Liczba singli konsekwentnie rośnie. Co to o nas mówi? "Patologią jest brak jakichkolwiek więzi"

kobieta, która trzyma kubek
Single. Dlaczego coraz więcej osób wybiera życie w pojedynkę?
Źródło zdj. gł.: Fuse Img/Getty Images
Tytuł pewnej dobrze znanej piosenki głosi, że miłość jest tym, czego wszyscy potrzebujemy. Jednak coraz więcej osób rezygnuje z relacji i wybiera w życie w pojedynkę. Dlaczego tak się dzieje? Czy miłość i związek nie są już dla nas ważne? O tym w rozmowie z serwisem dziendobry.tvn.pl opowiedział dr Mateusz Grzesiak, psycholog, wykładowca akademicki, doradca strategiczny.
Kluczowe fakty:
  • Rośnie liczba osób, które wybierają życie w pojedynkę.
  • Zdaniem niektórych single stawiają na wygodę i nie chcą wchodzić w związki, bo te wymagają pracy i zaangażowania.
  • O tym, dlaczego część z nas wybiera bycie singlem, opowiedział dr Mateusz Grzesiak, psycholog, wykładowca akademicki, doradca strategiczny.

Dalsza część tekstu znajduje się poniżej.

Marta Dobosz
Single i ich poszukiwania miłości na krańcach świata - napisy
Źródło: Dzień Dobry TVN

Miłość nie jest nam już potrzebna?

Katarzyna Oleksik, dziendobry.tvn.pl: Czy w byciu singlem jest coś złego?

Dr Mateusz Grzesiak, psycholog, wykładowca akademicki, doradca strategiczny: Status singla sam w sobie jest klinicznie i moralnie neutralny. Patologią nie jest brak partnera. Patologią jest brak więzi w ogóle.

Duże badania populacyjne pokazują, że poczucie samotności zwiększa ryzyko śmiertelności o około jedną czwartą, a strukturalna izolacja społeczna nawet bardziej. Kluczowe słowo: poczucie. Sam fakt życia bez partnera nie predykuje gorszego zdrowia, jeśli osoba pozostaje osadzona w sieci innych więzi.

W psychologii rozróżniamy trzy odrębne stany. Bycie samym to fakt obiektywny. Samotność to subiektywne poczucie deprywacji więzi. Osamotnienie to strukturalny brak kontaktu. Singiel z pełną siecią przyjaciół, rodziny i wspólnoty zawodowej znajduje się w stanie pierwszym. Dopiero przejście do drugiego lub trzeciego rodzi konsekwencje zdrowotne. Przewlekła samotność dysreguluje oś podwzgórze-przysadka-nadnercza, podnosi poziom kortyzolu i osłabia funkcje immunologiczne.

Czy każdy z nas jest stworzony do bycia w związku?

Z perspektywy psychologii ewolucyjnej i teorii przywiązania potrzeba bliskich relacji jest u człowieka uniwersalna. Należy do tej samej kategorii motywacji co potrzeba jedzenia czy snu. System więzi aktywuje się u dorosłych w relacjach romantycznych analogicznie do tego, jak działa u dzieci wobec figur opiekuńczych. Ten sam obwód neuronalny, ten sam zestaw neuropeptydów (oksytocyna, wazopresyna), ten sam wzorzec regulacji emocji.

Każdy musi być w związku romantycznym?

Nie, ale każdy potrzebuje bliskiej więzi. Forma realizacji tej potrzeby może się różnić. Według dużych badań populacyjnych około 1 procenta osób identyfikuje się jako aseksualne. Pewna część populacji lokuje się też w spektrum aromantycznym. Dla tych osób związek romantyczny w klasycznym rozumieniu nie stanowi centralnej potrzeby. Ich dobrostan może być w pełni zaspokojony przez przyjaźnie, więzi rodzinne, zaangażowanie wspólnotowe.

Pozostała znaczna większość populacji ma neurobiologicznie zakodowaną dyspozycję do funkcjonowania w bliskiej diadzie. Mówię "neurobiologicznie", bo to nie jest konstrukt kulturowy. Osoby długoterminowo żyjące w izolacji rozwijają zmiany neuroendokrynne analogiczne do tych obserwowanych u zwierząt społecznych odseparowanych od grupy. Zatem: prawie każdy potrzebuje głębokiej więzi. Nie każdy musi realizować tę potrzebę w klasycznym związku partnerskim.

Życie w pojedynkę. Dlaczego coraz więcej osób wybiera taki model?

Dlaczego singli przybywa, mimo większych możliwości poznania kogoś?

Według ostatniego spisu powszechnego gospodarstwa jednoosobowe stanowią dziś w Polsce niemal jedną czwartą wszystkich gospodarstw domowych. W krajach nordyckich przekraczają 40 procent. Trend obejmuje całą Europę i ma kilka udokumentowanych przyczyn. Pierwsza to paradoks wyboru. W warunkach hiperobfitości opcji decyzja staje się trudniejsza, nie łatwiejsza. Kiedy masz dwie opcje, wybierasz jedną. Kiedy masz dwa tysiące, paraliżujesz się i nie wybierasz żadnej, bo zawsze "może być ktoś lepszy". Algorytmy aplikacji randkowych wzmacniają tę pętlę nagrody, podtrzymując oczekiwanie ciągłej eskalacji i utrudniając konsolidację wokół jednego partnera.

Druga - transformacja kulturowa zachodu z kolektywizmu w skrajny indywidualizm. Życie osobiste przestało być rozumiane jako służba wspólnocie i stało się projektem samorealizacji. Związek, kiedyś warunek dorosłości, obecnie jest jedną z opcji, która konkuruje z karierą, podróżami czy rozwojem osobistym.

Trzecia - inflacja oczekiwań wobec partnera. Pokolenie naszych dziadków łączyło się dla bezpieczeństwa ekonomicznego i przetrwania. Dzisiaj oczekujemy, że jeden człowiek będzie pokrywał potrzeby, które kiedyś rozkładały się na wspólnotę kilkudziesięciu osób. Najlepszy kochanek, najlepszy przyjaciel, terapeuta, partner biznesowy, towarzysz duchowy. Statystycznie i emocjonalnie takie obciążenie jest niewykonalne.

Czwarta - atrofia kompetencji relacyjnych. Pokolenia wyrosłe na komunikacji zapośredniczonej przez ekran mają realnie obniżoną tolerancję na niezręczność i niejednoznaczność interakcji bezpośredniej. Tymczasem zdrowa relacja wymaga umiejętności trwania w dyskomforcie. Te umiejętności coraz mniej osób trenuje w okresie dojrzewania.

Często mówi się, że bycie singlem to przejaw wygodnictwa i egoizmu. To prawda?

W psychologii odróżniamy unikanie zaangażowania od świadomej autonomii. Osoba z lękowo-unikającym stylem przywiązania faktycznie unika bliskości. Jej psychika wytworzyła ten wzorzec jako mechanizm obronny, najczęściej w odpowiedzi na niedostępność emocjonalną wczesnych opiekunów. Kompromis interpersonalny jest dla niej źródłem dyskomfortu większego niż dla osób z bezpiecznym stylem przywiązania, ponieważ aktywuje schemat "bliskość rodzi zagrożenie". W języku potocznym można to nazwać wygodnictwem. W ujęciu klinicznym to wzorzec adaptacyjny o korzeniach rozwojowych.

Natomiast osoba o wysokiej samoświadomości i bezpiecznym stylu przywiązania może natomiast świadomie decydować, że obecnie nie wchodzi w związek, ponieważ nie dysponuje wystarczającymi zasobami emocjonalnymi czy życiowymi, żeby relację udźwignąć. To akurat odwrotność egoizmu. To dojrzałość. Wchodzenie w relację bez zdolności do jej utrzymania krzywdzi drugą osobę poważniej niż brak relacji.

Warto zaznaczyć, że społeczna presja na "parowanie się" ("zegar biologiczny", oczekiwania rodzicielskie, konformizm rówieśniczy) generuje znaczącą liczbę toksycznych związków. Świadomy singiel służy światu lepiej niż kompulsywnie sparowana para żyjąca w cichej rozpaczy. Egoizm działa w obie strony, tylko z różnymi twarzami.

Relacje - czy potrafimy je budować?

Zamiast związku część osób decyduje się przygarnąć psa lub kota. Co to o nas mówi? Czy to może być dowód na to, że nie umiemy już budować relacji?

Posiadanie zwierzęcia rzeczywiście aktywuje ten sam układ oksytocynowy, który obsługuje więzi międzyludzkie. Tylko że to za mało, i za mało z konkretnego powodu. Relacje międzyludzkie różnią się od relacji ze zwierzęciem jednym fundamentalnym wymiarem: sprawczością drugiego podmiotu. Pies kocha bezwarunkowo, ponieważ ewolucyjnie został skalibrowany na lojalność wobec opiekuna. Człowiek zostaje, choć mógłby odejść. Z perspektywy psychologii egzystencjalnej to różnica zasadnicza. Relacja z istotą wolną daje doświadczenie potwierdzenia siebie, którego relacja z istotą zależną dać nie może.

Drugi wymiar to konfrontacja. Zwierzę nie kwestionuje naszych narracji ani projekcji. Nie zmusza do refleksji. Tymczasem dojrzała relacja partnerska jest jednym z najsilniejszych czynników rozwojowych w dorosłym życiu. Bez "innego", który stawia opór i odbija lustro, rozwój "ja" jest istotnie ograniczony.

Ludzie nie stracili zdolność budowania relacji. Obniżyli próg tolerancji na dyskomfort interpersonalny. Zwierzę dostarcza emocjonalnej nagrody bez kosztu konfrontacji. To racjonalna optymalizacja krótkoterminowa. Długoterminowo zubaża strukturę psychiki.

To jak się przełamać? Czy np. aplikacja randkowa to dobre miejsce do szukania miłości?

Według dostępnych danych aplikacje są dziś jednym z trzech najczęstszych sposobów poznawania nowych partnerów, a w młodszych grupach wiekowych wręcz dominującym. W Polsce trend jest analogiczny. Pytanie nie brzmi już: czy używać aplikacji, tylko jak je wykorzystać bez utraty zdrowia psychicznego.

Lęk przed założeniem profilu jest najczęściej manifestacją głębszego mechanizmu. Z perspektywy terapii poznawczo-behawioralnej można go rozłożyć na trzy komponenty. Komponent pierwszy: katastrofizacja oceny społecznej. Osoba prognozuje masowe odrzucenie i interpretuje je jako informację diagnostyczną o sobie ("jestem niewystarczająca"). Interwencja: ekspozycja stopniowana w połączeniu z restrukturyzacją poznawczą. W praktyce oznacza to założenie profilu autentycznego, nie wyidealizowanego, oraz pracę nad rozdzieleniem oceny zdjęcia od oceny osoby.

Komponent drugi: sztywność celu. Człowiek wchodzi w aplikację z założeniem "muszę znaleźć partnera życiowego". Każde nieudane spotkanie jest wówczas porażką wobec celu nadrzędnego. Interwencja: redefinicja celu z opartego nie na rezultacie, a na procesie. Nie "znaleźć", tylko "praktykować". Każda interakcja staje się treningiem kompetencji społecznych, co istotnie redukuje obciążenie emocjonalne.

Komponent trzeci: prokrastynacja jako strategia regulacji emocji. Odwlekanie nie jest słabością charakteru. Jest funkcjonalnym mechanizmem ochrony przed wyobrażonym bólem. Skuteczna interwencja wymaga zewnętrznej struktury: precyzyjny termin (zakładam profil w piątek o 20:00), ograniczony okres testu (30 dni), z góry zdefiniowane kryteria oceny.

Pracując równolegle offline (taniec, warsztaty, kursy językowe, sport zespołowy), zwiększa się ekspozycję na bodźce społeczne ogółem, co obniża koszt wejścia w nowe interakcje także online. Ćwiczenia socjalizacyjne działają jak trening, który procentuje również w innych sferach życia.

Aplikacja sama nikogo nam nie znajdzie. Daje jedynie dostęp do puli osób, których inaczej byśmy nie spotkali. Reszta to praca, którą każdy musi wykonać samodzielnie: na sobie, ze sobą, dla siebie.

Zobacz także:

Autorka/Autor: Katarzyna Oleksik