- Zmarł Dragon, pies ratowniczy z OSP Nowy Sącz.
- Psi ratownik miał specjalność terenową i gruzowiskową.
- Ratownicy żegnają Dragona jak członka rodziny, publikując w mediach społecznościowych wzruszający wpis.
Dalsza część tekstu poniżej.
Nowy Sącz. Odszedł psi ratownik Dragon
Informacja o śmierci Dragona pojawiła się w mediach społecznościowych na profilu Grupy Ratownictwa Specjalnego OSP Nowy Sącz.
- Wczoraj pożegnaliśmy wyjątkowego członka naszej jednostki… - napisali członkowie grupy, dodając, że pies zmagał się z chorobą. Dragon, mimo młodego wieku, zdążył zapisać się w historii lokalnego ratownictwa jako niezastąpiony członek zespołu.
Dragon był psem ratowniczym o dwóch specjalnościach - terenowej i gruzowiskowej. Oznaczało to, że mógł działać zarówno podczas poszukiwań osób zaginionych w otwartym terenie, jak i w akcjach prowadzonych na obszarach zniszczonych przez katastrofy budowlane.
Ratownicy wspominają go jako wyjątkowego partnera: pracowitego, lojalnego i pełnego energii.
- Tam, gdzie pojawiał się Dragon, była energia, zaangażowanie i ogromna radość z pracy - czytamy we wpisie opublikowanym przez jednostkę.
Żałoba w OSP Nowy Sącz
Dla zespołu z Nowego Sącza Dragon nie był zwykłym psem. Stał się częścią rodziny. Najtrudniejszy czas przeżywa teraz jego przewodnik. W mediach społecznościowych strażacy skierowali do niego słowa wsparcia, zaznaczając, że strata dotyczy nie tylko partnera w służbie, ale przede wszystkim przyjaciela, z którym dzielił każdy dzień.
Do wpisu pożegnalnego dołączono zdjęcia Dragona. W komentarzach pojawiły się słowa współczucia, żalu i uznania dla pracy, jaką pies wykonywał.
- 6 lat to nie wiek na umieranie - napisała jedna z internautek, oddając emocje wielu komentujących.
Ratownicy zakończyli swój wpis słowami wdzięczności: "Dziękujemy Ci za każdą akcję, każdy trening i każdą chwilę, w której dawałeś z siebie wszystko". Na koniec dodali poruszające pożegnanie, życząc psu, by "biegał szczęśliwie po zielonych łąkach za Tęczowym Mostem".
Zobacz także:
- Czy pies zawsze musi być na smyczy? "Przepisy wprost mówią"
- Ciągnął psa za motorowerem. Zwierzę nie przeżyło tortur
- Dawid Kwiatkowski stracił przyjaciela. Musiał odwołać koncert. "Nigdy nie bolało mnie nic tak mocno"