10 lat temu odszedł ksiądz Jan Kaczkowski. "Mimo że on miał dużą wadę wzroku, to widział więcej"

10 lat od śmierci księdza Jana Kaczkowskiego
10 lat od śmierci księdza Jana Kaczkowskiego
Źródło: Uwaga! TVN
Mija 10 lat od śmierci księdza Jana Kaczkowskiego, ale pamięć o duchownym wciąż jest żywa. Reportaż programu Uwaga! TVN.

- Ksiądz Jan Kaczkowski pięknie umiał "zapinać zdania". Chodzi o krótkie, tak zwane cytaty Kaczkowskiego, które krążą w sieci jak szalone – mówi Małgorzata Regosz-Kaczkowska, prezes fundacji im. księdza Jana Kaczkowskiego.

- „Nie ma słabości, której nie umiem przekuć w sukces i żyć na pełnej petardzie”. To jest taki bardzo „Janowy” cytat, który właściwie prowadził go przez całe życie – wskazuje Małgorzata Regosz-Kaczkowska. 

- Jan to była osoba, która mówiła zrozumiale i rozumieli go wszyscy. Czy jego intencją było mówienie do wszystkich? On po prostu mówił to, co czuł, mówił to, co jest prawdziwe, mówił to, co jest przyzwoite – zwraca uwagę prezes fundacji im. księdza Jana Kaczkowskiego.

10 rocznica śmierci księdza Jana Kaczkowskiego

Ksiądz Jan Kaczkowski zmarł 10 lat temu, w Wielkanocny Poniedziałek.

Pomysły i idee, które po sobie zostawił wciąż są żywe. Wprowadzane z powodzeniem w życie przez fundację jego imienia, którą prowadzi szwagierka księdza Jana. Jednym z najważniejszych elementów jej działalności są warsztaty dla młodzieży.

- On był celebrytą, jak to mówił: „onkocelebrytą”, bo wykorzystał swoją chorobę do robienia zasięgów i tłumaczenia ludziom swojej filozofii – mówi Małgorzata Regosz-Kaczkowska. I dodaje: - Próbujemy teraz edukacyjnie docierać z tymi treściami Jana do młodych ludzi. 

Budowanie podstawowych relacji międzyludzkich to jedna z najważniejszych idei w życiu księdza Kaczkowskiego. Duchowny często powtarzał, że najlepiej budować je przy smacznym jedzeniu i wspólnym stole. Wyniósł to z rodzinnego domu, gdzie jego mama regularnie robiła obiady dla całej rodziny. Przy okazji śmierci księdza jego brat i siostra wspominają wspólne chwile.

- Nie zapomnę, jak bawiliśmy się w mszę, po prostu mszę świętą. Oczywiście on był księdzem, znał całe msze święte na pamięć. Zresztą powtarzał to też w kościele. Wszyscy odpowiadali po księdzu, a Jan mówił razem z księdzem siedząc w ławce – wspomina Magdalena Sekuła, siostra księdza.

- Jan zawsze był wrażliwy na krzywdę, szczególnie krzywdę słabszych, bardziej chorych. Mimo że on miał dużą wadę wzroku, to widział więcej. Widział przede wszystkim drugiego człowieka, tego bardziej potrzebującego – dodaje pani Magdalena.

Uwaga! TVN. Hospicjum stworzone przez księdza Jana Kaczkowskiego

Czując ogromną potrzebę pomocy, 17 lat temu ksiądz Jan stworzył w Pucku hospicjum. Robił wszystko, co mógł, aby zapewnić chorym i umierającym, jak najlepszą opiekę. Pełną miłości.

- Wartości, które były dla księdza bardzo ważne, czyli przede wszystkim drugi człowiek, one nadal są nam bardzo bliskie – zapewnia Alicja Makowska z Puckiego Hospicjum pw. św. Ojca Pio.

- Ksiądz Jan uważał, że powinniśmy stworzyć to, co jest możliwe w tym ostatnim etapie chorowania czy życia, to czego nawet ktoś nie miał we własnym domu. Puckie Hospicjum powinno być domem, w którym czuje się ciepło, w którym czuje się empatię, w którym się człowiek czuje się jak u siebie – dodaje Alicja Makowska.

Ksiądz Kaczkowski pomagał wychodzić na prostą

- Siedziba fundacji jest też miejscem, gdzie mamy jego pamiątki. Sutanna to jest szczególna rzecz. Brakuje czterech z dwudziestu ośmiu guzików. Trzy z tych guzików zostały przekazane jako takie amulety chłopakom z poprawczaków, którzy już radzą sobie świetnie na wolności i dostali to jako taką rzecz na szczęście – opowiada Małgorzata Regosz-Kaczkowska. 

- Mam jeden z guzików, jest w sejfie na tajny kod. Jest bezcenny – podkreśla Patryk Galewski.

Ksiądz Jan pomógł bardzo wielu ludziom, ale jedną z najważniejszych dla niego osób był właśnie Patryk Galewski, którego nazywał „synkiem”. Poznali się, gdy chłopak był na dnie i zmierzał ku przepaści. Teraz Patryk aktywnie działa w fundacji imienia księdza Kaczkowskiego, realizując projekt „Paka”.

- Jan uratował mi życie. Był na początku takim głosem rozsądku, który kopał mnie w tyłek wtedy, kiedy bardzo potrzebowałem kopnięcia i przytulał wtedy, kiedy bardzo tego potrzebowałem. I dzisiaj jest podobnie. Kiedy doświadczam ciężkich momentów i mam taki zgrzyt etycznomoralny w głowie, to zastanawiam się i filtruję te wszystkie rzeczy, które przeżyłem z Janem, żeby znaleźć podobną sytuację, która pokazałaby mi, w którą stronę pójść – mówi pan Patryk.

- Czuję, że otrzymując od Jana tą relację, miłość, wsparcie, bezpieczeństwo otrzymałem też „Janowy” pierwiastek. Bo ja tę formę miłości „Janową” noszę w sobie i ona idzie dalej – dodaje nasz rozmówca.

Cały reportaż zobacz na stronie Uwagi! TVN.

Zobacz także: