Może dotyczyć około 20 proc. całej populacji. Czym właściwie jest neuroróżnorodność?

mózg
Neuroróżnorodność. Czym właściwie jest?
Źródło zdj. gł.: Iana Kunitsa/Getty Images
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Neurorożnorodność choć nie jest nowym terminem, to od pewnego czasu zdobywa sporą popularność. Co właściwie się za nim kryje? Czy osoby neuroróżnorodne potrzebują innego traktowania? O tym w rozmowie z serwisem dziendobry.tvn.pl opowiedziała lek. Joanna Walczowska, ekspertka kliniki PsychoMedic.pl.

Dalsza część tekstu znajduje się poniżej.

DD_20250513_ADHD_napisy
ADHD – droga do diagnozy i realnej pomocy w szkole - napisy
Źródło: Dzień Dobry TVN

Neurorożnorodność. Co to takiego?

Katarzyna Oleksik, dziendobry.tvn.pl: Czym właściwe jest neuroróżnorodność?

lek. Joanna Walczowska, ekspertka kliniki PsychoMedic.pl: Neuroróżnorodność to pojęcie, które opisuje naturalne zróżnicowanie sposobu funkcjonowania ludzkiego mózgu i układu nerwowego w całej populacji. Wywodzi się z lat 90. XX wieku, kiedy w środowisku osób autystycznych zaczęto posługiwać się nim jako alternatywą dla czysto medycznego, deficytowego spojrzenia na odmienność neurologiczną – zamiast mówić wyłącznie o "zaburzeniach" czy "nieprawidłowościach", zaproponowano spojrzenie na te różnice jako na naturalny element ludzkiej różnorodności, podobnie jak różnorodność biologiczna w przyrodzie.

Tu warto od razu wprowadzić ważne rozróżnienie pojęciowe. Neuroróżnorodność opisuje zróżnicowanie neurologiczne całej populacji. Natomiast określenia "osoba neuroatypowa" lub "neurodywergentna" stosuje się natomiast wobec osób, których sposób rozwoju i funkcjonowania poznawczego odbiega od tego, który uznaje się za typowy. Nie są to jednak formalne kategorie diagnostyczne – to język społeczno-opisowy, a nie medyczny.

Pod pojęciem neurodywergencji najczęściej wymienia się autyzm, ADHD, dysleksję, dyskalkulię, dyspraksję czy zespół Tourette'a. Granice tego pojęcia nie są jednak jednoznacznie ustalone, ponieważ "neurodywergencja" nie jest kategorią medyczną ani diagnostyczną – nie istnieje jedna uzgodniona, zamknięta lista stanów, które się w niej mieszczą. To ważne rozróżnienie, bo pozwala jasno powiedzieć: jako psychiatra nie diagnozuję "neuroróżnorodności" – diagnozuję konkretne jednostki, np. ADHD czy zaburzenie ze spektrum autyzmu, w oparciu o określone kryteria kliniczne.

Termin nie jest nowy, ale od pewnego czasu zdobywa ogromną popularność. Dlaczego?

Kilka czynników nałożyło się tu na siebie. Po pierwsze, znacząco wzrosła świadomość społeczna dotycząca autyzmu i ADHD, także dzięki mediom społecznościowym, gdzie wiele osób dorosłych zaczęło otwarcie mówić o własnych doświadczeniach i – często dopiero w dorosłości – otrzymanych diagnozach.

Po drugie, termin "neuroróżnorodność" ma wyraźnie inny wydźwięk niż tradycyjny, medyczny język zaburzeń. Odpowiada na potrzebę mówienia o odmienności neurologicznej w sposób mniej stygmatyzujący – jako o innym sposobie funkcjonowania, a nie wyłącznie o deficycie. To znajduje szczególny oddźwięk u ludzi, którzy przez lata czuli się "niedopasowani" do oczekiwań otoczenia.

Rosnąca popularność tego pojęcia ma dużą wartość – pomaga zmniejszać stygmatyzację i dostrzegać nie tylko trudności, ale także indywidualny profil funkcjonowania człowieka. Warto jednak pamiętać, że język neuroróżnorodności nie zastępuje diagnozy klinicznej. Można akceptować neurologiczne zróżnicowanie ludzi, a jednocześnie rozpoznawać ADHD czy autyzm wtedy, gdy spełnione są określone kryteria diagnostyczne, i oceniać, jakiego wsparcia dana osoba faktycznie potrzebuje.

Ile osób "mieści się" w definicji neuroróżnorodności? Czy wszyscy jesteśmy neuroróżnorodni?

Często mówi się o około 15–20 proc. populacji jako osobach neurodywergentnych, ale do tej liczby należy podchodzić ostrożnie. Nie istnieje jedna medyczna definicja neurodywergencji, ani zamknięta lista stanów, które do niej zaliczamy, dlatego nie możemy precyzyjnie policzyć, ile osób faktycznie jest neurodywergentnych – zakres tego szacunku bardzo zależy od tego, jakie stany się w nim uwzględnia.

A czy wszyscy jesteśmy neuroróżnorodni? Precyzyjniej byłoby powiedzieć, że wszyscy jesteśmy częścią neuroróżnorodności. Termin ten opisuje bowiem zróżnicowanie całej populacji, a nie cechę pojedynczego człowieka. Nie oznacza to więc, że każdy jest neurodywergentny – to już inny, indywidualny poziom opisu.

Jak traktować osoby neuroróżnorodne?

Czy osoby neurodywergentne potrzebują innego traktowania?

Nie chodzi tu o "specjalne traktowanie", ale o uwzględnienie indywidualnych potrzeb i – tam, gdzie jest to potrzebne – racjonalne dostosowanie środowiska. Osoba w spektrum autyzmu może potrzebować jasnej i jednoznacznej komunikacji oraz przewidywalności otoczenia. Osoba z ADHD może potrzebować innej organizacji zadań, krótszych bloków pracy czy elastyczności w sposobie wykonywania obowiązków. Osoba z dysleksją może potrzebować więcej czasu na czytanie czy alternatywnych form przyswajania treści. To konkretne dostosowania, które pozwalają danej osobie funkcjonować na równi z innymi.

Jednocześnie ważne jest, by nie generalizować. Potrzeby konkretnej osoby mogą się znacząco różnić nawet w obrębie tej samej diagnozy. Najlepszym podejściem jest pytanie wprost, czego dana osoba potrzebuje, zamiast zakładać to z góry na podstawie etykiety diagnostycznej.

Co zrobić, aby lepiej rozumieć osoby neurodywergentne i lepiej z nimi współpracować?

Nie istnieje jeden sposób komunikowania się z "osobą neurodywergentną", ponieważ pod tym określeniem mieszczą się bardzo różne sposoby funkcjonowania. Dla osoby w spektrum autyzmu ważna może być jednoznaczność komunikatu i unikanie niejasnych aluzji. Dla osoby z ADHD – ograniczenie liczby bodźców rozpraszających i krótsze, konkretne komunikaty. Dla osoby z dysleksją – przekazanie kluczowych informacji również w formie pisemnej, z odpowiednią ilością czasu na ich przetworzenie.

Uniwersalna zasada jest jednak prosta: pytać, a nie zakładać. Każda osoba najlepiej wie, co jej pomaga, a co utrudnia funkcjonowanie – i to od niej warto czerpać tę wiedzę, zamiast opierać się wyłącznie na ogólnych wskazówkach dotyczących całej, bardzo zróżnicowanej grupy.

Neuroróżnorodność. Kiedy potrzebna jest specjalistyczna pomoc?

Czy i kiedy neuroróżnorodność może wymagać leczenia?

Nie leczymy "neuroróżnorodności", ponieważ nie jest ona chorobą ani rozpoznaniem medycznym. Możemy natomiast leczyć konkretne zaburzenia i objawy, jeżeli powodują cierpienie lub istotnie utrudniają funkcjonowanie.

W ADHD może to oznaczać m.in. farmakoterapię i oddziaływania psychologiczne. W przypadku osoby autystycznej możemy wspierać rozwój konkretnych umiejętności, dostosowywać środowisko oraz leczyć współwystępujące zaburzenia, takie jak depresja, zaburzenia lękowe czy problemy ze snem, które u osób neurodywergentnych występują częściej niż w populacji ogólnej.

Możemy jednocześnie szanować odmienny sposób funkcjonowania człowieka i traktować poważnie jego cierpienie, ograniczenia czy potrzebę leczenia. Uznanie neurologicznej różnorodności nie oznacza negowania realnych trudności czy niepełnosprawności – podobnie jak rozpoznanie zaburzenia nie oznacza, że całe funkcjonowanie człowieka należy postrzegać wyłącznie przez pryzmat deficytów. W praktyce klinicznej te dwie perspektywy mogą się uzupełniać.

Zobacz także:

Autorka/Autor: Katarzyna Oleksik
Czytaj także: