Próbują zhakować organizm, by żyć dłużej. Na czym to polega? "Traktowanie ciała jak przedmiotu"

Biohacking - presja bycia idealną
Hakują ciało, by żyć dłużej
Źródło: Dzień Dobry TVN
Modyfikują swój sen, stosują terapie światłem i biorą dopasowane do DNA suplementy. Biohakerzy twierdzą, że ciało można zhakować tak jak komputer. A wszystko po to, by spowolnić, a nawet odwrócić proces starzenia. Czy takie działanie jest bezpieczne dla zdrowia oraz psychiki? Temat ten poruszyliśmy w Dzień Dobry TVN.

Czym jest biohacking?

Biohacking - dla jednych fascynujący sposób na poprawę zdrowia i wydłużenie życia, dla innych niebezpieczna moda, która może prowadzić do skrajnej presji samodoskonalenia.

Niewątpliwie zjawisko biohackingu obejmuje szerokie spektrum działań - od zmian stylu życia po zaawansowane metody monitorowania organizmu. Eksperci podkreślają, że w swojej podstawowej formie ma ono wspierać zdrowie i poprawiać samopoczucie.

- Biohacking to są takie metody, które sprawią, że będziemy się lepiej czuć, będziemy mieć więcej energii i pożegnamy to wieczne zmęczenie, które nam towarzyszy rano po obudzeniu - zapewnia w materiale Dzień Dobry TVN Sebastian Kilichowski, ekspert biohackingu.

- Jest to nic innego jak optymalizacja naszego ciała, naszego systemu operacyjnego, pracy naszego mózgu, naszego środowiska, w którym żyjemy, w którym obcujemy - dodaje Małgorzata Zasańska, ekspertka od biohackingu kobiecego.

- To jest taka próba włamania się do własnego organizmu, żeby zapewnić mu długie życie - komentuje lekarz rodzinny Magdalena Cubała-Kucharska.

W naszym materiale pojawił się również wątek klinik zajmujących się długowiecznością. Ich przedstawiciele podkreślają, że człowiek ma naturalny potencjał, by żyć znacznie dłużej, niż zakładamy.

- Jesteśmy zaprogramowani tak, by dożyć na pewno 80, 90, a nawet 120 lat. Chodzi o to, jak zarządzamy stresem, jak zarządzamy biologią swojego ciała - twierdzi Joanna Bensz, szefowa jednej ze wspomnianych klinik.

Branża obiecuje nam ulepszenie organizmu za pomocą coraz to bardziej wymyślnych gadżetów. Specjalistyczne kliniki oferują urządzenia śledzące każdy możliwy parametr. W tym świecie ciało traktowane jest jak maszyna, którą zawsze można trochę zoptymalizować.

W sieci wyrósł tłum ekspertów od biohackingu. Oferują konsultacje od kilkuset po tysiące złotych i obiecują szybkie efekty. Lekarze studzą jednak entuzjazm. Nie wszystko, co modne, działa. Podkreślają też, że fundament jest od lat ten sam: zdrowa dieta i regularna aktywność fizyczna.

Samodoskonalenie - presja bycia idealnym, która męczy psychikę

W studiu Dzień Dobry TVN gościły kobiety, które doświadczyły ciemnej strony biohackingu - nieustannego dążenia do bycia "lepszą wersją siebie", które z czasem przerodziło się w obsesję.

- U mnie zaczęło się od tego, że chciałam zrzucić kilka kilogramów, bo zawsze miałam problem z nadwagą. Pewnego dnia stwierdziłam, że zaczynam. Ale jak zaczęłam, to 5 treningów siłowych o 4.30 przed pracą codziennie, po południu bieganie, cały czas kontrolowanie tego, co jem i ile jem. Po tym, jak to już sobie w miarę unormowałam, to zaczęła się presja, że może nauczyć się nowego języka, może poczytać książkę o rozwoju i cały czas coś - opowiada Roksi Białowąs, która doświadczyła presji samodoskonalenia.

Podobne odczucia miała Ilona Willner. - Jak się przeprowadziłam do Warszawy, to cały czas chciałam być lepsza. Cały czas chciałam nadążać za tym wszystkim, co się tutaj dzieje w takim dużym mieście. Zaczęłam współpracować z coachem, który kładł bardzo duży nacisk na to, żebym wpadła w rutynę wykonywania zadań. Kazał mi monitorować wszystko - wstawać o 5.30 rano, wysyłać mu filmiki, spacerować, z siłowni zdjęcia, dodatkowo medytować. Doszło do takich absurdalnych rzeczy, że kazał mi 3 razy w tygodniu robić coś spoza mojej strefy komfortu. W pewnym momencie czułam się jak w więzieniu, pod dużą presją. Byłam tresowana przez ponad dwa miesiące - wyznaje nasza gościni.

Psychoterapeutka Tatiana Mindewicz-Puacz zwróciła uwagę na kulturowy aspekt biohackingu - presję, by stale się doskonalić, poprawiać, optymalizować. Jednocześnie ostrzegła przed pułapką, w którą wpada coraz więcej osób - przekonaniem, że ciągle trzeba coś w sobie poprawiać, by zasłużyć na akceptację.

- Całą kulturę biohackingu trzeba podzielić na dwa elementy: ten bardziej naukowy i ten, który wynika z przekazu kulturowego, z tego posiadania patentu na długowieczność, na wieczną młodość. Tu się zaczyna traktowanie ciała jak przedmiotu, a człowieka jako projektu. To jest bardzo złe. (...) To nie chodzi nawet o bycie idealną, tylko o bycie w ogóle wystarczającą. Czujemy, że jesteśmy nie takie i robimy rzeczy z nadzieją, że to będzie takie - uświadamia specjalistka.

Klatka kluczowa-288464
Presja bycia idealnym. Czy żyjemy w epoce samodoskonalenia?
Źródło: Dzień Dobry TVN

Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.

Zobacz także: