Przeżył wybuch metanu w kopalni, miał poparzone 90% ciała. Dziś potrzebuje środków na rehabilitację. "To cud medyczny"
Wybuch metanu w kopalni Knurów-Szczygłowice. Mirosław Romańczuk cudem uniknął śmierci
- Tego dnia nie chciało mi się iść do pracy. Miałem jakieś dziwne przeczucie. Pytałem się kierownika, czy mnie potrzebuje, bo chciałem wrócić do domu, to powiedział, że skoro jestem, to mam zjechać. Wybuchł metan i centralnie byłem w tym epicentrum tego zdarzenia - opowiada w materiale Dzień Dobry TVN Mirosław Romańczuk, górnik z wieloletnim doświadczeniem.
Do tragedii doszło 22 stycznia 2025 roku. Zginęło pięciu górników. Mirosław Romańczuk również ledwo uszedł z życiem.
- Straciłem przytomność. Jak się przebudziłem, to już nikogo nie było. Szukałem bardzo wody, bo mi się pić chciało, wszystko było zadymione. Później przez telefon słyszałem, jak dyspozytor pytał, czy ktoś jeszcze jest. Ja podbiegłem i mu powiedziałem, że jeszcze jestem ja, Romańczuk. Oni byli w szoku, że ja tam jeszcze byłem - wspomina poszkodowany górnik.
Pan Mirosław z miejsca wypadku został przetransportowany śmigłowcem do Szpitala Specjalistycznego im. Ludwika Rydygiera w Krakowie. Jego stan był krytyczny, a lekarze walczyli o życie pacjenta.
- W pierwszych dobach leczenia zastosowaliśmy postępowanie niestandardowe. Ta różnica polega na tym, że konieczna według podręczników wczesna nekrektomia, czyli wczesne usunięcie martwicy powinno się odbyć w pierwszej dobie, a na pewno w drugiej i zakończyć się koło piątej doby tak, by koło siódmej doby pacjent nie miał martwicy. Gdybym w taki sposób postąpiła jako chirurg, na pewno pan Mirek nie przeżyłby urazu dodatkowego, jakim był uraz chirurgiczny - przekonuje dr hab. n. med. Anna Chrapusta.
- Według podręczników, wszelkich dostępnych skal, według których prognozujemy przeżycie pacjenta, pan Mirosław nie miał żadnych szans na przeżycie - dodaje lekarka.
- Był taki moment, że nie było go czym leczyć i tylko taka inwencja, połączenie leków wynikające z doświadczenia i z wiedzy spowodowało to, że nam się udało zwalczyć to zakażenie i utrzymać pana przy życiu, bo tak naprawdę jeśli pacjenci nie umierają z powodu wstrząsu oparzeniowego w pierwszych dobach, to kolejnym elementem są wstrząsy septyczne, czyli wszelkie zakażenia - komentuje anestezjolog lek. Roman Wach.
- Dwa miesiące w Krakowie byłem w śpiączce, później siedem miesięcy na OIOM-ie. Jak się obudziłem ze śpiączki, popatrzyłem na swoje dłonie. Niestety miałem tak spalone, że musiałem mieć palce u rąk poobcinane. Uszy tak samo, nogę miałem złamaną i gdzieś tam była martwica, i stopniowo miałem ją obcinaną - opowiada pan Mirosław.
- Pan Mirek, z racji na ogromną powierzchnię oparzenia, głębokość obejmującą 85% trzeciego na czwarty stopień i przede wszystkim na przebycie urazu wysokociśnieniowego, czyli dużo poważniejszego oparzenia dróg oddechowych, aniżeli w wypadku pożarów w zamkniętym pomieszczeniu, oceniam, że należał do jednych z absolutnie najtrudniejszych pacjentów w trakcie całego mojego życia zawodowego - zaznacza dr Anna Chrapusta.
Górnik pragnie odzyskać sprawność po wybuchu w kopalni - zbiórka pieniędzy
Dziś Mirosław Romańczuk walczy o powrót do sprawności. Jest pod stałą opieką Fundacji Podaruj Dobro, która wspiera go w leczeniu i rehabilitacji.
- Panu Mirkowi mogę dwie cechy nadać. Jest niesamowicie waleczny i silny - to jest jedna cecha łącząca się. A druga: on po prostu chce żyć. Jego marzeniem jest być samodzielnym, niezależnym od kogokolwiek. Chce robić podstawowe czynności, które my robimy codziennie, a on na ten moment nie może - mówi nam Daniel Kocur, prezes Fundacji Podaruj Dobro.
- Na razie nie umiem się przełamać, żeby iść wśród ludzi, bo byłem ostatnio z siostrą w sklepie, to widzę ten wzrok na mnie, jak się ludzie patrzą - wyznaje pan Mirosław.
Rehabilitacja, której górnik musi być systematycznie poddawany, wiąże się z ogromnymi wydatkami, które pogrążają domowy budżet.
- Miesięcznie mnie to kosztuje ponad 30 tysięcy. Brakuje mi środków, a jeszcze czeka mnie zaprotezowanie. Proteza niecałe 200 tysięcy zł kosztuje - wylicza podopieczny fundacji.
Utworzono więc zbiórkę pieniędzy, której celem jest zebranie środków na dalsze leczenie pana Mirosława. Link do zbiórki znajdziesz TUTAJ.
- 90% poparzeń ciała. To jest po prostu cud medyczny. Wszyscy możemy już tylko poprawić jakość życia pana Mirka, bo ten cały trud walki o życie lekarze wykonali i myślę, że pan Mirek już dość nacierpiał się, żeby musiał teraz borykać się z finansami, jeśli chodzi o rehabilitację - przekonuje Daniel Kocur.
Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.
Zobacz także:
- 8-letni Maks odezwał się do Łatwoganga. "Bez ciebie to mogliśmy nawet latami zbierać"
- Hanna Bieluszko wróciła pamięcią do swojej diagnozy. "Urywa mi się film, ląduję w szpitalu"
- Szymonek potrzebuje 16 mln złotych na leczenie. Na tę samą chorobę zmarł jego wujek