Młodzi wierzą bardziej influencerom niż lekarzom. "Może kosztować ludzkie życie"

Zmartwiona dziewczyna patrzy w ekran telefonu komórkowego
Młodzi dorośli a medyczna dezinformacja. Dlaczego wierzą influencerom?
Źródło zdj. gł.: Valeriy_G/GettyImages
Dla wielu młodych osób medyczne porady z mediów społecznościowych są bardziej wiarygodne niż zalecenia specjalistów. Eksperci alarmują, że skala zjawiska jest ogromna, a pozornie niewinne treści o dietach, suplementach i "naturalnych metodach leczenia" mogą prowadzić do porzucania skutecznych terapii i groźnych konsekwencji zdrowotnych. Jakich? Dowiesz się z artykułu.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Klatka kluczowa-209685
Zdrowie, reset, towarzystwo – po co jeździmy do sanatoriów? - napisy
Źródło: Dzień Dobry TVN

Młodzi dorośli a medyczna dezinformacja - dlaczego jest niebezpieczna?

Młodzi dorośli należą dziś do grup najbardziej podatnych na medyczną dezinformację, a internetowi guru zdrowia często zdobywają większe zaufanie niż lekarze.

- Zdecydowanie obserwujemy zjawisko o bardzo dużej skali. Wokół zdrowia powstał cały rynek oparty na prostych odpowiedziach na bardzo złożone problemy. To już nie tylko klasyczne teorie spiskowe. Coraz częściej są to narracje wykorzystujące pojedyncze badania, wyrwane z kontekstu fakty czy półprawdy, które następnie służą do sprzedaży określonych produktów lub usług - powiedziała w rozmowie z PAP dr Dorota Sikora, dyrektorka Biura Rankingów Akademickich i Komunikacji Naukowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, badaczka dezinformacji. Ekspertka jest współautorką raportu "Dezinformacja medyczna", z którego dowiadujemy się wiele o mechanizmach tego zjawiska, jego skutkach i sposobach przeciwdziałania.

- Szczególnie widoczne jest to w obszarze treści lifestylowych. Jeszcze kilka lat temu dominowały głównie narracje antyszczepionkowe. Dziś coraz większą rolę odgrywają teorie żywieniowe. W internecie można znaleźć obietnice, że odpowiednia dieta, suplement albo "oczyszczenie organizmu" rozwiążą niemal każdy problem zdrowotny. Popularność zdobywają treści o pasożytach, cudownych właściwościach witamin czy dietach mających leczyć wszystko - od migren po nowotwory. Natomiast zjadanie całej kostki masła na jedno posiedzenie ma być elementem "zdrowej wysokobiałkowej diety"- wyliczyła Wioletta Samborska, dyrektorka Centrum Odkryć Medycznych UMW i menedżerka, również współautorka wspomnianego raportu.

- Ale największy problem zaczyna się wtedy, gdy takie przekazy skłaniają ludzi do porzucania terapii zaleconych przez lekarzy - ostrzegła ekspertka.

Czy eksperci mają szansę w starciu z medyczną dezinformacją w internecie?

W rozmowie z PAP specjalistki zwróciły uwagę również na to, że emocjonalne treści rozchodzą się szybciej niż spokojne komunikaty naukowe, w związku z czym mają nad nimi przewagę.

- Są prostsze i lepiej współgrają z algorytmami mediów społecznościowych. Badania pokazują, że treści odwołujące się do emocji rozprzestrzeniają się wielokrotnie szybciej niż informacje oparte na faktach. Nie oznacza to jednak, że należy się poddać. Brak reakcji oznaczałby oddanie całej przestrzeni osobom, które chcą na dezinformacji zarabiać - stwierdziła dr Sikora.

- W sieci można znaleźć porady zachęcające do picia boraksu, korzystania z niesprawdzonych kroplówek witaminowych czy rezygnacji z leczenia na rzecz "naturalnych metod". Najgroźniejsze jest jednak nie samo stosowanie takich praktyk, ale to, że prowadzą one do utraty zaufania do lekarzy i medycyny opartej na dowodach. Pozornie niewinne treści mogą być początkiem drogi prowadzącej do odrzucania szczepień, przerywania terapii onkologicznych czy korzystania z pseudoterapii - dodała Wioletta Samborska.

- Dane pokazują wyraźny spadek zaufania do autorytetów naukowych. Jednocześnie wiele osób nie dostrzega związku między nauką a swoim codziennym życiem. To tworzy przestrzeń dla osób oferujących łatwe odpowiedzi na trudne pytania - zauważyła dr Sikora.

Czym są "Zombie Papers"?

Ekspertki opowiedziały także o tak zwanych "Zombie Papers", czyli "naukowych trupach", a także zagrożeniach, jakie niosą.

- To publikacje naukowe, które zostały wycofane z obiegu z powodu błędów metodologicznych, nierzetelności lub fałszywych danych. W świecie nauki już nie istnieją - wyjaśniła dr Sikora.

- Problem polega na tym, że internet niczego nie zapomina. Takie prace nadal krążą w sieci i są przedstawiane jako dowód na rzekomo ukrywaną przez "Big Farmę" prawdę. Klasycznym przykładem jest głośna publikacja Andrew Wakefielda sugerująca związek szczepień z autyzmem. Artykuł został wycofany, a jego ustalenia wielokrotnie obalone. Mimo to do dziś jest wykorzystywany przez środowiska antyszczepionkowe - zaznaczyła druga ze specjalistek.

Jakie są skutki medycznej dezinformacji?

Współautorki raportu przytoczyły też kilka konkretnych przykładów niebezpiecznych dla zdrowia publicznego wydarzeń, będących skutkiem medycznej dezinformacji.

- W Japonii wystarczyło kilka nagłośnionych przez media historii o rzekomych powikłaniach po szczepieniu przeciw HPV, by wyszczepialność runęła z poziomu około 80 proc. do mniej niż 1 proc. Zarzutów wobec szczepionki nigdy nie potwierdzono, ale skutki paniki okazały się realne. Szacuje się, że przełożyło się to na dziesiątki tysięcy dodatkowych zachorowań na raka szyjki macicy i tysiące zgonów. To jeden z najlepiej udokumentowanych przykładów tego, że medialna dezinformacja może kosztować ludzkie życie - wskazała Wioletta Samborska.

- W naszym szpitalu widzimy również inne konsekwencje. Część pacjentów nie stosuje się do zaleceń lekarskich, przerywa terapię albo wybiera alternatywne metody leczenia. Zdarza się, że po miesiącach oczekiwania na wizytę specjalistyczną rezygnują z konsultacji, ponieważ wcześniej trafili do naturopaty, energoterapeuty czy osoby sprzedającej kosztowne suplementy obiecujące szybkie efekty - podsumowała.

Zobacz także:

Źródło: PAP/mir/kcz/
Autorka/Autor: Oprac. Regina Łukasiewicz
Czytaj także: