Damian Michałowski uczy dzieci wartości pieniądza. "Wrócił i powiedział: było bardzo drogo"

Prowadzący "Dzień dobry TVN": Damian Michałowski
Damian Michałowski o przedsiębiorczości dzieci
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Damian Michałowski nie ukrywa, że chce wychować swoje dzieci na świadomych i odpowiedzialnych dorosłych. W rozmowie z Oskarem Netkowskim prowadzący Dzień Dobry TVN zdradził, jak uczy swoje pociechy gospodarowania pieniędzmi. Opowiedział też o nietypowej lekcji, jaką jego syn odebrał podczas wyjazdu do Norwegii.

Syn Damiana Michałowskiego pojechał do Norwegii. "Wrócił i powiedział: było bardzo drogo"

Podczas rozmowy Oskar Netkowski zapytał Damiana Michałowskiego, czy już teraz stara się uczyć swoje dzieci przedsiębiorczości. Prezenter przyznał, że stawia przede wszystkim na praktyczne doświadczenia, a jedną z takich lekcji był niedawny wyjazd jego syna do Norwegii.

Przed podróżą Michałowski postanowił wyjaśnić chłopcu, jak przeliczać norweskie korony na złotówki, by łatwiej było mu ocenić wartość kupowanych produktów.

- Mówię mu: 'Jak masz na przykład sto koron, podziel sobie to mniej więcej na trzy, żebyś wiedział, że to jest 33 złote, jak idziesz do sklepu'. Na początku trudno mu było to ogarnąć, ale po czterech dniach, jak wrócił z Norwegii, szybciutko to ogarnął - opowiadał.

Największą lekcją okazały się jednak ceny w skandynawskich sklepach. Po powrocie syn z rozbawieniem podsumował całą wyprawę.

- Wrócił i mówi: 'Tato, było bardzo drogo! Nic nie kupowałem, ale się wiele nauczyłem' - wspominał Michałowski.

Damian Michałowski uczy dzieci wartości pieniądza. Raz w miesiącu same decydują o zakupach

Prowadzący Dzień Dobry TVN zdradził również, że wraz z żoną od najmłodszych lat stara się uczyć dzieci odpowiedzialnego podejścia do pieniędzy. Jego pociechy dostają kieszonkowe, a czasami również drobne kwoty od dziadków. Zamiast jednak kupować im wszystko na bieżąco, rodzice zachęcają je do samodzielnego podejmowania decyzji.

- Moje dzieciaki mają swoje kieszonkowe, dostają czasami od dziadka, od babci, czasami od nas. Jak mają ochotę kupić sobie jakąś zabawkę, mówimy: 'Dobrze', ale wtedy idą raz na miesiąc ze swoją portmonetką, ze swoim portfelem, patrzą, ile co kosztuje i mogą sobie kupić jedną rzecz - wyjaśnił.

Jak podkreślił, celem takiego rozwiązania nie jest ograniczanie dzieci, ale pokazanie im, że każdy zakup wiąże się z konkretnym wydatkiem. Dzięki temu uczą się planowania, dokonywania wyborów i mają świadomość, ile naprawdę kosztują rzeczy, które trafiają do sklepowych koszyków.

Zobacz też:

Autorka/Autor: Karolina Kalatzi
Reporter: Oskar Netkowski