Dalsza część artykułu znajduje się pod materiałem wideo
Pożar na kempingu w Parku Śląskim w Chorzowie
Chwile grozy przeżyła czteroosobowa rodzina wypoczywająca na campingu w Parku Śląskim w Chorzowie. W nocy z piątku na sobotę zapalił się samochód wyposażony w namiot dachowy, w którym spali rodzice z dwójką dzieci. Wszyscy zdołali opuścić pojazd. Przyczyny pożaru ustalają policja i straż pożarna.
Do zdarzenia doszło w sobotę około godz. 2.30 na kempingu przy Alei Dojazdowej w Chorzowie.
- W samochodzie przebywała czteroosobowa rodzina z Białegostoku - przekazała podkomisarz Magdalena Jurkowska z Komendy Miejskiej Policji w Chorzowie.
Najbardziej ucierpiał ojciec rodziny, który doznał poparzeń przedramienia i palców dłoni. Mężczyzna został przewieziony do szpitala, gdzie udzielono mu pomocy. Na badania trafili także pozostali członkowie rodziny: matka oraz dzieci w wieku 7 i 15 lat.
Jak poinformowała policja, wszyscy zostali już wypisani ze szpitala. Poza ojcem rodziny nikt nie odniósł obrażeń.
- Mężczyzna trafił do szpitala, gdzie udzielono mu pomocy. Do szpitala przewieziono również pozostałych członków rodziny, celem zbadania ich stanu zdrowia - dodaje Magdalena Jurkowska.
Pożar stanowił zagrożenie również dla innych wypoczywających
Ogień zagroził również innym osobom przebywającym na kempingu. Płomienie niebezpiecznie zbliżyły się do stojącego obok kampera należącego do turystów z Wielkiej Brytanii. Jeden z mężczyzn został przewieziony do szpitala z podejrzeniem podtrucia dymem. Po kilku godzinach również został wypisany, a jego zdrowiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Świadkowie relacjonowali, że w środku nocy obudziły ich głośne odgłosy.
- Najpierw obudziły nas strzały. Nie wiedzieliśmy, co się dzieje, a później widzieliśmy już ogień - powiedziała w rozmowie z TVN24 jedna z kobiet przebywających na campingu.
Po chwili słychać było krzyki. Osoby nocujące w pobliskich przyczepach wybiegły na zewnątrz i rozpoczęły ewakuację. Wkrótce na miejsce przyjechały służby ratunkowe.
Trwa ustalanie przyczyny pożaru
Akcja gaśnicza zakończyła się około godz. 4.30. Policjanci i strażacy pracowali na miejscu jeszcze przez kilka godzin.
Oficjalna przyczyna pojawienia się ognia nie jest na razie znana. Służby będą wyjaśniać okoliczności zdarzenia. Jedną z rozważanych hipotez jest awaria instalacji elektrycznej w pojeździe.
Więcej na TVN24
Zobacz także:
- Pogorzelcy z Ząbek wciąż walczą o ubezpieczenie po pożarze. "Od pół roku mieszkamy u znajomych"
- Pożary trawią Grecję. Dorota Wellman: "Widziałam kroczący ogień"
- Dramatyczna walka z ogniem pod Warszawą. Ewakuacja mieszkańców