Zamiast uciekać, zaczynamy nagrywać. Dlaczego nie wiemy, jak zachować się w sytuacji zagrożenia?

Jak się zachowujemy w sytuacji zagrożenia?
Jak się zachowujemy w sytuacji zagrożenia?
Źródło: champja/Getty Images
Kiedy dzieje się co groźnego, jednym z mechanizmów obronnych jest ucieczka. Niestety ta reakcja nie uruchamia się u każdego. Dlaczego część z nas zamiast zadbać o swoje życie i zdrowie, np. wyciąga telefon i zaczyna nagrywać niebezpieczne zdarzenie? Czy nasze naturalne instynkty zostały stępione? O tym z serwisem dziendobry.tvn.pl porozmawiała psycholog i psychoterapeutka Aleksandra Nowak.  

Dalsza część tekstu znajduje się poniżej.

Jak lęki wpływają na nasze życie?
Jak lęki wpływają na nasze życie?
Źródło: Dzień Dobry TVN

Jak zachowujemy się w sytuacji zagrożenia?

Katarzyna Oleksik, dziendobry.tvn.pl: Kiedy w szwajcarskim klubie w czasie zabawy sylwestrowej wybuchł pożar, spora grupa młodych ludzi, zamiast uciekać, wyciągnęła telefony i zaczęła nagrywać. Dlaczego?

Aleksandra Nowak, psycholog, psychoterapeuta, PsychoMedic: W sytuacji realnego zagrożenia mogą uruchamiać się różne mechanizmy obronne. W tym przypadku, zamiast odruchowej, biologicznej i ewolucyjnie ukształtowanej reakcji obronnej, typu "walcz albo uciekaj", pojawiła się obrona psychiczna, zwana rozszczepieniem. W praktyce znaczy to, że doszło do oddzielenia przeżywania od działania. Dotknięte zagrożeniem osoby, zamiast doświadczać pożaru jako czegoś, co dzieje się "im" i wymaga natychmiastowej reakcji, psychicznie przesunęły się do pozycji obserwatorów wydarzenia.

I jeśli przyjmiemy taką perspektywę, to nagrywanie telefonem, pozwoliło tym osobom, zachować dystans wobec lęku i zagrażającego życiu doświadczenia, zamieniając to realne wydarzenie w obraz, czyli coś, co się ogląda, a nie coś, przed czym trzeba uciekać. Pożar był rejestrowany, ale nie doświadczany jako realne niebezpieczeństwo "tu i teraz", więc choć filmowanie pozwoliło oddalić lęk, to jednocześnie sparaliżowało zdolność do działania. Co więcej, psychiczna obrona jednostki spotyka się tu z procesem społecznym, w którym bierność widziana u innych, zaczyna uchodzić za normę.

Czy to, co się stało, nie jest też znakiem naszych czasów i pokazuje, jak nasza perspektywa i wartości się zmieniły? Konieczność zarejestrowania czegoś jest ważniejsza niż zdrowie i życie.

Trudno całkowicie oderwać to zachowanie od kontekstu współczesności, w której technologia stała się stałym pośrednikiem naszego kontaktu z rzeczywistością. Rejestrowanie zdarzeń jest dziś dla wielu osób niemal automatycznym sposobem reagowania, także wtedy, gdy dzieje się coś niepokojącego. Nie chodzi jednak wyłącznie o pojedyncze sytuacje kryzysowe, ale o szersze zjawisko, w którym korzystanie z technologii bez umiaru, może zniekształcać kontakt z własnym doświadczeniem, z ciałem, z poczuciem bycia w świecie i z innymi ludźmi. Widać to szczególnie wyraźnie u nastolatków, choć warto pamiętać, że oni nie funkcjonują w próżni i uczą się sposobu reagowania, obserwując nie tylko rówieśników, ale też dorosłych. Kamera nie pojawia się więc znikąd, lecz wpisuje się w szerszy model obecności w rzeczywistości, w którym ważniejsze bywa zarejestrowanie zdarzenia niż bycie w nim.

Czy technologia zmieniła nasze rozumienie zagrożenia?

Czyli winna jest po części technologia?

Po części można tak powiedzieć. Problemem nie jest sama technologia, tylko to, że w świecie, w którym wiele osób ma trudność z regulacją emocji i samoregulacją, zaczyna ona pełnić funkcję zastępczą. Dla osób bardziej zagubionych czy przeciążonych może wzmacniać trudności, które istniały już wcześniej i oddalać od realnego działania, zamiast w nim pomagać.

