Paragony grozy nad morzem. Turyści ostrzegają przed wysokimi rachunkami
Szczególnie w sezonie letnim ceny popularnych dań i przekąsek potrafią zaskoczyć nawet osoby przyzwyczajone do wakacyjnych wydatków. Najwięcej kontrowersji budzą rachunki za smażone ryby, gofry czy lody kupowane w punktach położonych tuż przy nadmorskich deptakach.
- Zdarzyło się kiedyś nam pojechać nad morze. Za dwa dania z ryby zapłaciliśmy około 250 zł. To było już sporo - wspomina jedna z turystek.
Inni zwracają uwagę na sposób naliczania opłat za ryby sprzedawane na wagę.
- Zapłaciliśmy ogromne pieniądze, bo pani nie zapytała, ile ma ważyć ryba. Dostaliśmy bardzo duże porcje, a końcowa kwota okazała się niebotyczna - relacjonuje kolejna osoba.
Jak podkreślają eksperci z branży gastronomicznej, problem często wynika z braku dokładnej informacji o sposobie ważenia produktu. Ryby są sprzedawane na wagę, a różne lokale stosują odmienne zasady. Zdarza się, że w menu podawana jest cena za 100 gramów samej ryby, natomiast do końcowej wagi doliczana jest panierka, dodatki czy cytryna.
Sprawdziliśmy orientacyjne ceny dorsza w kilku nadmorskich miejscowościach. W Trójmieście za 100 gramów tej ryby trzeba zapłacić średnio od 17 do 19 zł, natomiast we Władysławowie od 15 do 16 zł. Warto jednak pamiętać, że są to ceny orientacyjne, które mogą się zmieniać wraz z sezonem.
Przedstawiciele branży gastronomicznej tłumaczą podwyżki rosnącymi kosztami prowadzenia działalności.
- Niestety koszty pracy są bardzo wysokie. Każdy przedsiębiorca wie, jak drogi jest dziś pracownik. Do tego dochodzi koszt surowca, a ryby są coraz droższe - podkreślają restauratorzy.
Zdaniem właścicieli lokali gastronomicznych dorsz stał się dziś produktem premium. Jak zauważa jeden z restauratorów z Sopotu, jeszcze kilka lat temu krewetki uchodziły za towar luksusowy, obecnie natomiast są bardziej powszechne niż dorsz.
Szefowie kuchni zwracają uwagę, że ceny ryb w hurcie wzrosły w ostatnich latach bardzo znacząco.
- Do roku ubiegłego to jest wzrost zakupu ryb w hurcie o około 20%. Natomiast w przeciągu ostatnich pięciu lat, jak tutaj rozpocząłem swoją karierę w tej restauracji, to jest wzrost około 200% - dodał Dawid Leśniak, szef kuchni w restauracji w Gdyni.
Jak nie dać się oszukać i uniknąć "paragonu grozy"?
Coraz więcej restauracji i smażalni ryb stara się wychodzić naprzeciw oczekiwaniom klientów, oferując przejrzyste zasady rozliczeń. Jednym z rozwiązań są gotowe zestawy obiadowe z ceną ustaloną z góry.
- Zrobiliśmy około 90% zestawów zamkniętych z ceną ustaloną od góry. Gość przyjeżdżając, wie dokładnie, ile zapłaci za rybę z frytkami. To daje komfort i eliminuje nieprzyjemne niespodzianki przy kasie - mówi Paulina Dudzik, współwłaścicielka baru rybnego w Gdańsku.
Restauratorzy zgodnie podkreślają, że najważniejsza jest uważność podczas składania zamówienia.
- Złotą radą jest dokładne czytanie karty i menu - podkreśla Mateusz Derwis, właściciel restauracji w Jastarni.
Sami turyści również mają swoje sposoby na uniknięcie wysokich rachunków. Wielu z nich przed wizytą sprawdza opinie innych klientów w internecie, zwracając uwagę nie tylko na jakość jedzenia, ale także na przejrzystość cen. Niektórzy szukają oszczędności także przy napojach, nie zamawiając ich na miejscu, a kupując po obiedzie w sklepie spożywczym. Niektóre z osób preferują także porcje dzielone i jedzenie jednego dużego obiadu na pół.
Eksperci radzą jednak, aby zawsze przed złożeniem zamówienia dopytać o cenę za 100 gramów ryby, przewidywaną wagę porcji oraz to, czy do wagi doliczana jest panierka lub dodatki.
Zobacz także:
- Plażowicze z Łeby utworzyli długi łańcuch życia. "Błyskawicznie stawili się do pomocy"
- Pociągi do Chałup pękały w szwach. "Nigdy w życiu nie widziałam tylu ludzi"
- Nie tylko Labubu. Te maskotki zawładnęły nadmorskimi straganami. Ile trzeba za nie zapłacić?