Idą w ogień bez wody? Polscy strażacy implementują metodę z Zachodu. "Ostatnie dni pokazały, że to zasadne"

Czym jest moduł GFFF? Polscy strażacy inspirują się metodami gaszenia pożarów z Zachodu
GFFF w akcji gaszenia pożarów lasów
Źródło wideo: Dzień Dobry TVN
Źródło zdj. gł.: Paweł Wodzyński/East News
W polskim pożarnictwie dojrzewa cicha rewolucja. Zamiast ciężkich wozów i hektolitrów wody - lekki sprzęt, praca w terenie i techniki, które na Zachodzie stosuje się na co dzień. Moduł GFFF Poland, specjalizujący się w gaszeniu pożarów lasów z ziemi, coraz śmielej wkracza do działań w kraju. O tym, jak wygląda ta metoda i dlaczego okazała się kluczowa podczas pożaru w Puszczy Solskiej, opowiedzieli w studiu Dzień Dobry TVN st. bryg. Grzegorz Borowiec oraz kpt. Waldemar Wielgosz.

Czym jest moduł GFFF? Polscy strażacy inspirują się metodami gaszenia pożarów z Zachodu

Moduł GFFF Poland to specjalistyczna grupa strażaków, którzy gaszą pożary lasów, minimalizując wykorzystanie do tego ciężkiego sprzętu.

- GFFF to jest Ground Forest Fire Fighting, czyli gaszenie pożarów z ziemi, ale specyficzne, bo bez użycia pojazdów. My się specjalizujemy w tym, żeby przy użyciu narzędzi ręcznych, małej ilości wody gasić duże pożary - wyjaśnia st. bryg. Grzegorz Borowiec, dowódca modułu GFFF Poland.

To podejście może brzmieć jak nowość, ale, jak podkreśla Borowiec, w rzeczywistości jest powrotem do tradycyjnych metod:

- Czy to jest coś nowego? Nie. To jest powrót do korzeni i do tego, co robili strażacy w latach 60.-70., czyli wracamy do prostych narzędzi, do prostych rozwiązań, do tego, co się stosuje na Zachodzie. Widzimy często w filmach czy serialach amerykańskich strażaków, którzy idą sobie z motyczkami, z pilarkami, i to jest właśnie to, co my robimy. My się wzorowaliśmy na strażakach z zachodu Europy, którzy mają największe doświadczenie w działaniach w terenie trudno dostępnym. Staramy się to przenieść na polskie realia - zaznacza gość Dzień Dobry TVN.

GFFF Poland powstał przede wszystkim z myślą o działaniach międzynarodowych. Mobilność i możliwość wejścia w teren niedostępny dla pojazdów sprawiają jednak, że moduł staje się coraz bardziej przydatny również w Polsce.

- My w poprzednich latach braliśmy czynny udział w działaniach gaśniczych w Szwecji, w Grecji, we Francji. I tam przeanalizowaliśmy sobie te działania, i wyszło, że tak naprawdę dużo bardziej skuteczne jest dostarczanie strażaków z lekkim sprzętem niż jechanie tam dwa i pół dnia wozami, gdzie już po trzech dniach ta sytuacja pożarowa, jak już dojedziemy na miejsce, jest zupełnie inna. Mobilność daje nam możliwość szybkiego reagowania czy w kraju, czy poza granicami - podsumowuje st. bryg. Grzegorz Borowiec.

Jedną z podstawowych technik stosowanych przez moduł GFFF jest demineralizacja pasa. Co to oznacza?

- Demineralizacja pasa to usunięcie wierzchniej warstwy materiału palnego: trawa, krzaki, ściółka. Musimy przerwać trójkąt spalania - tłumaczy strażak.

To właśnie takie działania - proste, ale wymagające ogromnej precyzji, odwagi, siły i dyscypliny - pozwalają zatrzymać ogień tam, gdzie nie dotrą wozy strażackie.

- Kiedyś nie było samochodów pożarniczych, trudno było transportować tę wodę, więc człowiek musiał sobie jakoś radzić, żeby te pożary zatrzymać. Mamy takie stwierdzenie w module, że każdy, nawet największy pożar, gasi się: prostymi metodami, bezpieczeństwem i dyscypliną. To są te trzy elementy, na które zwracamy uwagę podczas działalności modułu - komentuje kpt. Waldemar Wielgosz, dowódca operacyjny modułu GFFF Poland.

Pożar Puszczy Solskiej. Jak przebiegała akcja strażaków?

Pożar w Puszczy Solskiej na Lubelszczyźnie, którego dogaszanie nadal trwa, jest jednym z najpoważniejszych w ostatnich latach w Polsce. Zmienny teren, trudne warunki i dynamiczny ogień sprawiły, że klasyczne metody gaszenia okazały się niewystarczające. To właśnie tam moduł GFFF odegrał kluczową rolę.

- Jak pokazały ostatnie dni, działalność modułów GFFF i zaangażowanie w pożar na Lubelszczyźnie okazał się zasadny, bo mieliśmy tam do czynienia z różnym terenem, w szczególności w tych miejscach, gdzie trudno było wejść, gdzie trudno było dojechać - podkreśla kpt. Waldemar Wielgosz.

Tempo rozprzestrzeniania się ognia wymagało podejmowania trudnych decyzji.

- Przy takiej skali pożarów mówimy już o wyznaczaniu priorytetów. I tutaj priorytetem nie jest uratowanie 10 arów terenów cennych przyrodniczo. Tam już priorytetem było ratowanie miejscowości, ratowanie ludności - uświadamia strażak.

Zdaniem ekspertów pożar w Puszczy Solskiej należał do grupy tych wyjątkowo niebezpiecznych.

- Pożar, z którym walczyli nasi koledzy, to był pożar wierzchołkowy, czyli najbardziej dynamiczny, najgroźniejszy z wszystkich możliwych pożarów. Paliły się wierzchołki drzew, czyli wtedy ten pożar skacze z jednego wierzchołka drzewa na drugie - niesamowita dynamika. Podejście do takiego pożaru i zadziałanie bezpośrednio okazuje się niemożliwe, więc te działania trzeba planować z wyprzedzeniem - sprawdzić, prognozować, jak szybko pożar dojdzie, zrozumieć, ile czasu my potrzebujemy na to, żeby nawodnić tę linię, czyli zgromadzić siły i środki, dokonać demineralizacji pasa - wyjaśnia w Dzień Dobry TVN Waldemar Wielgosz.

Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.

Zobacz także:

Autorka/Autor: Berenika Olesińska