Demolują apartamenty, zjeżdżają ze szczytu na reklamówkach. "Najgorszy typ turysty"

Niebezpieczne zachowania turystów w górach zimą
Wybryki turystów w Tatrach
Źródło: Dzień Dobry TVN
W zimowych miesiącach Tatry potrafią nie tylko zachwycić, ale też bezlitośnie obnażyć brak wyobraźni. W Dzień Dobry TVN przewodnicy, ratownicy i właściciele górskich obiektów opowiedzieli o sytuacjach, które trudno nazwać inaczej niż skrajną nieodpowiedzialnością. Od rodziców filmujących dzieci wspinające się w miejscach zakazanych, przez turystów zjeżdżających na reklamówkach, aż po gości demolujących apartamenty i zostawiających zwierzęta bez opieki.

Niebezpieczne zachowania na szlakach: "Lekkie poślizgnięcie i zjedzie na dół"

W zimowych Tatrach margines błędu jest minimalny, a konsekwencje nieodpowiedzialnych decyzji mogą być dramatyczne. Ratownicy i pracownicy górskich instytucji od lat apelują o rozsądek, jednak – jak wynika z relacji przedstawionych w materiale Dzień Dobry TVN – problem wciąż narasta.

Marian Szewczyk, dyrektor operacyjno‑techniczny Polskich Kolei Linowych, zwrócił uwagę na sytuacje, które trudno zrozumieć nawet najbardziej doświadczonym góralom.

- Małe dziecko bez kontroli rodziców wspina się w miejscu w ogóle niedozwolonym. Sytuacja niedopuszczalna, ale takie sytuacje właśnie miały miejsce na Kasprowym. Lekkie poślizgnięcie i bez kontroli zjedzie na dół, i nie wiadomo, jak to się później skończy. A tata stoi i jeszcze filmuje komórką - relacjonuje Szewczyk.

To jednak nie jest jedyny przykład skrajnej brawury. Przedstawiciel PKL opisał również inne przypadki, które mogły zakończyć się tragicznie.

- Turyści zjeżdżają dosłownie na reklamówce, potrącając po drodze inne osoby. To jest bardzo niebezpieczne. Była sytuacja, gdy turysta, zjeżdżając z gór, wpadł do Kotła Gąsienicowego. Skończyło się to bardzo poważnym wypadkiem - dodał ekspert.

Brak przygotowania do górskiej wyprawy: od szpilek po wyjścia o 11:00

Zimą w górach nie ma miejsca na przypadkowość. Tymczasem przewodnicy wciąż obserwują turystów, którzy traktują Tatry jak miejski park.

- Top błędów turystów to są nieodpowiednie ubrania, to są nieodpowiednie buty typu szpilki, trampki, adidasy, niedostosowane totalnie do warunków panujących w Tatrach - podkreśla przewodniczka tatrzańska Katarzyna Jakieła.

Do tego dochodzi fatalne planowanie dnia. Tomasz Zając z Tatrzańskiego Parku Narodowego zwrócił uwagę, że zimą godziny mają kluczowe znaczenie.

- Turyści bardzo często wychodzą zbyt późno zimą w góry. To wyjście jest koło godziny 10–11, a wtedy ten dzień robi się nam bardzo krótki i nawet zwykła wycieczka nad Morskie Oko może się przedłużyć na tyle długo, że za dnia nie zdążymy wrócić. W Tatrzańskim Parku Narodowym nie powinniśmy chodzić po zmroku - wyjaśnia Zając.

Alkohol na szlaku: złudne poczucie bezpieczeństwa

Jednym z najbardziej niebezpiecznych zjawisk jest przekonanie, że alkohol "rozgrzewa". Ratownicy TOPR od lat tłumaczą, że to mit, który może kosztować życie.

Sylweriusz Kosiński, lekarz naczelny Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego mówi w materiale Dzień Dobry TVN wprost:

"Jest to tragiczne, że idziemy na wycieczkę górską, mając albo butelkę piwa, którą traktujemy jako napój nawadniający, albo mocniejszy alkohol, który traktujemy jako antidotum lub lekarstwo, że nas to rozgrzeje. No nie. Po pierwsze, alkohol powoduje szybsze wychłodzenie, a poza tym daje nam złudne poczucie bezpieczeństwa i zaczyna się brawura".

