznanego rok wcześniej w internecie. Mariusz K. nie potrafił pogodzić się z rozstaniem. Zaczął ją śledzić, nocami wystawał pod jej oknami, był obsesyjnie zazdrosny. Groził.

- Cały czas byłam obserwowana. Obserwował każde wyjście z klatki. Potrafił też być o 1 w nocy pod oknami i wyzywać mnie. Potrafił przyczepić mi GPS pod siodełko, wiedział, gdzie jestem – opowiada pani Agnieszka.

Pewnego dnia doszło do sytuacji, która szczególnie przeraziła panią Agnieszkę. Gdy wyszła na zakupy, stalker nagle zastąpił jej drogę. Miał przy sobie plecak. Otworzył go.

- Wyjął Glocka, broń. Nie znam się, ale wygooglowałam, że to prawdziwa broń, nie zabawka. Powiedział, że ma dwa naboje, że on nie ma nic do stracenia, a ja mam. Że jedna kulka dla mnie, druga dla niego. Że jak mnie zobaczy z kimś, to sprzątnie tego kogoś. Powiedział, że nie pozwoli mi nigdy z nikim być – przywołuje pani Agnieszka.

Mężczyzna, który prześladuje kobietę i jej córkę, to były policjant. Służbę pełnił 3 lata i zwolnił się na własną prośbę w 2003 roku. W ostatnich latach był kilkukrotnie karany, m.in. za oszustwa i groźby.

Uwaga! TVN. O sprawie powiadomiona została policja

W sprawie katastrofy budowlanej wszczęte zostało śledztwo. Zdaniem prokuratury przyczyną katastrofy były prace wykonywane w związku z instalacją kamer monitoringu. Zarzuty, zagrożone karą 8 lat pozbawienia wolności, usłyszał szef firmy.

- Trudno mi sobie wyobrazić odpowiedzialność, jaka jest mi przepisywana względem prac, które wykonywaliśmy. Nie były to prace wyburzeniowe – podkreśla pan Radosław.

Jak wyglądały czynności, w wyniku których miało dojść do zawalenia się hali?

- Wykorzystywaliśmy wiertarkę udarową akumulatorową i wykonywaliśmy odwierty. Następnie w otworach osadzaliśmy koszulki kołków, a potem wkręcaliśmy śruby – pokazuje pan Radosław.

Według opinii powołanego przez prokuraturę biegłego, wywiercenie kilku otworów, miało naruszyć wielotonową konstrukcję. Odpowiedzialność ma ponosić za to pan Radosław jako szef firmy, która montowała monitoring.

- Przewiercenie elementu metalowego w belce czy stropie betonowym wiertłem do betonu, wiertarką akumulatorową, czyli urządzeniem, które nie ma wielkiej mocy, jest wręcz niemożliwe – podkreśla pan Radosław.

- Nie wiem, kto zawinił, ale uważam, że to absurd, żeby kołek mógł spowodować zawalenie się hali – uważa żona jednej z ofiar.

Mława. Opinie ekspertów na temat możliwych przyczyn katastrofy

O komentarz na temat opinii biegłego poprosiliśmy dwóch niezależnych ekspertów z dziedziny budownictwa i architektury.

- Każdy, kto wiercąc jakiś otwór w ścianie, natrafił na pręt zbrojeniowy, wie, że jego przewiercenie czy uszkodzenie jest niezwykle trudne. Główne zbrojenie dźwigarów dachowych jest wykonane ze stali o wytrzymałości nawet cztery razy większej od powszechnie stosowanych prętów zbrojeniowych. Nie ma możliwości ich uszkodzenia ręczną wiertarką – podkreśla mgr inż. Karol Wojciechowski.

- Na zdjęciach, na których pokazany jest wkręt, nie ma przerwania stali. A przerwanie jednej czy dwóch strun w dźwigarze, który spełnia wymagania bezpieczeństwa konstrukcji, nie powinno spowodować, że konstrukcja się zawali – ocenia mgr inż. Mariola Berdysz.

O sprawę zapytaliśmy prokuraturę.

- Postępowanie jest w toku, można je jeszcze uzupełnić innymi dowodami – stwierdza Bartosz Maliszewski z Prokuratury Okręgowej w Płocku. I dodaje: - Zarzuty pojawiły się kilka tygodni temu, w dalszym ciągu prowadzone jest postępowanie dowodowe. Prokurator oczekuje na wynik kontroli, prowadzonej w związku z tym zdarzeniem przez Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego.

Zgodnie z przepisami taki obiekt musi przechodzić regularne kontrole techniczne. Za niedopełnienie tego obowiązku właścicielowi obiektu grozi odpowiedzialność karna. Czy takie kontrole były zlecane i jaki był ich wynik?

Zapytaliśmy o to właściciela zawalonej hali, lokalnego przedsiębiorcę działającego w branży budowlanej.

- W tej chwili nie odpowiem. Nie pamiętam – stwierdza mężczyzna.

Niecałe pół roku przed katastrofą, właściciel hali zdecydował się na rozbiórkę części budynku. Rozebraną część i halę, która uległa zawaleniu, łączyła wspólna ściana.

- Chyba tego nie było. Nie wiem – stwierdza właściciel hali pytany o to, czy miał pozwolenie na rozbiórkę.

- Główną przyczyną zawalenia hali był jej zły stan techniczny, który również został odnotowany przez biegłego. Ta informacja, oprócz tego, że została odnotowana, nie została rozwinięta. Wszystko się skupiło na tym, że chodzi o parę otworów i brak zachowania BHP. W mojej opinii prawda leży gdzie indziej – kwituje mgr inż. Karol

Cały reportaż zobacz na stronie Uwagi! TVN.

Zobacz także:

Źródło: Uwaga! TVN
Autorka/Autor: wg/LB
Reporter: Ewa Wąsek