Noszą na głowie nawet 60 kg używanych ubrań z Europy. "Miażdżą kręgosłupy dziewczynek"

Noszą na głowie 60 kg ubrań. Kim są kayayei z Ghany?
Dzieci Świata - nasze używane ubrania w stolicy Ghany
Źródło wideo: Dzień Dobry TVN
Źródło zdj. gł.: Marzena Figiel-Strzała
Miliony ton używanej odzieży z Europy trafia do Ghany, gdzie staje się nie tylko towarem handlowym, lecz także ciężarem miażdżącym kręgosłupy najmłodszych pracownic rynku Kantamanto. W Akrze bale ważące nawet 60 kilogramów noszą na głowach dziewczynki i młode kobiety próbujące zarobić na jedzenie lub powrót do szkoły. Reportaż Marzeny Figiel-Strzały odsłania brutalne kulisy globalnego obiegu odzieży i pokazuje, jak europejski konsumpcjonizm odbija się na zdrowiu i życiu ghańskich kayayei.

Używane ubrania z Europy zalewają stolicę Ghany

Moda wraz z rozwojem fast fashion zmieniła swoje oblicze. Dziś przeciętne ubranie noszone jest średnio od 7 do 10 razy, a ponad połowa ubrań trafia do odpadów w ciągu roku od ich wyprodukowania. Europa eksportuje rocznie ponad 1,4 mln ton używanej odzieży, czyli około 3 kg ubrań na jednego mieszkańca. Prawie połowa z nich jest wysyłana do Afryki.

- Jestem w Akrze, stolicy Ghany, gdzie każdego tygodnia przypływa 15 milionów sztuk naszych używanych ubrań. Ubrań, o których tutaj mówi się "odzież martwego, białego, człowieka". Dlaczego martwego? Bo Ghańczykom trudno jest uwierzyć, że żyjąca osoba jest w stanie pozbywać się takiej ilości ubrań - opowiada w swoim reportażu Marzena Figiel-Strzała.

Większość z tych ubrań kończy swój żywot na plaży w Ghanie, gdzie miliony ton używanej odzieży nasączonej morską wodą stały się elementem krajobrazu i obrazem konsekwencji systemu fast fashion.

- Kiedy wrzucamy ubrania do kontenera na ulicy, często myślimy, że trafią one do osób potrzebujących. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej. Odzież najpierw trafia do sortowni - najlepszej jakości rzeczy zostają w Europie, a reszta prasowana jest w bele, które wysyłane są ciężarówkami do portów i po dwóch tygodniach rejsu docierają do stolicy Ghany. Stają się towarem handlowym, za który rząd pobiera cło importowe i podatki - tłumaczy Marzena Figiel-Strzała.

Kim są kayayei? Katorżnicza praca dziewczynek i kobiet w Ghanie

Celem tak długiej wędrówki używanych ubrań do Ghany jest Kantamanto - 18-hektarowy rynek, uznany za jeden z największych targów odzieży używanej na świecie.

Tam pracują tzw. kayayei, których zadaniem jest przenoszeni beli z magazynów do stoisk z ubraniami.

- Kayayei oznacza dosłownie kogoś, kto zarabia na życie, nosząc towary. To zazwyczaj dziewczynki i młode kobiety. Niektóre mają jedynie 12 lat i przyjeżdżają do stolicy, żeby pracować - opowiada w materiale Nima Tuebrae, była kayayei.

Jedną z nich jest m.in. 12-letnia Natasha, bohaterka reportażu Marzeny Figiel-Strzały.

- Mam 5 rodzeństwa: 3 młodsze siostry i 2 starszych braci. Dopóki żył mój tata, chodziłam do szkoły, ale kiedy on umarł, musiałam zamieszkać z wujostwem. Nie było ich stać na moją szkołę, więc wysłali mnie do stolicy, żebym znalazła pracę - wyznaje dziewczynka.

- Jestem w Akrze od kilku tygodni. Codziennie wstaję przed 5:00 rano i idę na market szukać pracy. Czasami uda mi się unieść ciężki ładunek, a czasami nie. Przez cały tydzień odłożyłam 22 cedi (7 złotych). Musiałabym odkładać 2000, żeby wrócić do domu i do szkoły - wyjaśnia Natasha.

Noszą na głowie 60 kg ubrań. Kim są kayayei z Ghany?
Noszą na głowie 60 kg ubrań. Kim są kayayei z Ghany?
Noszą na głowie 60 kg ubrań. Kim są kayayei z Ghany?
Noszą na głowie 60 kg ubrań. Kim są kayayei z Ghany?
Noszą na głowie 60 kg ubrań. Kim są kayayei z Ghany?
+1
Zobacz galerię

Zagrożone zdrowie i życie kayayei - pomoc dla bohaterki reportażu

Belki noszone na głowie przez kayayei ważą niekiedy nawet do 60 kilogramów. Marzena Figiel-Strzała spróbowała udźwignąć jedną z nich.

- Spróbuję wziąć na głowę. O matko, to jest naprawdę bardzo, bardzo ciężkie. Zaraz mnie przechyli na tył. Ja nie wiem, jak one to niosą i to tak szybko. Ta dziewczynka jest tak drobna i daje radę to unieść. Zaraz mi się szyja złamie chyba. Nie dałam rady przejść nawet 50 metrów - komentuje autorka reportażu.

Sytuacja kayayei jest krytyczna pod względem zdrowia fizycznego. Raport The Or Foundation wykazał, że doświadczają one przewlekłych urazów, w tym ucisku rdzenia kręgowego, silnego bólu szyi i pleców, a także złamań szyi. Ponadto cierpią na nadciśnienie. Dziewczynki i kobiety pracują nawet w trakcie malarii. Wolny dzień oznaczałby brak jedzenia lub brak pieniędzy wysyłanych rodzinie.

- Jestem wstrząśnięta i zdruzgotana, że nasze ubrania miażdżą kręgosłupy tutejszych dziewczynek, które próbują w ten sposób zarobić na cokolwiek do jedzenia - uświadamia Marzena Figiel-Strzała.

Dlaczego Ghana pozwala na to, by używane ubrania z Europy trafiały akurat tam? O tym w studiu Dzień Dobry TVN opowiedziała sama autorka reportażu. Wideo poniżej.

- Ja już obiecałam Natashy, że ona do tego domu wróci, więc jeżeli ktoś z państwa chciałby zaprosić mnie na prelekcję i cały koszt będzie szedł na pomoc Nataszy, to ja oczywiście bardzo chętnie - zaznaczyła dziennikarka.

Klatka kluczowa-352924
Nasze używane ubrania w stolicy Ghany
Źródło: Dzień Dobry TVN

Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.

Zobacz także:

Autorka/Autor: Berenika Olesińska
Reporter: Marzena Figiel-Strzała