Krzysztof Piasecki zrezygnował z występów. Czy tęskni za publicznością? "Mam problemy z pamięcią"
Krzysztof Piasecki o współczesnej satyrze
Krzysztof Piasecki po przebytym wylewie i przejściu na emeryturę wycofał się z aktywności telewizyjnej. Po przerwie postanowił odwiedzić studio Dzień Dobry TVN, by uchylić rąbka tajemnicy na temat życia po zawodowej karierze.
Czy dzisiejsza rzeczywistość daje satyrykowi więcej powodów do radości, czy może do smutku lub zadumy?
- Jestem jednak z tego pokolenia, które nawiązywało taki kontakt z publicznością. Mówiłem co innego, ale myślałem co innego. I publiczność, słysząc moje słowa, myślała to, o czym ja myślałem. I to była fantastyczna więź z publicznością, której nie ma w tej chwili. Oglądam czasem kabarety i peszy mnie to, że są używane słowa powszechnie uznane za obelżywe. To dla mnie jest nie do przejścia. Kiedyś poprosiłem swojego dobrego kolegę, żeby mi powiedział, jakiego stand-upera ja mam oglądać. No bo wiem, że stand-up w tej chwili to jest mistrzostwo świata. (...) Polecił mi Paczesia. Zacząłem słuchać tego mężczyzny i tam było nawet parę niezłych żartów. Tylko to było tak unurzane w tych z********ch słowach i tak dalej, że mój kręgosłup estetyczny nie jest przyzwyczajony od takiego czegoś. Ja po prostu nie mogę tego oglądać. Tylko z tego powodu - przyznał nasz gość.
Satyryk opowiedział również o swoich spostrzeżeniach dotyczących reakcji publiczności na dzisiejsze skecze.
- To jest przerażające, bo ludzie się śmieją ze wszystkiego właściwie. A jak jeszcze ktoś wyjdzie i powie słowo powszechnie uznawane za wulgarne, no to już ryczą ze śmiechu - dodał.
Krzysztof Piasecki tęskni za sceną?
Skąd Krzysztof Piasecki czerpie energię? Wyjaśnił w rozmowie z Dorotą Wellman i Marcinem Prokopem, co go napędza do działania.
- Staram się przede wszystkim przebywać dużo z młodymi ludźmi. I to są dzieci mojej żony i ich dzieci. Dzięki Bogu prosiłem te wnuki, żeby do mnie nie mówili dziadku, bo ja nie jestem prawdziwym dziadkiem, więc mówią do mnie Krzysztofie. (...) To mi bardzo pomaga. Jak oglądam takie domy spokojnej za przeproszeniem starości, to tam ludzie cały czas żyją w tych chorobach. Naprawdę, bo to jest coś przerażającego. Ja sobie nie wyobrażam, że miałbym żyć w takim domu, gdzie wszyscy są chorzy, na miły Bóg. Ja zresztą nie będę chory - zaznaczył stanowczo gość Dzień Dobry TVN.
Czy nie brakuje mu sceny, publiczności i emocji związanych z występami?
- Bardzo mi brakuje, ale nie mogę nic z tym poradzić, dlatego że mam problemy z pamięcią po moim epizodzie z mózgiem. I jak ktoś wychodzi ze swoim tekstem i zapomina swojego tekstu, to już tragedia. No więc zrezygnowałem z występów. Pomijam fakt, że trema się w miarę upływu czasu powiększa - przyznał satyryk.
Całą rozmowę znajdziesz w materiale wideo.
Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.
Zobacz także:
- Pierwsze jego obrazy kupiła Joanna Kołaczkowska. Dariusz Kamys o malarstwie: "Jestem samoukiem"
- Tak powstają sportowe parodie Damiana Bąbola. "To jest presja"
- Krzysztof Hanke świętuje 45-lecie pracy na scenie i wspomina początki kariery. "Odsądzano mnie od czci i wiary"