Wróćmy na chwilę do emocji i samoregulacji. Dlaczego sobie z nimi nie radzimy? Na przestrzeni ostatnich kilku, może kilkunastu lat mówi się o tym coraz więcej. Wcześniej nie mieliśmy takich problemów?

Rzeczywiście, w ostatnich latach dużo mówi się o zdrowiu psychicznym i o tym, że różne trudności o takim podłożu przestają razić, a wręcz przeciwnie, zaczynają być postrzegane jako naturalna część życia i element dbania o własny rozwój. Jednak nie chciałabym diagnozować dawnych czasów. Problemy psychiczne istniały od zawsze, tyle że trudno było je uznawać i otwarcie się nimi zajmować. Często barierą był ograniczony dostęp do wsparcia, poczucie wstydu lub brak społecznego przyzwolenia, czyli coś, co dziś nie tylko jest znacznie mniejsze, ale raczej zmierza w odwrotnym kierunku. Jednocześnie brak powszechnej technologii i świadomości pomocy,  w przeszłości sprawiał być może, że ludzie bardziej polegali na sobie nawzajem i musieli budować doświadczenia "na żywo", ucząc się m.in. myślenia, współpracy oraz zaufania.

Myślę, że to wszystko wymuszało bezpośrednie zaangażowanie w życie, relacje i pozwalało kształtować więzi, które dawały innego rodzaju poczucie przynależności. Mimo to, nie powiedziałabym, że emocje i napięcia były łatwiejsze do zniesienia niż teraz.

Pewne jest, że współczesny świat, przesycony technologią, może "pomóc" niektórym odcinać się od własnych przeżyć, doznań i kontaktu z ciałem, ze sobą. Ludzie coraz bardziej skłaniają się ku szybkim i gotowym rozwiązaniom w kontekście szeroko pojętego radzenia sobie i unikania wewnętrznych konfliktów oraz niejasności, co może rzutować również na to, jak radzą sobie w sytuacji zagrożenia.

Czy młodzi ludzie potrafią przewidywać zagrożenie?

A może zabrakło troszkę wyobraźni? Młodzi ludzie bardzo często nie zdają sobie sprawy, że pewne działania, których się podejmują, mogą mieć fatalne skutki?

To prawda. Młodzi ludzie nie zawsze potrafią przewidywać konsekwencje. W dużej mierze wynika to z tego, że ich kora przedczołowa nie jest jeszcze wystarczająco rozwinięta, a to właśnie ona odpowiada za ocenę sytuacji, przewidywanie i podejmowanie działań adekwatnych do sytuacji.

To, co można zrobić, żeby takie sytuacje się nie powtarzały? Jak nauczyć młodych ludzi, że w sytuacji zagrożenia trzeba uciekać, a nie rejestrować telefonem, to, co się dzieje?

Potrzebna jest forma psychoedukacji, która pomoże im zrozumieć swoje emocje, reakcje ciała i mechanizmy, jakie w nich działają.

Jednocześnie ważne jest, żeby dorośli, rodzice, opiekunowie i nauczyciele również byli świadomi własnych reakcji i sposobu, w jaki dzieci je naśladują. Warto byłoby ukierunkować młodych ludzi, żeby mieli kontakt z własnym wnętrzem, żeby nauczyli się go słuchać i żeby zrozumieli, że nie ogranicza się ono tylko do tego, co nagramy i pokażemy światu w social mediach. Nasze wnętrze jest znacznie głębsze i bogatsze. I na pewno, potrzebne jest szersze, społeczne zastanowienie się nad tym, jak kontaktujemy się ze sobą i ze swoimi emocjami, bo dopiero w takim kontekście młodzi ludzie mogą odzyskać naturalny instynkt reagowania w sytuacjach zagrożenia.

I znowu wracamy do technologii. To pokazuje, że to, co miało ułatwiać nam życie, staje się bronią obosieczną i zaczynamy trochę obrywać rykoszetem. Myśli Pani, że przyjdzie moment, kiedy ponownie zwrócimy się w stronę bardziej analogowego świata?

Można mieć nadzieję, że tak będzie, ale kiedy i czy nastąpi to przesunięcie – nie potrafię na to odpowiedzieć. Jednak z całą pewnością coraz bardziej dostrzegamy i rozumiemy, że technologia nie zawsze działa na naszą korzyść, że korzystanie z niej pociąga za sobą, często bardzo groźne, konsekwencje.

Zobacz także:

Czytaj także: