Poświęciła życie, by ratować owczarki podhalańskie. "Dla niego to jest tragedia uwiązać go na łańcuchu"

Przytulisko Wioletty Litwin-Mroczki ratuje psy i konie. Jak wspomóc jej fundację?
Oddała życie zwierzętom - Wioletta i jej białe olbrzymy - napisy
Źródło wideo: Dzień Dobry TVN
Źródło zdj. gł.: ddtvn
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Wioletta Litwin-Mroczka od lat prowadzi wyjątkowe przytulisko, które jest dziś domem dla ponad 200 psów i kilkunastu koni. Wśród czworonogów możemy znaleźć prawie 30 owczarków podhalańskich. O tym jak wygląda jej codzienność i z czym musi się mierzyć, opiekunka przytuliska opowiedziała w materiale Dzień Dobry TVN. Jak można pomóc jej ukochanym podhalanom?

Działania Fundacji Człowiek dla Zwierząt można wspomóc, angażując się w zbiórkę internetową dostępną tutaj.

Miała pod opieką setki psów

Opieka nad czworonogami w ramach działań Fundacji Człowiek dla Zwierząt to całe życie Wioletty Litwin-Mroczki. Choć nigdy tego nie planowała, od blisko 20 lat zajmuje się psami i końmi. W jej przytulisku schronienie znajdują schorowane, porzucone i stare zwierzęta. - Wszystko, całe życie, wszystko się kręci wokół zwierząt. [...] Przez to miejsce się przewinęło blisko 1800 psów. To jest inny świat po prostu. Jestem tu całą dobę z nim. Bardzo mało nawet wyjeżdżam stąd. Tym bardziej że teraz jest bardzo dużo starszych psów. Trzeba poświęcić dużo uwagi. Oczkiem w głowie pani Wioletty są owczarki podhalańskie. Duża i wymagająca rasa często nie spełnia "oczekiwań" właścicieli, którzy przedmiotowo traktują zwierzęta. - To są wielkie psy, ale bardzo delikatne psychicznie. Dlaczego tak się utarło, że podhalany są takie ostre, złe i w ogóle wszystkich gryzą? To nie prawda. To wynika z tego, że ludzie nie zapewniają po prostu odpowiedniego dobrostanu dla tych psów. Dla podhalana to jest tragedia zamknąć go w kojcu, albo uwiązać na łańcuchu - dodała właścicielka przytuliska.

Jak pomóc Fundacji Człowiek dla Zwierząt?

Wioletta Litwin-Mroczka poświęca każdy swój dzień na opiekę nad swoim stadem. Jak podkreśliła - nie ma własnej rodziny, ani dzieci, a przy nadmiarze obowiązków związanych ze zwierzętami nie ma też czasu, by skupić się na sobie. Jednak bardzo kocha to, co robi.

- To są starsze psy, one na mnie liczą. To jest chyba tak jak matka dzieci. Nie mówię, że jestem niezastąpiona, bo jestem. Chcę być tu do końca, z nimi - podsumowała pani Wioletta.

Zobacz także:

Autorka/Autor: Zofia Wierzcholska
Reporter: Agnieszka Reczek-Bogacka