Pożar w Ząbkach pozbawił mieszkańców mieszkań
Ponad pół tysiąca osób straciło swoje mieszkania w wyniku pożaru, który wybuchł 3 lipca w budynku przy ulicy Powstańców w Ząbkach. Ogień doszczętnie zniszczył dach i lokale na poddaszu, a część płomieni objęła także niższe piętra i garaż podziemny. W wielu mieszkaniach doszło również do zalania wodą w trakcie akcji gaśniczej. Łącznie ucierpiało ponad 200 lokali.
- Byliśmy razem z mężem i córką w mieszkaniu, jak sąsiad zaalarmował, że pali się dach. Myśleliśmy, że wrócimy za 15 minut czy godzinę do domu, ale żeby córka nie musiała stać, wzięliśmy ze sobą wózek. Jak zeszliśmy na dół, to już było widać, że cały dach po naszej stronie budynku się pali. Mieszkaliśmy na ostatniej kondygnacji – powiedziała Nikolett Siklósi – Dąbrowska.
Jak przyznała mieszkanka Ząbek, do własnego mieszkania wraz z rodziną mogła wejść w ostatniej kolejności. Na miejscu nie zastali jednak nic. Wnętrza całkowicie spłonęły.
- Wynieśliśmy dwie torby rzeczy. Od pół roku mieszkamy u znajomych - dodała.
Dach nad głową stracił także Daniel Dąbrowski. Choć jego mieszkanie nie spłonęło, również nie może do niego wrócić.
- Moje mieszkanie jest zalane. Ucierpiało na skutek akcji gaśniczej. Wszystkie mieszkania są wyłączone z użytku. Nikt tam nie wróci i nie wiadomo, ile to potrwa. Optymistycznie 3 lata. My wynajmujemy obecnie mieszkanie na tym samym osiedlu, a spłacamy kredyt za mieszkanie zniszczone – powiedział Daniel Dąbrowski.
Walka o ubezpieczenie
Mieszkańcy nadal borykają się z problemami przy ubieganiu się o odszkodowania – kwoty wypłacane przez ubezpieczycieli często nie odpowiadają realnej wartości zniszczonych mieszkań ani skali poniesionych strat.
- Walczymy o ubezpieczenie. Po pięciu miesiącach wypłacił nam jedną trzecią kwoty ubezpieczenia mieszkania, to jest około 270 tysięcy złotych. Mieliśmy ubezpieczenie na 800 tysięcy, więc jest to kwota poniżej aktualnej wartość mieszkania, ale o taką kwotę chcemy walczyć. Do tej pory nie zwrócono nam tych pieniędzy, gdyż ubezpieczyciel nie stwierdził szkody całkowitej – wyjaśniła Nikolett.
Pan Daniel od ubezpieczyciela dostał zaledwie 22 tysiące złotych.
- Tłumaczenia są, że nie ma źródła pożaru. Oni chcieli zaświadczenia z policji, ze takie wydarzenie miało miejsce. W tej chwili miałem dwa razy wizytę w celu oględzin mieszkania i czekam na kolejną decyzję – powiedział.
Co w takiej sytuacji powinni zrobić poszkodowani? Do kogo mogą się zgłosić, by rościć prawa do odszkodowania.
- Wiele zależy od decyzji administracyjnych, czy ten budynek będzie odbudowany. Rzeczywiście takie sytuacje, jak tutaj mamy, czyli spór dotyczący wysokości odszkodowania, oszacowania zniszczeń, to są częste sprawy, z którymi osoby zgłaszają się do Rzecznika Finansowego. My polecamy tryb postępowania polubownego przy Rzeczniku Finansowym. Polega to na tym, że gdy mamy kosztorys ubezpieczyciela i kosztorys sporządzony przez eksperta na rzecz poszkodowanych organizujemy spotkanie mediacyjne i punkt po punkcie przechodzimy przez kosztorys i ustalamy rozbieżności - powiedział Marcin Jaworski, rzecznik prasowy Rzecznika Finansowego.
Ekspert dodał również, że najprostszym i najszybszym rozwiązaniem jest wypłata odszkodowania równa wartości mieszkania, jeśli budynek nie nadaje się do zamieszkania.
- Ważna rzecz, warto też powiedzieć, że można się zabezpieczyć przed taką sytuacją. Te umowy ubezpieczenia, które są obecnie oferowane, dają możliwość pokrycia kosztów lokalu zastępczego. W zależności od umowy obejmują termin od 30 dni do 8 miesięcy – podsumował rzecznik.
Zobacz także:
- "Przepychanki, brak miejsc, przyjeżdża 6 karetek" Pielęgniarka zdradza, jak wygląda jej praca w szpitalu
- Tragiczny weekend w Polsce, nie żyje 9 osób. Strażacy apelują: "Niewielka inwestycja, która ratuje życie"
- Pożar w Ząbkach pozbawił dachu nad głową setki osób. "Straciliśmy dobytek, na który pracowaliśmy pół życia"
Autorka/Autor: Nastazja Bloch
Źródło zdjęcia głównego: East News/Michał Woźniak