- Jasiek Mela zdobył oba bieguny w wieku 15 lat mimo niepełnosprawności
- Dziś skupia się na rodzinie i wychowaniu dzieci
- Przyznaje, że rodzicielstwo to największe wyzwanie w jego życiu
Dla Jaśka Meli nie ma rzeczy niemożliwych. Jako najmłodszy w historii zdobył oba bieguny ziemi pod opieką znanego polarnika Marka Kamińskiego. Tego wyczynu dokonał mając zaledwie 15 lat, mimo poważnej niepełnosprawności. W 2002 roku uległ porażeniu prądem, gdy wszedł do niezabezpieczonej stacji transformatorowej. Konieczna była amputacja ręki i nogi. Mimo to nigdy się nie poddał, a jego historia stała się inspiracją dla filmu "Mój biegun".
Jasiek Mela. Od biegunów do życia rodzinnego
Jego nazwisko przez lata kojarzyło się z ekstremalnymi wyprawami i przekraczaniem granic, dziś Jasiek Mela patrzy na życie z zupełnie innej perspektywy.
- Jak jeździłem na różne spotkania, festiwale podróżnicze i opowiadałem o wyprawach na biegun, na Kilimanjaro, o maratonie i innych takich sportowych doświadczeniach, to ludzie mówili: wow, ekstra zazdroszczę. A jak mówię, że mamy z żoną trójkę dzieciaków, to ludzie mówią: wow, a niekoniecznie to drugie. Śmieję się, że wszystkie te wyprawy chyba były tak naprawdę przygotowaniem do tej prawdziwej, ekstremalnej wyprawy, jaką jest właśnie rodzicielstwo - mówi Jasiek Mela.
Rodzina Jaśka Meli. Codzienność, dzieci i nowe wyzwania
Dziś jego życie wypełniają nie wyprawy polarne, lecz rodzinne obowiązki, wychowanie dzieci i budowanie relacji. Jak przyznaje, dba o szczere rozmowy z dziećmi i odpowiada na te nawet najtrudniejsze pytania. - To jest Jadzia, ma 6 lat. To jest Kazik, ma 4,5 roku. To najmłodsza Zośka, lat 3. To moja żona Magda. Mam jeszcze dziecko z poprzedniego związku, ale na co dzień moja rodzina to plus 3 – opowiada Jasiek Mela.
- W zasadzie na początku nasze dzieci nie pytały, dlaczego tata nie ma ręki i nogi. Teraz zaczyna się okres tych pytań. Na początku żartowaliśmy, że rekin zjadł, że piraci napadli i tak dalej. Często mnie pytają, to jak ją straciłem. Odpowiadam, że po wypadku, po porażeniu prądem, doktor musiał je uciąć. Dzieciaki pytają, że skoro ręka została odcięta, to gdzie ona teraz jest? Czy mi ją dali, czy mam ją gdzieś schowaną w szafie, czy zabrali? Pytają i mają sprawę jasną, temat zamknięty, jedziemy dalej – dodaje.
Zobacz także:
- Fundacja TVN rusza z nowym programem. "Nietuzinkowy na skalę polską"
- Samookaleczenia u dzieci i młodzieży. "Świat się zawalił. Nie życzę tego nikomu"
- Policjanci uratowali życie 16-latce w kryzysie psychicznym. "Uniknąć efektu Wertera"