Aktorstwo nie jest całym światem dla Tomasza Schuchardta. "Przede wszystkim czuję się ojcem, mężem"

schuchardt_Easy-Resize
Tomasz Schuchardt, czyli aktor w czepku urodzony
Źródło wideo: Dzień Dobry TVN
Źródło zdj. gł.: Dzień Dobry TVN
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Kariera Tomasza Schuchardta jest rozpędzona niczym bolid Formuły 1. Aktor w ostatnich latach zagrał w wielu słynnych produkcjach na wielkim i małym ekranie. Niedawno widzów poruszyła jego rola w filmie "Dom dobry" Wojciecha Smarzowskiego. Praca stanowi istotny element jego życia, ale nie jest najważniejsza. To rodzina - żona i córki - są dla niego priorytetem. O tym opowiedział w rozmowie z Mateuszem Hładkim dla Dzień Dobry TVN. Zobacz wideo.

Tomasz Schuchardt o córkach i żonie

Bycie ojcem to kluczowa rola w życiu Tomasza Schuchardta. Wraz z żoną Kamilą wychowuje dwie córki - Tosię oraz Mirę. Aktor stara się zarazić dzieci ciekawością do świata, ale też przekazać im wiedzę, poczucie humoru i inne cenne wartości. Jak podkreślił w rozmowie z Mateuszem Hładkim, rodzina to jest jego siła.

- Gdybym miał dzisiaj opowiedzieć, kim jestem, kim się czuję, to chyba przede wszystkim czuję się ojcem, mężem. Ojcem dwóch córek. Są wspaniałe i każda jest inna. Jedna jest starsza, ma 9 lat. Druga ma 1,5 roku. To są totalnie dwa różne światy, ale są wspaniałe - podkreślił Tomasz.

Schuchardt od lat jest wziętym aktorem i nie może narzekać na brak pracy. Co chwilę oglądamy go w nowych produkcjach filmowych. Jak zatem godzi zawodowe obowiązki z życiem rodzinnym i opieką nad córkami? Aktor podkreślił, że nie mógłby się rozwijać, gdyby nie jego wspaniała żona Kamila, którą poznał na studiach w szkole teatralnej.

- Łączę te obydwie funkcje matką, to znaczy moją żoną wspaniałą, która po prostu w tym pomaga. I ona, krótko mówiąc, przejmuje bardzo dużo obowiązków domowych. Ja wiem, że moje dziewczynki są zaopiekowane totalnie, kiedy mnie nie ma. (...) Kama poniekąd ograniczyła takie swoje życie zawodowe w momencie pierwszej ciąży. (...) Tak mi się strasznie podoba w niej to, że ona czasami tak sobie usiądzie i mówi: "Kurczę, ja wiem, że te dziewczyny mnie potrzebują". To jest takie piękne, takie opiekujące. Ja się czuję też zaopiekowany tym, bo wiem, że ona mnie absolutnie wspiera. Jak mam jakąś potrzebę rady zawodowej, to mogę się do niej zgłosić - podkreślił Schuchardt.

Tomasz w wywiadzie wyznał, że jego żona Kamila ma wyjątkowy dar. W każdym miejscu, niezależnie od tego, gdzie mieszkali, potrafiła stworzyć ciepłą, domową atmosferę. Takie miejsce, w którym można poczuć błogi spokój.

- Przed ślubem byliśmy razem 8 lat. W sumie już jesteśmy 18 lat razem. Żyliśmy razem, nie było dzieci jeszcze wtedy, docieraliśmy się na różne sposoby. Były różne miejsca, w których przyszło nam żyć. W Warszawie to było kilka mieszkań, kilka pokoi. Na początku to był pokój przy Dworcu Wschodnim, potem gdzieś przy Kinowej, jakaś taka mała kawalerka, gdzieś tam na Mokotowie. I to jest niesamowite, że ona w każdym tym miejscu potrafiła stworzyć taką przestrzeń, do której chce się wracać. I ja teraz to nazywam domem. To jest takie miejsce, że nie tylko się chce tam wracać, tylko stamtąd się nie chce wychodzić - przyznał aktor.

Tomasz Schuchardt o zdrowiu psychicznym i aktorstwie

Jednym z wątków rozmowy Mateusza Hładkiego i Tomasza Schuchardta była kwestia związana ze zdrowiem psychicznym. Aktor przyznał, że był na kilku terapiach i spotykał się z psychologami przez 3 lata. Czy mówienie o tym w mediach wymaga jego zdaniem odwagi?

- Wiesz co, kiedyś myślałem, że tak. Potem myślałem, że nie. A teraz myślę, że to nie ma żadnego znaczenia, co powiesz, bo i tak ludzie zapomną o tym za dwie sekundy. Takie mamy czasy, że jak cię lubią, to cię lubią pięć minut, potem cię nienawidzą, mogą cię do spodu nienawidzić, ale też pięć minut. (...) To jest tak, jak działa Internet, bardzo flashowo. Zarzucają nas obrazkami, ale to wszystko jest krótkie, działamy na takich szybkich bodźcach. Te bodźce są dla nas ciekawe, ale cały czas musimy być stymulowani, więc do stymulowania potrzebujemy dorzucać i dorzucamy tego węgla (...) - stwierdził artysta.

Schuchardt wyznał również, że aktorstwo jest jego pasją i bardzo spełnia się w tym zawodzie. Ma nadzieję, że będzie go uprawiać do końca życia. Dodał też, że choć aktorzy są znani, cieszą się uznaniem i sympatią widzów, to jednak dla niego nigdy nie był to powód do wywyższania się.

- Nigdy nie uważałem, że ten zawód jest jakimś wyjątkowym zawodem. (...). Nigdy nie wywyższałem się zawodowo, w sensie, że mój zawód jest szlachetniejszy, mądrzejszy, że to jest rząd dusz. Nawet mnie bawiły czasami te porównania. Ale to z prostej przyczyny, nie tutaj już jakoś specjalnie koniunkturalnie czy populistycznie, tylko ja po prostu mam trójkę rodzeństwa, mam wielkie kuzynostwo i oni uprawiają absolutne zawody od Sasa do Lasa, ale nikt zawodu aktorskiego. I mam świadomość, też sam pracowałem w różnych zawodach, wakacyjnie co prawda, ale mam wrażenie, że każdy zawód jest ciężki. Każdemu jest ciężko rano wstać do roboty - przyznał Tomek.

Całą rozmowę znajdziesz w materiale wideo.

Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.

Zobacz także:

Autorka/Autor: Justyna Piąsta
Reporter: Mateusz Hładki, Katarzyna Chętnik