Całe rodziny na tafli zamarzniętego jeziora

Zimą szczególnie niebezpieczne są zamarznięte stawy i jeziora. Mimo licznych ostrzeżeń turyści wciąż ochoczo wchodzą na taflę lodu – często całymi rodzinami, razem z pociechami.

Katarzyna Jakieła podkreśla skalę zagrożenia: "Turyści z małymi dziećmi wchodzą na taflę lodu i nie zdają sobie sprawy z tego, że jest to ogromne ryzyko. Średnia roczna temperatura wody w stawach tatrzańskich ma 4 stopnie".

- Jeżeli wpadamy do lodowatej wody, to jest to kwestia 15 minut, kiedy z powodu wychłodzenia tracimy przytomność i wpadamy pod wodę, i topimy się. Woda odbiera nam ciepło dużo szybciej niż powietrze - dodaje Sylweriusz Kosiński.

Bezmyślni turyści - bolączka właścicieli górskich pensjonatów

Nieodpowiedzialność turystów nie kończy się na szlakach. Właściciele obiektów noclegowych również zmagają się z zachowaniami, które trudno racjonalnie wytłumaczyć.

Małgorzata Szumska, właścicielka pensjonatu w Złotym Stoku, opisała realia pracy w miejscu oddalonym od cywilizacji: "Ja prowadzę obiekt, który jest stuletnią willą, głęboko w lesie. Dojeżdża się leśną drogą. Jest absolutnie magicznie, nie ma zasięgu. (...) Najgorszy typ turysty, to jest turysta nieprzygotowany".

- Prawie nikt nie ma łańcuchów. Już zapomnieliśmy o nich, przez to, że zimy mamy coraz słabsze. My np. je mamy, jako ludzie żyjący w górach, a nasi turyści nie. I zdarza się, że dzwonią do nas, do pensjonatu i mówią: "Nie jesteśmy w stanie podjechać, czy możecie nam jakoś pomóc?". I jedziemy. Nie jesteśmy tylko hotelarzami, ale też ratownikami - dodaje gościni Dzień Dobry TVN.

Jedna z najbardziej wstrząsających historii dotyczyła jednak zwierzęcia pozostawionego bez opieki.

- Mieliśmy taką sytuację, że pani zostawiła psa na poddaszu z otwartym oknem, żeby miał świeże powietrze i sama poszła na cały dzień na spacer. Pies, w którymś momencie nie wytrzymał, czy z tęsknoty, czy z lęku i wyskoczył przez okno dachowe z trzeciego piętra. Dobrze, że mamy długi, spadzisty dach. On zjechał po całym tym dachu i spadł na ziemię z 2–3 metrów, co i tak jest bardzo niebezpieczne - opowiada Małgorzata Szumska.

Demolka w obiektach noclegowych

O swoich nieprzyjemnych doświadczeniach opowiedział również Gerard Wolski, właściciel apartamentów w Kościelisku.

- Goście potrafili nam roznieść apartament, dosłownie. Takich sytuacji miałem trzy, z czego dwie były wyjątkowo brutalne dla tego miejsca. Za jednym razem pewna młodzież zdemolowała nam apartament nowiusieńki. To byli pierwsi gości i nadawał się apartament do generalnego remontu po ich pobycie - zaznacza rozmówca Dzień Dobry TVN.

Mężczyzna opowiedział także o szczegółach drugiego incydentu. - Mieliśmy sytuację taką, że goście byli u nas na sylwestra w takim wolnostojącym apartamencie w centrum miasta, opóźniali nasz przyjazd, żebyśmy jak najpóźniej odebrali klucze. Okłamali nas, że chcą wyjechać o 11, po czym się okazało, że ich już nie ma od 6–7 godzin w apartamencie. Uciekli i chcieli zdążyć przekroczyć granicę państwa, żeby ich nie zatrzymać - relacjonuje właściciel obiektu.

Klatka kluczowa-142421
Problematyczni turyści w górach
Źródło: Dzień Dobry TVN

Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki oraz Dzień Dobry TVN Extra znajdziesz też na Player.pl

Zobacz także:

podziel się:

Pozostałe wiadomości