Sonbird wraca z drugą płytą. "Świetnie" to opowieść o dorastaniu, chaosie i muzycznym przełomie

Projekt bez nazwy - 2026-05-02T153102
Off the record: Sonbird
Źródło zdj. gł.: Materiał prasowy
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Po siedmiu latach ciszy wracają z materiałem, który jest bardziej dojrzały, szczery i osobisty niż kiedykolwiek wcześniej. Sonbird na płycie "Świetnie" rozlicza się z młodością, opowiada o relacjach, chaosie dorastania i codzienności, która z czasem zastępuje spontaniczność. W cyklu "Off the record" muzycy opowiedzieli o kulisach powstawania drugiej płyty, relacjach, które ich ukształtowały, momentach zwątpienia, niewydanych materiałach i sentymentach.

Zespół Sonbird - w składzie Maciej Hubczak (perkusja, chórki), Dawid Mędrzak (śpiew, gitara) i Tomasz Kurowski (gitara basowa) po długiej przerwie wydawniczej powraca z drugim albumem. Płyta "Świetnie", która ukazała się 24 kwietnia, to efekt kilkuletniej drogi pełnej wątpliwości, zmian i poszukiwań własnego brzmienia.

Początki w Żywcu, sukces debiutu i niespodziewana przerwa

Zespół powstał w Żywcu, z połączenia przyjaźni i wspólnych muzycznych prób. Po wydaniu debiutanckiego albumu "Głodny" w 2019 roku grupa szybko zyskała popularność i ruszyła w trasę koncertową. Jednak dynamiczny rozwój przerwała pandemia.

- Zostaliśmy postawieni trochę przed takim faktem - odwołane zostały koncerty, my trochę czuliśmy się zagubieni - powiedzieli. 

Ten czas okazał się jednak potrzebny. Wcześniej muzycy funkcjonowali w intensywnej pętli koncertowej, która utrudniała tworzenie nowych utworów.

Drugi album po latach ciszy

Droga do drugiego albumu nie była prosta. W międzyczasie powstały aż dwa niewydane materiały.

- Nie wierzyliśmy w ten materiał. Tak chyba najprościej jest powiedzieć - przyznali.

Kolejne próby i doświadczenia doprowadziły ich do stworzenia drugiego albumu, który zatytułowali "Świetnie".

- Minęło dużo czasu, wracamy po 7-letniej przerwie i nadal nam się chce i nadal walczymy. Zależy nam na tym, co przez tyle lat tworzyliśmy - podkreślił wokalista Tomasz Kurowski.

"Kilka ulubionych miejsc" - chaos młodości i dorastanie

Jednym z kluczowych utworów na płycie jest "Kilka ulubionych miejsc". To właśnie w nim słychać emocjonalny chaos młodości.

- Życie w takim małym mieście ma swoje plusy, bo wtedy to społeczeństwo jest dość mocno zamknięte. Łatwiej znaleźć kumpli, których mieliśmy i też drugie połówki - powiedział wokalista.

Jak sam przyznał, ważnym wątkiem utworu jest też stabilność i stałość relacji.

- Wszyscy moi koledzy z dzieciństwa przenieśli się też do Warszawy i regularnie się spotykamy i mieszkamy się bliżej siebie teraz niż mieszkaliśmy w rodzinnym mieście. Więc jest to taki ciekawy zbieg - dodał.

"Elwira" – symbol motywacji i wspólnej ucieczki

W jednym z utworów pojawia się tajemnicza Elwira. Jak się okazuje, nie chodzi o konkretną osobę, a syntezator.

- W tym utworze jest to symbol metafory. Jest to ktoś, kto może nas motywować do działania. Cały ten utwór ma taki wydźwięk wspólnej ucieczki. Zróbmy to razem. Sam pomysł na imię jest związany z tym, że gdzieś to imię się przewinęło w naszej salce. Był taki syntezator Elwira. My wtedy zaczynaliśmy tak naprawdę pracę nad tym materiałem. I pozwoliło nam to dość mocno ruszyć - powiedzieli muzycy.

"Świetnie" - piosenka, która stała się przepowiednią

Jeden z najbardziej osobistych utworów nosi tytuł "Świetnie". 

- Ta piosenka powstała przed moim rozstaniem. I troszkę spełniła funkcję takiej przepowiedni. Co zabawne, piosenka stała się bardziej aktualna później, niż w momencie, w którym ją pisałem. Więc taki dość nieoczekiwany zwrot - powiedział wokalista.

"Ten sam film" - replay emocji i pierwsze miłości

To utwór, który wielu słuchaczom przypomina młodość i pierwszą miłość.

- Wiele osób mówiło, że piosenka budzi w nich takie wspomnienia młodzieńczych lat. I we mnie osobiście też. Przypomina mi dość mocno taki okres pierwszych miłości, tych wzlotów i upadków, ale i chęci walki o te relacje. To jest taki dla nas, dla zespołu jeden z ważniejszych utworów ogólnie w karierze – dodał wokalista.

W utworze pojawia się też motyw wejścia w dorosłość. Na pytanie, czy rozpoczęcie dorosłego życia coś im odebrało, czy dało, odpowiedzieli:

- Myślę, że to jest tak, że dorastanie porządkuje, ale trochę czasami odbiera jakąś formę radości. Takiej dzikości w życiu. Generalnie pojawiają się nowe zobowiązania, trzeba układać plany. Kiedyś tych planów się nie układało, po prostu działało się impulsywnie - stwierdził Dawid Mędrzak.

- Jak byliśmy młodsi, to pojawiały się różne takie propozycje typu z dnia na dzień: "Ej, słuchajcie, przyjedźcie do Krakowa i zagrajcie". W ogóle nie było żadnego tematu. Wszyscy się pakowaliśmy do jakiegoś auta. Tu nie mamy auta, dobra, to pożyczamy od tego. Po drodze przebijamy dwie opony, nie ma żadnego problemu. Dojeżdżamy, gramy, wracamy i jest fajnie. Teraz byłby chyba z tym problem - powiedział Maciej Hubczak.

Codzienność i sentyment do Żywca

Nowa płyta to także opowieść o codzienności i miejscach, które ukształtowały muzyków. "34-300" to zaszyfrowany kod pocztowy, który przenosi nas do Żywca.

- Ja to interpretuję tak osobiście, że w Żywcu w naszych latach młodości działy się szalone rzeczy i ten numer jest trochę szalony. Ma szaloną warstwę rytmiczną, dzieje się dużo w nim - wyjaśnił Maciej Hubczak.

"Labirynt" i "Gdzieś nad Wisłą" - emocje, które dojrzewały latami

Niektóre utwory powstawały przez lata i miały wiele wersji.

- "Labirynt" wymyśliłem w Krakowie. Na zepsutej gitarze wyobrażałem sobie rozstanie (…) Pokazałem chłopakom, usiedliśmy do tego wspólnie. Kombinowaliśmy bardzo z tym utworem, ale finalnie przy pracy nad płytą wiedzieliśmy, że ta piosenka musi się znaleźć. To była długa batalia, bo tekstów było chyba z sześć i refrenów było z dwadzieścia - powiedział wokalista.

Z kolei "Gdzieś nad Wisłą" to efekt współpracy z Michałem Wiraszko.

"Zadzwoń do mnie" i "Spadam stąd" - o relacjach i wolności

Ważnym wątkiem płyty są relacje i potrzeba komunikacji, a także zdolność do proszenia o pomoc.

- My potrafimy prosić o pomoc, więc to jest trochę może nasza jakaś przewaga. Też zawsze gdzieś, jak w naszych życiach prywatnych dzieją się kłopoty, to potrafimy ze sobą o tym rozmawiać. Najwięcej takich rozmów chyba odbywaliśmy w busie zespołowym, kiedy jeździliśmy po całej Polsce. Trochę to był taki guilty pleasure, że czekaliśmy, aż któryś zacznie sypać. Więc to były fajne rozmowy, dość mocno inspirujące. Ale chyba nie ma też co w sobie gnieździć jakichś problemów i warto porozmawiać, jeżeli coś się dzieje. Chcemy pisać takie piosenki, które mogą, może kogoś skłonić do jakiejś refleksji. I może ktoś do kogoś zadzwoni i po prostu z nim porozmawia - powiedział wokalista.

Z kolei "Spadam stąd" to jeden z najbardziej wymagających utworów koncertowo. Jak przyznają muzycy, jest intensywny, ale dzięki temu ma swoją siłę.

"Mija miłość" - emocjonalne zakończenie płyty

Album zamyka "Mija miłość" - utwór, który powstał w wyjątkowych okolicznościach.

- To jest utwór przełomowy. Tekst napisaliśmy wspólnie z Tomkiem. To jest trochę taka magiczna chwila. Było tyle punktów przedziwnych, które sprawiły, że jak pokazaliśmy ten tekst Agacie, to był pierwszy raz, kiedy ktoś powiedział, że jest to dziejowe. Ta piosenka też bardzo się zmieniła. Miała zupełnie inną formę. Była trochę takim konfliktowym punktem gdzieś w historii jeszcze naszego kwartetu. Natomiast właśnie, kiedy wróciliśmy do tego, chłopaki przygotowali muzykę. Dla takich momentów chyba warto pisać – powiedział wokalista.

Koncerty i przyszłość: "Zaczynamy pracę nad trzecią płytą"

Nowy materiał muzycy sprawdzają już na żywo i jak mówią, działa świetnie, o czym świadczą reakcje słuchaczy. Co więcej, Sonbird zapowiedział, że na kolejne wydawnictwo fani nie będą musieli czekać już tak długo.

- Jesteśmy w momencie, w którym zaczynamy pracować nad trzecią płytą - powiedzieli.

Zobacz także:

Autorka/Autor: Nastazja Bloch