Mają 37 dzieci i nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. "To po prostu był ciąg wydarzeń"
- Paul i Jeane Briggs wychowali 37 dzieci - 32 adoptowanych oraz pięcioro biologicznych.
- W ich domu nadal mieszka 14 dzieci, a codzienne życie opiera się na jasno podzielonych obowiązkach całej rodziny.
- Małżeństwo podkreśla, że decyzje o adopcji wynikały z wiary i kolejnych życiowych wydarzeń, a nie z planu stworzenia wielodzietnej rodziny.
37 dzieci w jednej rodzinie. Tak wyglądała droga do niezwykłego domu
Paul i Jeane Briggs poznali się w 1971 roku podczas letniej konferencji dla młodzieżowych liderów Kościoła Metodystycznego, a pięć lat później stanęli na ślubnym kobiercu. Od początku marzyli o dzieciach, jednak nigdy nie zakładali, że ich rodzina będzie liczyć aż 37 osób. Dziś mają pięcioro biologicznych dzieci i 32 adoptowanych, których wiek wynosi od 10 do 47 lat.
Wszystko zaczęło się od adopcji Abrahama z Meksyku w 1985 roku, a kolejne decyzje były efektem życiowych doświadczeń i przekonania, że właśnie tym dzieciom mogą dać dom. O swojej niezwykłej historii opowiedzieli w rozmowie z magazynem "People".
- Nigdy nie rozmawialiśmy o stworzeniu ogromnej rodziny. Nigdy nie było między nami rozmów w stylu: spróbujmy dojść do takiej czy innej liczby dzieci. To po prostu był ciąg wydarzeń, który sprawiał, że kolejne dzieci trafiały do naszego domu - powiedział Paul Briggs.
- Dziećmi, o które się modliliśmy, były właśnie te, które były nam przeznaczone - dodała Jeane Briggs.
Mimo upływu lat małżeństwo nadal nie wyklucza kolejnej adopcji. - Gdyby ktoś zapukał do moich drzwi z dzieckiem... Wolałabym tylko, żeby nie było to niemowlę - przyznała kobieta.
Jak wygląda codzienność rodziny z 37 dziećmi?
Obecnie w liczącym ponad 460 metrów kwadratowych domu w Falling Waters nadal mieszka 14 dzieci. Funkcjonowanie tak dużej rodziny wymaga doskonałej organizacji, dlatego każdy ma przypisane codzienne i tygodniowe obowiązki. Pociechy pomagają przygotowywać posiłki, nakrywają do stołu, sprzątają i wspólnie dbają o dom. Rodzina wypracowała własny system gotowania dużych porcji, a ulubione dania to m.in. spaghetti, grillowane kanapki z serem, zupy czy śniadania serwowane na kolację.
Briggsowie utrzymują się głównie z pracy Paula oraz świadczeń przysługujących trójce dzieci z niepełnosprawnościami, a mimo upływu lat wciąż pozostają wierni wartościom, które od początku budowały ich rodzinę.
- Kiedy pod jednym dachem mieszka tak wiele osób, jeśli nie mają nic do zrobienia, z pewnością same znajdą sobie jakieś zajęcie - podkreślił Paul Briggs.
Joseph Briggs został adoptowany z ukraińskiego sierocińca w wieku 15 lat. - Przyjazd do kochającej rodziny, czyste ubrania, wygodne łóżko, jedzenie na stole, dom i wszystko, co tu zastałem, było czymś niesamowitym - zaznaczył.
Córka małżeństwa, Mary Kate Johnson, wspominając pojawianie się kolejnych dzieci w domu, powiedziała, że musiała każdorazowo oswajać się z decyzją rodziców o powiększaniu rodziny. - To wymagało wielu zmian, ale zawsze było bardzo pozytywnym doświadczeniem. Do tego stopnia, że sama zapragnęłam stworzyć podobną rodzinę, gdy dorosłam - tłumaczyła.
- Przez te wszystkie lata darzę moich rodziców ogromnym szacunkiem. Poradzili sobie z każdym wyzwaniem, choć los nie szczędził im trudnych doświadczeń. Sposób, w jaki żyli, to, czego doświadczyli i jak radzili sobie z każdą sytuacją, jest naprawdę niezwykły - podsumowała Mary Kate.
Zobacz także:
- Była hejtowana, bo została mamą po 40. roku życia i urodziła 3 dzieci. "Proroctwa ekspertów mają się nijak"
- Czworaczki urodziły się w Łodzi. "Niezwykła rzadkość"
- 27-latka urodziła we śnie. "Nie wiedzieliśmy nawet, że już jest po porodzie"