Miłość Iwony i Gerarda Makoszów przetrwała najcięższą próbę. "Cały czas przy mnie leżała na podłodze, a ja cierpiałem"
Miłość w dojrzałym wieku
Iwona Mazurkiewicz-Makosz i Gerard Makosz zaczęli budować swoją relację na solidnym fundamencie - przyjaźni. Z czasem pojawiło się między nimi romantyczne uczucie, które zostało przypieczętowane ślubem. Para jest razem już 7 lat.
- Miłość uskrzydla, jeżeli czujemy się bezpieczni. Jeżeli mamy takiego partnera, jaki mi się trafił. Gerdziu mówi to samo. Tak że to jest takie wzajemne nakręcanie, służące radości każdego dnia - powiedziała Iwona.
Gerard miał 79 lat, kiedy poznał Iwonę. Od razu oboje wpadli sobie w oko.
- Zainteresował mnie w pierwszej kolejności swoim spojrzeniem, swoimi niebieskimi oczyma. I szalikiem, ja to zawsze powtarzam, miał taki po angielsku zawiązany szalik. No i jak się okazało, wspaniałą osobowość, przy której nie można się nudzić absolutnie. Między nami jest 18 lat różnicy wieku. Jakość życia, którą potrafimy sobie dać, jest najważniejsza. My jesteśmy taką troszkę nietuzinkową parą. (...) Z PESEL-u emeryci, a nie emeryci w żywiołowości, z zachowania, w podróżowaniu, w codziennych rozmowach niekończących się. Historii życiowych Gerarda można słuchać bez końca - podkreśliła Mazurkiewicz-Makosz.
Iwona Mazurkiewicz-Makosz i Gerard Makosz - miłość na dobre i na złe
Zakochani dwukrotnie musieli przejść sprawdzian swojej relacji. Problemy zdrowotne Gerarda nie przekreśliły ich związku. Wręcz przeciwnie - jeszcze bardziej go wzmocniły.
- Byliśmy w sanatorium w Bieszczadach i tam był początek koronawirusa. Byłem jedną nogą po tamtej stronie prawie. Iwonka wyciągnęła mnie i moja córka, która jest lekarzem. Miałem ponad tydzień 40 stopni gorączki. Wyprawa do łazienki to była wyprawa na Mount Everest. To było coś strasznego. Naprawdę byłem po tamtej stronie, ale wyszedłem z tego. Po prostu jak nie kochać takiej osoby, która cały czas przy mnie leżała na podłodze, a ja cierpiałem - wyznał Makosz.
W zeszłym roku w marcu u Gerarda zdiagnozowano złośliwego raka płuc. To była kolejna kryzysowa sytuacja, przez którą małżonkowie musieli razem przejść.
- To nas powaliło, bo ileż razy można dostawać sprawdzian w życiu? Ja jeszcze bym chciała nawiązać, że miałam dwoje dzieci, jedno mi zmarło, drugie wyrwane śmierci. Śmierć drugiego męża i teraz te dwie przypadłości. Był taki wewnętrzny bunt, że po prostu ja już tak więcej nie chcę, ale udało nam się z tego wyjść - podkreśliła Iwona. - Takie przypadłości na pewno jeszcze bardziej wiążą emocjonalnie. Jeżeli ja się decyduję być z kimś, to na dobre i na złe. I wtedy się nie liczą te nieprzespane noce, ten lęk, bo wiem, że walczę o coś dla kogoś, kogo kocham i kogo lubię. Nasza miłość oparta jest na przyjaźni, na głębokiej przyjaźni - dodała gościni Dzień Dobry TVN.
Całą rozmowę znajdziesz w materiale wideo.
Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.
Zobacz także:
- Liczba singli konsekwentnie rośnie. Co to o nas mówi? "Patologią jest brak jakichkolwiek więzi"
- Gdzie spotkać "idealnego chłopaka"? Oto dziewięć miejsc, które mogą cię zaskoczyć
- Seniorzy czerpią więcej przyjemności z seksu niż młodsi. "Emerytami jesteśmy tylko dla ZUS-u"