Dramatyczna walka o życie Klaudii po powrocie z Chin. Mama: "Choroba postępowała bardzo szybko"
Historia Klaudii Uciechowskiej
24-letnia Klaudia Uciechowska z Wałbrzycha od dwóch lat mieszka w Pekinie i tam studiuje. W kwietniu tego roku nagle źle się poczuła i trafiła do szpitala. Po czterech dniach jej stan drastycznie się pogorszył.
- Lekarze zdiagnozowali u niej ostre zapalenie otrzewnej, zapalenie płuc, zapalenie mózgu, perforację dwunastnicy, ropień w okolicy wątroby oraz guz na jajniku - potworniaka. Ten guz został już usunięty, ale zanim do tego doszło, zdążył dokonać ogromnego spustoszenia w jej młodym organizmie. Powikłania są straszliwe - pisała mama Klaudii na stronie zbiórki pieniędzy na leczenie.
Priorytetem było, by przetransportować Klaudię do Polski. Ostatecznie się to udało i 24-latka jest obecnie pod opieką lekarzy z IV Wojskowego Szpitala Klinicznego z Polikliniką we Wrocławiu. Trwa diagnostyka, choć sytuacja jest skomplikowana, bo dokumentacja medyczna została sporządzona w języku chińskim.
- Dokumentacja nawet nie jest jeszcze pełna, czekamy na resztę dokumentów, bo strona chińska prosiła o parę dni, żeby podsumować wszystko. Nasi lekarze prowadzą diagnostykę sami - powiedziała Joanna Uciechowska, mama pacjentki.
Nagłe pogorszenie stanu zdrowia Klaudii Uciechowskiej
Jak podkreśliła mama Klaudii, nic nie wskazywało, że jej córka może mierzyć się z problemami zdrowotnymi.
- Klaudia nigdy się na nic nie skarżyła, więc ta sytuacja była dla nas dużym zaskoczeniem, że cokolwiek się wydarzyło. W dniu, w którym trafiła do szpitala, rozmawiałam z nią. Nie mówiła niczego, co mogłoby wzbudzić mój niepokój, że coś się dzieje. Rozmawiałyśmy krótko, bo ja wtedy zbierałam się już do pracy, miałam na popołudniową zmianę. Nic nie wskazywało na to, że cokolwiek może się wydarzyć. Nie mówiła, że źle się czuje, że ma jakieś dziwne objawy. Nic z tych rzeczy, a w Pekinie to już była godzina 19:00. A ona w nocy z 15 na 16 kwietnia trafiła do szpitala - powiedziała Joanna Uciechowska.
Pierwsze 4 dni Klaudia spędziła na oddziale psychiatrycznym.
- Na oddziale zamkniętym, bez diagnozy i bez badań. Choroba postępowała bardzo szybko. Zaczęło się od zapalenia płuc. Przestała być wydolna oddechowo. W tym momencie przeniesiono ją na OIOM, zaintubowano i zaczęto szukać przyczyny, co się dzieje, dlaczego ta choroba tak szybko postępuje. Wtedy było już wiadomo, że nie są to zaburzenia psychiczne. Wtedy zdiagnozowano potworniaka - opisywała mama pacjentki.
Dzięki determinacji rodziców Klaudii oraz przy pomocy Ministerstwa Obrony Narodowej udało się samolotem sprowadzić 24-latkę do Wrocławia. Teraz potrzebne jest wsparcie finansowe. Koszty leczenia w Chinach, ale też koszty rehabilitacji w Polsce są bardzo wysokie. Link do zbiórki tutaj.
- Jeżeli chodzi o finanse, cały czas zbiórka jest, ponieważ nie mamy jeszcze ostatecznego wyliczenia kosztów z Pekinu. Nie wiem, ile trzeba będzie jeszcze zapłacić. Czekamy na takie ostateczne rozliczenie przez ubezpieczyciela. Trzeba też pamiętać, że w Polsce ta rehabilitacja będzie długa i kosztowna, bo taki stan zdrowia i te wszystkie powikłania, które są, generują bardzo duże koszty - zaznaczyła pani Joanna.
Całą rozmowę można znaleźć w materiale wideo.
Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.
Zobacz także:
- Kiedy pogryzienie przez kota może być niebezpieczne? "Mamy chorobę kociego pazura"
- Julia jest jak Angelina Jolie. Mutacja genu BRCA1 skłoniła ją do obustronnej mastektomii. "Cycki na NFZ"
- Tanoreksja dotyka coraz więcej osób. Jaką cenę płacimy za piękno?