Zamiast wytchnienia, koszmar w DPS-ie i walka o życie syna. "Zrobili krzywdę mojemu dziecku"

Zrzut ekranu 2026-02-11 184154_Easy-Resize
Uwaga! TVN. Koszmar w DPS-ie. Zamiast wytchnienia, walka o życie syna
Źródło: Uwaga! TVN
Zajmują się niepełnosprawnym synem przez 24 godziny na dobę. Pani Małgorzata i jej mąż marzyli, by choć przez chwilę odpocząć. Postanowili skorzystali z tak zwanej opieki wytchnieniowej i przekazali 34-letniego Radosława na 10 dni do jednego z pomorskich DPS-ów. To zakończyło się walką o jego życie w szpitalu. Rodzicom od pół roku nie udało się wyjaśnić, co się tam wydarzyło, zawiadomili policję. Reportaż programu "Uwaga! TVN".

Pobyt w DPS-ie wstrząsnął życiem chorego i jego rodziny

W połowie zeszłego roku rodzice 34-letniego Radosława skorzystali z 10-dniowej opieki wytchnieniowej. Pobyt syna w domu pomocy społecznej, który miał dać małżeństwu chwilę odpoczynku od codziennej, bardzo angażującej opieki nad ich synem, zakończył się walką o jego życie w szpitalu. Mimo że od pobytu mężczyzny w ośrodku minęło już pół roku, jego rodzicom do teraz nie udało się wyjaśnić, co tam zaszło.

- Zrobili krzywdę mojemu dziecku. Radek prawie stracił życie. Miał sepsę, był odwodniony. Usta miał tak spieczone, że nie można było ich otworzyć – opowiada pani Małgorzata.

- Zadaję sobie pytanie, czy są tam jeszcze osoby, które tak cierpią – zastanawia się dzisiaj kobieta.

Uwaga! TVN. 34-latek wymaga opieki przez 24 godziny na dobę

Radosław urodził się z wieloma chorobami, w tym porażeniem dziecięcym i autyzmem. Wymaga opieki i nadzoru przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Jego rodzice poświęcili się temu całkowicie.

- Bije się po twarzy i całym ciele. Drapie się i wyrywa sobie włosy i brwi. Ostatnio zaczął strasznie bić się w nocy, trzeba szybko do niego biec – opowiada pani Małgorzata.

- Nawet w mieszkaniu zdarzają się poważne upadki. Trzeba opiekować się nim przez cały czas, na okrągło za nim chodzić – dodaje matka Radosława.

Co to jest opieka wytchnieniowa?

Rodzice 34-latka od dawna marzyli, by odpocząć.

- Opieka wytchnieniowa to było to, na co myśmy całe życie czekali – mówi pani Małgorzata.

Opieka wytchnieniowa to realizowana od kilkunastu lat forma wsparcia dla opiekunów osób z niepełnosprawnością, zapewniająca czasowe zastępstwo w domu lub placówce. Ma to umożliwić im odpoczynek i regenerację. Każdemu opiekunowi należy się nawet do 14 dni takiej opieki rocznie.

Pracownica pomocy społecznej zaproponowała pani Małgorzacie, by ta wysłała Radosława na pobyt w jednym z ośrodków na Pomorzu. 34-latek miał tam trafić na 10 dni.

- W naszym przypadku zakończyło się to koszmarem – ocenia pani Małgorzata. I tłumaczy: - Jak odbieraliśmy Radka, był na wózku, miał schyloną głowę, nie mógł złapać oddechu, oczy uciekały mu do góry. Nie był w stanie stanąć na nogach, jakby nogi były z waty. Zaczął charczeć, tak jakby nie mógł złapać powietrza.

- Powiedziałam do męża, że nie czekamy, bo Radek miał sine usta i trzeba jechać na SOR – dodaje matka 34-latka.

Właścicielka ośrodka twierdziła, że to może być jedynie drobna infekcja i poleciła podanie antybiotyku. Jednak w szpitalu okazało się, że stan syna pani Małgorzaty jest katastrofalny i trzeba walczyć o jego życie. Zdiagnozowano u niego sepsę, zatorowość płucną, bakteryjne zapalenie płuc.

Co gorsze, w szpitalu Radek był już tylko osobą leżącą – na pytanie rodziców, czy jak wyjdzie z tego, to będzie mógł chodzić, neurolog nie dawała na to większych szans.

Kobieta podejrzewa, że nie tylko zaniedbano opiekę nad jej synem w ośrodku, ale mógł być on nawet zapinany w pasy, aby nie stanowił obciążenia dla pracowników.

Po powrocie do domu i wdrożonej rehabilitacji Radosław na szczęście zaczął znowu chodzić.

Kontrole w prywatnym DPS-ie

Tymczasem, jak się dowiadujemy, ten prywatny ośrodek, był dwa lata temu kontrolowany przez urząd wojewódzki i już wtedy wykazano liczne nieprawidłowości. Najważniejszy zarzut to brak odpowiednich kwalifikacji u opiekunek.

- Kwalifikacje nie były wystarczające, w związku z tym podmiot został wezwany do przeprowadzenia odpowiednich szkoleń, aby pracownicy spełniali ustawowe wymogi – przekazuje Krystian Kłos, rzecznik Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku.

Skoro wyniki kontroli były negatywne, to dlaczego ośrodek dalej działał?

- Podmiot zobowiązał się, że naprawi zgłoszone uchybienia – tłumaczy Krystian Kłos.

A czy obecnie kadra DPS-u ma odpowiednie szkolenia?

- Trwa weryfikacja, jeśli chodzi o przeprowadzenie tej kontroli – stwierdza rzecznik urzędu wojewódzkiego.

Urzędnicy, poruszeni historią Radosława, zadeklarowali, że przeprowadzą w najbliższym czasie kolejną kontrolę w ośrodku.

Właśnie z tym DPS-em dwa lata temu Kościerzyńskie Centrum Usług Społecznych, realizując program pomocy wytchnieniowej, podpisało umowę, w ramach której niepełnosprawni byli tam kierowani na kilkanaście dni.

- Przed zawarciem umowy w 2024 roku wybraliśmy się do tego domu pomocy i na miejscu chcieliśmy zobaczyć, gdzie i w jakich pokojach te osoby będą przyjmowane, a także kto będzie je obsługiwać. Udostępnili nam to, pytaliśmy, czy jest odpowiednia kadra – mówi Dorota Wejher, dyrektorka Centrum Usług Medycznych w Kościerzynie.

Pani Małgorzata złożyła zawiadomienie na policji. Funkcjonariusze wszczęli postępowanie pod kątem narażenie człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Z uzyskanych przez nas informacji wynika, że to nie jedyne postępowanie prowadzone przez policję skupiające się na tym ośrodku.

- Nie chcę żadnych pieniędzy. Chcę, żeby każdy dowiedział się, co to za ośrodek, w jakim stanie mój syn z niego wyszedł. I żeby osoby oddające kogoś do DPS-u bardziej wszystko sprawdzały, krok po kroku, żeby być pewnym, że nie stanie się krzywda – kończy pani Małgorzata.

Cały reportaż zobacz na stronie Uwagi! TVN.

Zobacz także: