Zobacz drugą część wywiadu z Coals
Od domowych nagrań do kultowego duetu. Historia Coals
Coals to jeden z najbardziej charakterystycznych duetów alternatywnych ostatnich lat. Tworzą go Kacha (Katarzyna Kowalczyk) oraz Lucassi (Łukasz Romzysłowski), którzy od ponad dekady konsekwentnie budują własny muzyczny świat, wymykający się gatunkowym schematom. Artyści poznali się 12 lat temu..
- To było tak, że Łukasz skomentował jeden z moich coverów na YouTubie. Ja sprawdziłam jego profil i zobaczyłam, że robi swoje świetne numery, takie ambientowe. Stwierdziłam, że napiszę do niego, żebyśmy zrobili jedną piosenkę - powiedziała Kacha.
Artyści spotkali się w domu rodzinnym Łukasza w Lędzinach i szybko okazało się, że łączy ich nie tylko muzyczna wrażliwość, ale także śląskie korzenie. Wspólne tworzenie przyszło im niezwykle naturalnie, dlatego postanowili założyć zespół Coals.
Nazwa grupy nie jest przypadkowa i nawiązuje do ich pochodzenia oraz górniczych tradycji rodzinnych. Jak wspominali muzycy, z mieszkania Łukasza widać było szyld kopalni, a ich dziadkowie pracowali jako górnicy.
Muzyka Coals od początku wymykała się jednoznacznym definicjom. W ich twórczości można usłyszeć wpływy dream popu, art popu, chillwave’u, ambient popu, cloud rapu czy R&B, jednak sami artyści unikają zamykania swojej muzyki w konkretnych szufladkach. Najchętniej określają swoje brzmienie mianem "cold popu".
Choć przez lata wspólnej pracy między artystami nie brakowało twórczych zgrzytów, dziś zgodnie podkreślają, że wypracowali własny system działania.
- Mam wrażenie, że my przez te lata wypracowaliśmy sobie jakiś wspólny system pracy i paradoksalnie z biegiem czasu nam się pracuje lepiej niż na początku. Ogólnie to jest dużo zgrzytów podczas robienia muzyki, ale my jesteśmy trochę, mam wrażenie, jak jakieś rodzeństwo - powiedział Łuki.
Coals – od szkolnej ławki do wielkich scen
Debiut Colals przypadł na czasy licealno-studenckie.
- Oboje byliśmy na mat-fizie, wtedy była moda, żeby zostać programistą. Ja lubiłam bardzo matematykę, ale akurat wtedy w klasie maturalnej miałam jakiś taki kryzys życiowy i tak padło na tę muzykę – powiedziała Kacha.
Co ciekawe, w domu Kasi muzyka była obecna od zawsze. Jej mama z wykształcenia jest wiolonczelistką, przez wiele lat poświęcała się ćwiczeniu gry na instrumencie. Paradoksalnie jednak rodzina nigdy nie naciskała, by córka podążała muzyczną ścieżką. Wręcz przeciwnie, bliscy raczej starali się chronić ją przed trudami artystycznego życia, co dziś wydaje jej się dość przewrotne.
- Moi rodzice nie byli zadowoleni z moich wyborów, bo ja też zawsze byłam osobą, która się bardzo dobrze uczyła. Nagle wszystko tak wale i mówię, dobra, zostanę muzykiem, więc to było dziwne, ale z czasem się przyzwyczaili do tego - stwierdziła artystka.
Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja Łukasza.
- To u mnie w ogóle nie było żadnej presji, rodzina u mnie była zawsze bardzo otwarta. Jedynie dziadek trochę narzekał, bo jeszcze przed Coals zacząłem się uczyć grać na pianinie. Pianino stało w sypialni, gdzie dziadek sobie po południu lubił przesiadywać, a ja po szkole musiałem ćwiczyć. Pamiętam jednak, że dziadkowie mocno mnie wspierali. Dzięki nim mogłem sobie kupić pierwszą klawiaturę MIDI do produkcji – powiedział Łuki.
Duet Coals szybko udowodnił, że sukces jest im pisany. Zespół wystąpił na wielu międzynarodowych festiwalach, m.in. na Positivus Festival, Pohodzie, Metronome Prague, MENT Ljubljana, Eurosonic, Primavera Sound czy Iceland Airwaves. Co ciekawe, podczas pobytu w Reykjaviku Coalsi nagrali wideosesję dla legendarnego radia KEXP w Kex Hostel. Duet ma na koncie również występy na dużych polskich festiwalach, takich jak Open'er, OFF czy Fest.
- Mieliśmy dużo szczęścia, bo miesiąc po publikacji naszej pierwszej piosenki odezwał się do nas management, który wtedy zajmował się między innymi Tomaszem Makowieckim, Reni Jusis, Xxanaxxem, Lorem. Oni mieli doświadczenie już w tej branży. Na początku zaczęliśmy po prostu grać supporty. Graliśmy przed takim islandzkim zespołem, który pasował do naszej muzyki. Trafiliśmy na dobrą agencję, ale też ludzie nam bardzo mocno pomagali. Ofertę od OFFa otrzymaliśmy trzy miesiące po opublikowaniu pierwszej piosenki – powiedziała Kasia.
Łukasz dodał, że nigdy nie nastawiali się na spektakularny sukces – muzyka była dla nich przede wszystkim formą ekspresji..
- Pamiętam, że się w ogóle nie starałem na taki sukces, jaki wyszedł. (...) Nie pokazywałem tego co robię żadnym znajomym ani rodzinie. I nagle Kasia zgłosiła się do mnie, zaczęliśmy pracować i po dwóch piosenkach mieliśmy już management i pierwsze oferty wydawnictw – powiedział Łuki.
Mimo sukcesów Kacha przyznaje, że początki w branży muzycznej były dla niej trudne i wiązały się z obniżonym poczuciem własnej wartości.
- Wydaje mi się, że branża muzyczna te 11-12 lat temu była zupełnie inna niż teraz, że była jakaś taka ogromna presja. Pamiętam, że jak ktoś miał jakiś zły koncert na festiwalu showcase'owym, fałszował, to później to się jakoś tak niosło między ludźmi. Miałam wrażenie, że ciągle jestem oceniana z każdej strony. Ale teraz jakoś tak to w ogóle do mnie nie dociera. I też pracujemy z fajnymi ludźmi i możemy robić, co chcemy – powiedziała wokalistka.
Coals zapowiada nowy album "Magia"
W marcu 2024 roku odbyła się premiera polskojęzycznego albumu "Sanatorium". Krążek spotkał się z uznaniem zarówno słuchaczy, jak i krytyków. Zdobył także tytuł Płyty Roku w plebiscycie 23 dziennikarzy muzycznych na łamach Gazety Wyborczej oraz został uznany za najlepszy polski album przez Polskie Radio Trójka i Radio Luz. Ponadto został wyróżniony przez portale, takie jak Newonce czy nowamuzyka.pl. Po dwóch latach od wielkiego sukcesu, przyszedł czas na kolejne nowości.
Już w czerwcu fani Coals będą mogli usłyszeć nowy album zatytułowany "Magia". Jak zapowiadają artyści, będzie to najbardziej wielowymiarowy i odważny projekt w ich dotychczasowej karierze.
- Wydaje mi się, że ta nazwa dobrze oddaje brzmienie tego albumu, bardzo eteryczne, oniryczne, też takie odrealnione. A poza tym mam wrażenie, że w ostatnim czasie pojawiło się bardzo dużo (...) powrotów do wierzeń, religii i ja jestem dosyć sceptyczną osobą, ale chciałabym właśnie, żeby ta muzyka była wiarą dla naszych słuchaczy, więc dlatego "Magia" – powiedziała Kacha.
- Ja bardzo lubię tematykę UFO, jeśli chodzi o coś takiego. Miałem taki moment w życiu, że z dziewczyną się jaraliśmy bardzo tym i oglądaliśmy dokumenty o UFO - dodał Łukasz.
Dużą zmianę słychać również w warstwie tekstowej. Kacha, odpowiedzialna za słowa, przyznaje, że na płycie "Sanatorium" dominowała bardziej narracyjna forma opowiadania historii, natomiast przy "Magii" wraca do tekstów obrazowych i mocno emocjonalnych.
- Tutaj też starałam się sięgać po różne polskie teksty, mam wrażenie, z lat dwutysięcznych czy 2010. Na przykład bardzo lubiłam teksty zespołu Pustki. Lubię też Maanam, Lenny Valentino i tak samo też staram się przekładać jakieś anglojęzyczne zajawki na polską stronę. Lubię się bawić słowami, obrazami i tutaj wydaje mi się, że przede wszystkim jest dużo jakichś marzeń sennych na tej płycie. A i o kryzysie twórczym też. Dużo jest właśnie o takim zapętleniu się, niemocy - powiedziała.
Artystka nie ukrywa, że praca nad nowym albumem była wyjątkowo intensywna. Sukces "Sanatorium", wysokie miejsca w rankingach, wyprzedane koncerty i duże zainteresowanie, stał się dla niej zarówno motywacją, jak i presją.
- Powiem szczerze, że chyba nigdy tak intensywnie nie pracowałam nad albumem Coals, jak przy tym, bo mam wrażenie, że trochę mi siadło na ambicję po odbiorze naszego ostatniego albumu, który gdzieś wygrywał w rankingach, mieliśmy wyprzedane trasy i jestem teraz w takim maniakalnym stanie, że tak powiem, że to musi być lepsze – podsumowała Kacha.
Pierrot - słodko-gorzka baśń o samotności i odrealnieniu
Pierwszym utworem, który zapowiada nadchodzące wydawnictwo jest słodko-gorzka baśń "Pierrot". Utwór opowiada o poczuciu odrealnienia i alienacji - o momencie, w którym wydaje się, że wszyscy wokół poruszają się w tym samym rytmie, podczas gdy my stoimy gdzieś obok. To historia o próbie znalezienia języka, który pozwoli zostać w końcu zrozumianym.
Do piosenki powstał także teledysk inspirowany filmem "Biedne Istoty", Lánthimosa.
- Wysłałam bardzo dużo ciekawych lokalizacji z Polski, m.in. Topole Tekle, że można sobie wejść do drzewa, albo też plac zabaw taki z PRL-u w Tychach, blokowisko. To wszystko zostało zebrane i to jest taki świat stworzony przez Maca Adamczaka i Angelikę Cygal - powiedziała Kasia.
Współpraca z polskimi i zagranicznymi artystami
Coals na swoim nowym krążku stawiają nie tylko na własne brzmienie, ale też na wyjątkowe współprace z artystami z Polski i zagranicy. Jak podkreślają Katarzyna Kowalczyk i Łukasz Romzysłowski, część z tych spotkań artystycznych dojrzewała przez wiele lat, zanim ostatecznie trafiła na płytę.
- Jeśli chodzi o Adama Repuchę, to my chcieliśmy z nim zrobić piosenkę właściwie od dekady. Od piętnastu lat. Zawsze go zapraszaliśmy. Teraz idealnie wpasował się vibe. Spotkaliśmy się w Berlinie, gdzie mieszka. Przekonał się po prostu do naszej muzyki - powiedzieli artyści.
Na albumie pojawia się także Kasia Lins, którą duet określił jako jedną z najbardziej wyrazistych i niezależnych postaci na polskiej scenie muzycznej. Jak przyznali, jej głos idealnie wpisał się w jeden z utworów zatytułowany "Fanga", nadając mu wyjątkowego charakteru.
Wśród gości znalazło się również miejsce dla bardzo osobistego akcentu. W nagraniach udział wzięła mama Kachy, Joanna Kowalczyk.
Na płycie pojawiają się również zagraniczni artyści. Jednym z nich jest amerykański muzyk Cooper B. Handy, znany również jako Lucy. Coals przyznają, że od dawna śledzili jego twórczość i bardzo cieszą się, że zgodził się wziąć udział w nagraniach. Jego obecność w projekcie ma podkreślać międzynarodowy charakter albumu i otwartość duetu na różne muzyczne światy.
Między snem a pętlą. "Nie chcemy cudzych wróżb"
"Basen" to najnowszy utwór duetu Coals - subtelna, wielowarstwowa kompozycja, która łączy eteryczną elektronikę z intymnym, nocnym klimatem. To jeden z tych numerów, które dojrzewają długo i dopiero z czasem odsłaniają swój właściwy kształt.
W warstwie tekstowej "Basenu" szczególnie wyraźny jest motyw powtarzalności - "kręcę się jak dwa słońca" staje się obrazem utknięcia w pewnym emocjonalnym cyklu. Jednocześnie w utworze pojawia się silny wątek odzyskiwania kontroli nad własnym życiem i odcinania się od zewnętrznych wpływów. Padają słowa o niechęci do "cudzych wróżb" i potrzebie samodzielnego decydowania o sobie, co nadaje całości bardzo osobisty, dojrzewający charakter.
Katarzyna Kowalczyk przyznaje, że temat presji i cudzych oczekiwań był jej szczególnie bliski na początku kariery. Jak wspomina, w pierwszych latach działalności w branży muzycznej brakowało jej doświadczenia i asertywności.
- Nie wiedzieliśmy, jak wygląda branża. I tak naprawdę braliśmy wszystko, co popadnie. Mam wrażenie, że brakowało nam trochę asertywności - powiedziała Kasia.
- Wszyscy nazywali nas "dzieciaki" i byliśmy takimi dzieciakami w branży. Jak zaczęliśmy jeździć na festiwale, to poznawaliśmy jakieś osoby, które tylko kojarzyło się z internetu, z telewizji, z radia. I potem ktoś coś zasugerował i do dzisiaj mam jakieś komentarze w głowie. Pamiętam konkretne sugestie osób, które wtedy mi coś zasugerowały, powiedziały - dodał Łukasz.
Po latach pracy w branży Coals podkreślają, że dziś mają znacznie większą kontrolę nad swoją twórczością.
- Właściwie to we wszystkich aspektach jesteśmy decyzyjni. Często jak rozmawiamy z agencją, to nawet jak organizujemy jakieś koncerty klubowe, to muszą nam podesłać kilka opcji klubów i musimy wybrać najlepsze. Udało się wypracować coś takiego – powiedzieli.
Maniakalność i emocjonalne zapętlenie
Coals coraz mocniej odsłaniają emocjonalny i osobisty charakter nowego albumu. Przyznali, że utwory "Kulifer" i "Szpieg" mają wspólny mianownik - obraz maniakalności, emocjonalnego zapętlenia i intensywnych stanów, które trudno zatrzymać.
Artyści zdradzili, że szczególnie na tekst "Szpiega" mocno zareagował jeden z zagranicznych gości pojawiających się na płycie. Był pod ogromnym wrażeniem sposobu pisania i stwierdził, że w Stanach raczej nie powstałby podobny tekst.
Coals i Kasia Lins stworzyli utwór, od którego trudno się uwolnić
Jednym z najbardziej emocjonalnych momentów nowej płyty Coals jest utwór "Fanga", nagrany wspólnie z Kasią Lins. Zdaniem duetu, piosenka ma w sobie coś tajemniczego i hipnotyzującego – podobnie jak wiele innych utworów na nadchodzącym albumie.
W warstwie tekstowej utwór opowiada o emocjonalnej konfrontacji i momencie przełomu - chwili, w której pojawia się decyzja, by przestać uczestniczyć w relacji, która rani. To opowieść o stawianiu granic i odzyskiwaniu kontroli nad własnymi emocjami. Duet zapytany o to, czy dziś potrafią odcinać się od ludzi, którzy wpływają na nich negatywnie, odpowiedział:
- Ja jestem w stanie. Mam 31 lat, więc to jest łatwiejsze. Jak mi coś przeszkadza w jakiejś relacji, no to wydaje mi się, że lepiej jest ją uciąć - powiedziała Kasia.
- Ja znowu myślę, że ciężko mam z tym. (...) Ostatnio z kuzynami rozmawiałem, (...) że mamy faberskie serce, że za dobre dla niektórych - powiedział Łukasz.
Coals o trudnych rozmowach i emocjach. "Jak coś mi nie pasuje, to widać"
Nowy materiał Coals coraz mocniej pokazuje, że duet nie boi się emocjonalnych konfrontacji. Jednym z utworów poruszających temat relacji, niedopowiedzeń i ukrywania prawdy jest "Takata" – piosenka opowiadająca o zderzeniu dwóch perspektyw. Z jednej strony pojawia się ktoś, kto próbuje coś ukryć i budować własną narrację, z drugiej - osoba, która brutalnie sprowadza wszystko na ziemię, pokazując, że "zamki z piasku" za chwilę się rozsypią.
Artyści zapytani o to, czy sami potrafią wykładać karty na stół i otwarcie mówić o swoich emocjach, przyznali, że podchodzą do tego zupełnie inaczej.
- Ja często ukrywam, ale wydaje mi się, że też jestem osobą, która, jak jest jakaś praca grupowa i ktoś ma powiedzieć jakąś najgorszą rzecz, to ja powiem tę rzecz za grupę. Jak coś mi nie pasuje, to widać od razu. Jestem dość asertywną osobą, bo po prostu to się później źle kończy jak nie powiem – wyjaśniła Kasia..
- Ja mam trochę wbudowaną w sobie chęć, by zawsze wszystkich zadowolić. Jak widzę, że ktoś się źle czuje, to ciągnę energię od tego człowieka, interesuję się tą osobą. Mam coś takiego w sobie, chyba jestem za bardzo empatyczny – dodał Łukasz.
Nowa płyta, nowe emocje. Coals o niepewności i ekscytacji
Na nowej płycie Coals pojawia się również utwór o tajemniczym tytule "Kolorek czternaście", który - jak zdradzili artyści - płynnie przeradza się w "Drzemkę". To jedna z bardziej refleksyjnych kompozycji na albumie, w której mocno wybrzmiewa temat zmiany, wchodzenia w nowy etap życia i towarzyszącego temu emocjonalnego zawieszenia. W tekście pojawia się moment przełomu i świadomość, że coś się kończy lub zaczyna od nowa, ale jednocześnie wciąż brakuje pełnego poczucia stabilności i bezpieczeństwa.
Zapytani, czy nowe etapy bardziej ich ekscytują, czy raczej wywołują niepokój, przyznali, że oboje przeżywają zmiany na swój własny sposób.
- Różnie bywa. Ja na przykład teraz będę się przeprowadzać do Warszawy, a bardzo nie lubię procesu wyprowadzki i pakowania się i tak dalej, więc mnie to strasznie stresuje. Ale z czasem jestem zadowolona z nowych decyzji - powiedziała Kasia.
- Mnie osobiście każdy nowy etap bardzo ekscytuje, cieszę się, ale nie lubię z domu wyjeżdżać, z mojej strefy komfortu - stwierdził Łukasz.
Mimo tego oboje podkreślają, że właśnie w muzyce najbardziej lubią zaczynać od nowa. Kacha przyznała, że przy każdym kolejnym projekcie czuje się trochę jak debiutantka i zawsze wierzy, że następne piosenki mogą być jeszcze lepsze, ciekawsze i bardziej rozwijające.
Zobacz także:
- W 20. urodziny Pectus wspomina swoje początki: "Nic nie mieliśmy, a w lodówce tylko światło"
- Od ich debiutu minęło 25 lat. Myslovitz rusza w trasę z wyjątkowymi gośćmi
- Alicja Majewska i Włodzimierz Korcz. "Doczekałam się epitetu, że wyglądam jak żona dyrektora cyrku"